Dzisiaj mniej o żużlu, bardziej o polityce, bo jak się okazuje w rządzie premiera Mateusza Morawieckiego zachodzą zmiany, a wśród kandydatów do przejęcia teki ministra sportu znaleźli się ludzie do niedawna związani ze sportem żużlowym.

PiS stanowiskiem ministra sportu próbuje zbudować sobie przewagę w Senacie. Żeby ją uzyskać musiałby skaperować na swoją stronę, któregoś z senatorów PO. Propozycję dostali Robert Dowhan i Władysław Komarnicki (na zdjęciu). Tak się składa, że obaj w przeszłości mocno byli związani z czarnym sportem. Komarnicki był prezesem Stali Gorzów, natomiast Dowhan zarządzał Falubazem Zielona Góra. Obaj pracowali w lubuskich klubach żużlowych, odnosząc spore sukcesy. Komarnicki jest honorowym prezesem Stali i stara się być na każdym meczu żółto – niebieskich na stadionie im. E. Jancarza. Z kolei, Dowhan wciąż kibicuje Falubazowi.

Gdyby Dowhan lub Komarnicki zostali ministrem sportu, to być może pozycja speedwaya zyskałaby nie tylko wiernego kibica na szczytach sportowej władzy w polskim rządzie. My już wiemy, że ani Dowhan ani Komarnicki nie przyjmą propozycji premiera Morawieckiego. Obaj odmówili i podziękowali. Pozostają wierni swoim wyborcom, których prawdopodobnie duża część wywodzi się z żużlowego środowiska. Nie będzie zatem ministra sporu z żużlową przeszłością w Falubazie czy gorzowskiej Stali.