Strona główna Aktualności Byczy punkt widzenia

Byczy punkt widzenia

-

Mistrzostwa Polski nie zdobywa się na zawołanie. Na sukces składa się nie tylko ciężka praca, wyrzeczenia i poświecenie. Na drodze do zwycięstwa stoją przeszkody życia codziennego. Tak jest także w Lesznie. Jak w rodzinie – raz lepiej, raz gorzej.

Cztery tytuły drużynowego mistrza Polski zdobyte pod rząd robią wrażenie. Konkurenci zastanawiają się, co jest kluczem do sukcesu. Nie wystarczy posiadać zawodników z mocnym nazwiskiem. Na wynik sportowy ogromny wpływ mają szczegóły: atmosfera, organizacja, pomysł, życzliwość i kolektyw. W Unia taki model udało się wypracować, chociaż nie od razu. Potrzebowali czasu i zaufania.

Cztery tytuły drużynowego mistrza Polski zdobyte pod rząd robią wrażenie (fot. Magazyn Żużel)

Niedawno trener Piotr Baron na antenie Telewizji nSport+ zdradził, że „przez pierwsze dwa lata z prezesem Dworakowskim trudno było mi rozmawiać z tego względu, że ma inną osobowość, niż prezes Rusiecki. Teraz możemy chwalić sobie relacje, jakie mamy i możemy wspólnie siadać, pić kawkę i rozmawiać o żużlu”.

Porządek musi być

To właśnie Józef Dworakowski i Piotr Rusiecki decydują, pociągają za sznurki i dbają o finanse mistrza Polski. Od nich wszystko zależy. Bez zgody Dworakowskiego na Strzeleckiej mysz nie wejdzie do warsztatu. Rusiecki częściej bywa w klubie, co nie oznacza, że więcej może. Razem z „Dżozefem” wiedzą o wszystkim, co tam się dzieje, co komu dolega itp. Na co dzień na Strzeleckiej za lejce pociąga dyrektor Ireneusz Igielski i razem ze swoimi specjalistami od marketingu, organizowania zawodów itp. realizują zadania nakreślone przez prezesów. Oprócz Dworakowskiego i Rusieckiego są jeszcze trzej akcjonariusze Sportowej Spółki Akcyjnej Unia. To są znani w Lesznie i regionie przedsiębiorcy: dealer samochodowy Waldemar Ciesiółka, działający na rynku nieruchomości i recyclingu Maciej Duda i właściciel hurtowni papierosów Jarosław Stajer.

Za sznurki w klubie pociągają Piotr Rusiecki i Józef Dworakowski (fot. x2 Magazyn Żużel)

Żużlowców Unii pytaliśmy, dlaczego wybrali Leszno, mimo że niektórzy nie są z Wielkopolski. Janusz Kołodziej, który pochodzi z Małopolski czy Rosjanin Emil Sajfutdinow (mieszka w Bydgoszczy), mają w Lesznie wszystko, czego im potrzeba do realizowania sportowych marzeń. Obaj podkreślają dwa elementy układanki: dobra atmosfera i świetna organizacja. Ma to wpływ na kondycję finansową i wypłacalność. Nawet w dobie pandemii koronawirusa, Unii udało się zabezpieczyć środki na kontrakty, za które najlepsi zawodnicy inkasują grubo ponad milion złotych w sezonie. Przy pustych trybunach (czytaj: bez wpływów ze sprzedaży biletów), to jest spore wyzwanie.

Reklama

W Lesznie ponad cztery lata temu zaufali Piotrowi Baronowi i dzisiaj spijają śmietankę. Baron przyprowadził do klubu toromistrza oraz trenera od przygotowania kondycyjnego zawodników. Złośliwi z przekąsem mówili o wrocławskim desancie. Że Unia zrobiła na złość właścicielom Sparty Wrocław, która dopiero co, zwolniła Barona (mówi, że sam odszedł) i ten puścił oko w stronę największego konkurenta Sparty i prezesa Andrzeja Rusko.

Dzisiaj trener z toromistrzem Janem Chorosiem współgrają na szóstkę. Z nawierzchnią toru na „Smoku” potrafią dokonywać cudów, by miejscowa drużyna czuła się na niej, jak ryba w wodzie.

Generał na drugim planie

Baron z wrodzoną skromnością i czystym sumieniem podkreśla, że jego rola w drużynie jest drugoplanowa. I coś w tym jest, że nie wypina piersi po medale, nie zadziera nosa, nie krzyczy na zawodników.

Piotr Baron podkreśla, że jego rola w drużynie jest drugoplanowa (fot. Magazyn Żużel)

– Nie chodzi o skromność – zaznacza Baron, dowódca biało – niebieskiej armii spod znaku szarżującego byka. – Trafiłem na bardzo dobry czas w klubie, mam bardzo dobry zespół – ci zawodnicy świetnie jadą. Ja mam rolę, żeby nie przeszkadzać zawodnikom i nawzajem się uzupełniamy. Jestem od przygotowania toru, a oni od jeżdżenia. Czego mogę nauczyć Emila Sajfutdinowa, Piotrka Pawlickiego czy Janka Kołodzieja? Jedynie trzeba zrobić tor lub czasami dopasować pary. Teraz pozmieniała się tabela, więc tak dużo nie trzeba kombinować. Wcześniej było trudniej. Muszę też zadbać o to, by drużyna nie wojowała w parkingu. To są role, które mam do spełnienia.

Baron jest bardziej psychologiem, niż trenerem. Wie, kiedy i z kim rozmawiać, któremu zawodnikowi pomóc w danej chwili. Jak trzeba, to zorganizuje grilla po treningu lub zabierze drużynę na rekonesans. Prezes Dworakowski cieszy się, że trener z zawodnikami nadają na tych samych falach. Baron jest niewiele starszy od swoich podopiecznych, co – zdaniem Dworakowskiego – skraca drogę na linii trener-zawodnik. Baron stara się być bardziej partnerem, niż szefem. Zdaniem Dworakowskiego, taki model prowadzenia zespołu, sprawdził się i oby przynosił efekty jak najdłużej.

Prezes Rusiecki bardziej niż Dworakowski myśli sercem, bo bezgranicznie kocha speedway i leszczyńska Unię. Dworakowski trzyma w garści finanse, nieraz hamuje zapędy kolegów czy mocarstwowe plany sportowe. Rusiecki nie wtrąca się, ani w prace trenera, ani w decyzje zawodników. Na każdym meczu jest w parku maszyn i przezywa rywalizację na swój sposób. Rusiecki uważa, że zespół osiągnął dużo i … stać go na więcej. Mówił o tym, jeszcze nie wiedząc, że zimą odejdą z Unii dwaj jej wychowankowie – Dominik Kubera i Bartosz Smektała.

Strzał w plecy

Transfery „Smyka” i „Domina” zburzyły wizerunek klubu, stawiającego na szkolenie, wychowanków i rodzinną atmosferę. Rusiecki przyznał się, że przeżył odejście wychowanków, o czym nawet publicznie poinformował na Twitterze. Sytuacja i całe zamieszanie wokół tego tematu nie złamały mistrza Polski, może nawet zadziałała mobilizująco.

Transfery „Smyka” i „Domina” (na zdjęciu) zburzyły wizerunek klubu, stawiającego na szkolenie, wychowanków i rodzinną atmosferę (fot. Magazyn Żużel)

– Był do wzięcia i chciał u nas jeździć – mówi Rusiecki o sprowadzeni zimą do Leszna byłego mistrza świata Jasona Doyle’a.

Australijczyk ma wypełnić lukę po odejściu Smektały. Leszczynianie odważnie zagrali. Tym bardziej, że Doyle’a w Unii nikt bliżej nie zna. Wiedzą, jak potrafi punktować i ścigać się na żużlu, ile serca wkłada w speedway. Ale nie znają jego charakteru, co w leszczyńskiej układance ma przecież duże znaczenie. Właściciele klubu pamiętają Nckiego Pedersena w barwach Unii i jego indywidualne podejście do wykonywanego zawodu.

Reklama

Czy z chwilą przyjścia Doyle’a do Unii, rachunki się wyrównały? Jeśli mistrz świata z 2017 roku wkomponuje się do leszczyńskiej kapeli, to na pewno – gra muzyka. Na ocenę transferów jeszcze przyjdzie czas. Rysa jednam pozostała, bo mało kto spodziewał się, że złota leszczyńska młodzież spakuje manatki i wyjedzie w Polskę za chlebem. Baron mówi, że odejście chłopaków do innego klubu, to jest policzek.

Lukę po odejściu Bartosza Smektały ma wypełnić Jason Doyle (fot. Magazyn Żużel)

– Przez cztery lata bardzo dużo pracowaliśmy. Myślałem, że idziemy w dobrą stronę i nie czują potrzeby odejścia, ale wybrali inaczej. Dla mnie to delikatny policzek. Czy byłem wściekły? Na pewno byłem zaskoczony. O definitywnym odejściu Bartka dowiedziałem się 5 lub 6 listopada. Z Dominikiem trochę wcześniej to się wyjaśniło – tłumaczył Baron przed kamerami TV Sport+.

Jak w rodzinie

W Unii jest jak w rodzinie – jednego dnia lepiej, drugiego – gorzej. Zgrzytało, gdy dwa lata temu Baron jako ostatni dowiedział się, że Jaroslaw Hampel musi odejść z Unii. Trener chciał go mieć w drużynie. Napięcie było duże. Trener poczuł się niepotrzebny, skoro nikt wcześniej nie zapytał go o przyszłość jednego liderów zespołu. Zdarzają się różne sytuacje, ale w ostatnich latach ludzie z byczym DNA udowadniają, że maszyna działa i będzie działać. Baron podpisał nowy dwuletni kontrakt. Zapowiada, że na pewno go wypełni. Mistrz kraju zacieśnił współpracę z Kolejarzem Rawicz i mało tego, dodatkowo wzmocnił sztab szkoleniowy. Jeszcze bardziej przyciśnie w pracy z młodzieżą, żeby nikt w Polsce nie pomyślał, że odejście dwóch wychowanków załamało pracę szkółki. Do trenera Romana Jankowskiego dołączył Damian Baliński. Teraz obaj będą odpowiadać za szlifowanie żużlowych diamentów w Lesznie.

Reklama


Must Read

Nowy sternik, nowy etap, nowe rozdanie

Selekcjoner reprezentacji Polski Rafał Dobrucki w tym tygodniu sprawdzi formę najlepszych polskich żużlowców. Wiadomo, że jeden czy dwa treningi niczego nie zmienią, ale przede...

Dwaj kosmici Sparty