Strona główna Reportaż Dramat w cieniu złota

Dramat w cieniu złota

-

To była tragedia dwóch zawodników. Jeden stracił życie. Drugi na długie lata musiał zerwać z żużlem

W tym sezonie minęło czterdzieści pięć lat od zdobycia przez żużlowców Włókniarza Częstochowa drugiego tytułu drużynowych mistrzów Polski. Niestety coraz mniej pamięta się o tym, że mistrzowski sezon był tragiczny, a w jego trakcie jeden z zawodników zmarł, natomiast drugi musiał na jakiś czas zrezygnować z jazdy na żużlu. Co się stało?

Wypadek

25 maja 1974 roku. Częstochowski Włókniarz pewnie wygrał na własnym obiekcie z zespołem bydgoskiej Polonii 47:31. Oprócz, tradycyjnie, Marka Cieślaka, najwięcej punktów dla biało-zielonych zdobyli: Jerzy Bożyk (9) i Zygmunt Gołębiowski (8).
„[…] W zespole gospodarzy odnalazł się wreszcie Jerzy Bożyk. Po okresie wyraźnie słabszych występów tym razem pokazał się z jak najlepszej strony, a jego kapitalna jazda w pierwszym biegu o mistrzostwo par i zwycięstwo nad Glicklichem było ukoronowaniem udanego występu.”(Gazeta Częstochowska,nr 22/1974).

Chociaż częstochowianom zdarzały się wpadki – w oczach wielu komentatorów i dziennikarzy – mogli sprawić ligową niespodziankę. Siłą podjasnogórskiej ekipy był wyrównany skład i coraz śmielej pukający do światowej czołówki Marek Cieślak oraz Andrzej Jurczyński. Występy w kadrze narodowej miało za sobą również kilku innych zawodników Włókniarza. W tym Zygmunt Gołębiowski.

Zarówno Bożyk, jak i Gołębiowski kandydowali do wyjazdu na lipcowe tournée reprezentacji po Wielkiej Brytanii. Oprócz meczów ligowych spore znaczenie miały występy w prestiżowym Złotym Kasku, którego najbliższy turniej planowany był na 7 czerwca w Częstochowie.

30 maja 1974 roku. Przyjemny, wiosenny wieczór. Ulicami Częstochowy jedzie trabant prowadzony przez Jerzego Bożyka. Jednym z pasażerów jest Zygmunt Gołębiowski. Nic nie zakłóca dobrego nastroju pasażerów. Nagle kierowca wykonuje energiczny ruch rękami. Nie jest jednak w stanie wyminąć zaparkowanej na dzisiejszej Alei Niepodległości przyczepy… Powietrze przeszywa dźwięk pękającej karoserii i przerażający krzyk.

„Gołąb” nie żyje!

W prasie pojawiają się pierwsze informacje:
„W czwartek około godziny 21:45 wydarzył się w Częstochowie tragiczny w skutkach wypadek drogowy. W alei ZWM „Trabant”prowadzony przez żużlowca Włókniarza Jerzego Bożyka najechał na zaparkowaną przyczepę samochodu ciężarowego.
Samochód został doszczętnie rozbity. Jadący „Trabantem” pasażerowie zostali ciężko ranni. Po przewiezieniu do szpitala zmarli: żużlowiec Włókniarza – Zygmunt Gołębiowski i Mieczysław Walczak.
Stan zdrowia Zenona Kotasa i Edwarda Skibińskiego jest nadal bardzo poważny.
Kierowca, Jerzy Bożyk, który doznał jedynie lekkich obrażeń, zatrzymany został przez MO. Dochodzenie trwa.” (Życie Częstochowy, 1974)

– O wypadku dowiedziałem się wracając z zawodów eliminacji mistrzostw świata w Niemczech – opowiada Marek Cieślak. – To było w okolicach Opola.

Janek Stormowski, spotykając nas przypadkiem, powiedział grobowym tonem: Gołąb nie żyje… Początkowo nie wiedziałem, o co chodzi. Okazało się, że prezes Wacław Tomaszewski nie chciał zawracać nas z zawodów. Dzisiaj byłoby to nie do pomyślenia. W dobie internetu, nawet od niego odłączony, od razu odebrałbym kilkadziesiąt telefonów. Pamiętam, jak przed moim wyjazdem do Niemiec obaj grzebali w tym aucie…

Cieślak długo nie mógł uwierzyć w śmierć kolegi, tym bardziej, że – ponieważ prezes nie poinformował swoich zawodników walczących o światowe laury o wypadku, nie wziął udziału w pogrzebie. Nieobecność Gołębiowskiego była jednak faktem. Podobnie jak uznanie winnym całego zdarzenia Bożyka.

– Jurek dostał osiem lat – wspomina Cieślak. – Wielka szkoda, ponieważ wszystko zaczynało mu się akurat układać…

Nieudany powrót…

15 kwietnia 1980 roku. Włókniarz dwa dni wcześniej rozpoczął walkę o ligowe punkty. Po domowym zwycięstwie nad Startem Gniezno biało-zielonych czeka wyjazd do Gdańska. W składzie na pierwszy mecz wyjazdowy sezonu znajduje się Jerzy Bożyk. Po sześciu latach wraca na tor. Nikt nie oczekuje od niego cudów i rzeczywiście. Pierwsze występy to regularnie zbierane „śliwki”. Przełamanie następuje jednak już miesiąc później. W meczu we Wrocławiu Bożyk notuje 11 punktów i dwukrotnie mija linię mety na pierwszej pozycji.

Lepszy występ już mu się nie zdarzy. Sezon zakończy na początku dziewiątej dziesiątki listy średnich biegopunktowych (średnia biegowa 1,21).

Jerzy Bożyk fot. Ze zbiorów Marka Soczyka

Następną kampanię kończy z przytupem, wyrównując swoją zdobycz z meczu na Stadionie Olimpijskim. Na pożegnanie Włókniarza z I ligą znów notuje 11 punktów i ostatecznie nieco poprawia swoją średnią biegową (1,38). Na drugoligowym froncie radzi sobie w kratkę, chociaż średnia na bieg jest dość przyzwoita – 1,88. To jednak za mało, by Bożyk zdecydował się kontynuować sportową karierę. Nie bez wpływu na decyzję żużlowca pozostają technologiczne zmiany zachodzące w żużlu i wpadający coraz bardziej w szarzyznę Włókniarz, od którego odwracają się kibice, a zarządowi brakuje pieniędzy i pomysłów, by ratować sytuację.

Epilog

25 sierpnia 2016. Jerzy Bożyk po długiej chorobie zmarł. Trudno powiedzieć jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby nie nieszczęśliwy wypadek, który przerwał ją na długie sześć sezonów. Urodzony w 1952 roku zawodnik po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę, kiedy niespodziewanie zajął trzecie miejsce na podium Memoriału Bronisława Idzikowskiego w 1972 roku, będąc najlepszym z przedstawicieli Włókniarza. Rok później powtórzył ten wynik. Coraz częściej przymierzany był do startów w młodzieżowej reprezentacji Polski. W chwili
wypadku miał 22 lata. Wciąż zbierał żużlowe doświadczenie.

Zygmunt Gołębiowski rozpoczął swoją karierę dość późno. Miał już 24 lata, kiedy po odbyciu służby wojskowej wsiadł na żużlowy motocykl. Nie przeszkodziło mu to w szybkim rozwoju. Świetne występy ligowe nie pozostawały bez echa i zawodnik założył nawet plastron z orłem na pierś. W momencie wypadku miał 31 lat. Nie ma wątpliwości, że byłby jednym z głównych bohaterów wielkich sukcesów Włókniarza lat 70-tych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

MUSISZ PRZECZYTAĆ

Ty też możesz wygrać autobiografię „Tajskiego”

Przyjrzyj się zdjęciu i napisz, co, Twoim zdaniem, w tej sytuacji powiedział Tai Woffinden.Trwa nasz internetowy konkurs pod nazwą „Co powiedział Tai?”. Nagrodą jest...