Strona głównaAktualnościDyskusja nad rolą lekarza zawodów, czyli pokłosie meczu w Gorzowie

Dyskusja nad rolą lekarza zawodów, czyli pokłosie meczu w Gorzowie

-

Lekarz zawodów stracił kontrolę. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie na meczu Moje Bermudy STal Gorzów – Betard Sparta Wrocław. Chociaż my, oceniając pracę medyków podczas rozgrywania zawodów żużlowych w naszym kraju, uważamy, że źle dzieje się od dawna.

Reklama

Sprawa w praktyce wygląda tak. Lekarz zawodów zawsze jest miejscowy, więc „na umowie” z organizatorem zawodów. Opłaca go gospodarz meczu i jak łatwo się domyślić, gdy waży się wynik meczu, zdarza się że miejscowa drużyna może liczyć na jego przychylność. Zawodnicy z bólem czy urazem potrafią kontynuować starty. Oczywiście, za zgodą lekarza. Dopiero po meczu jadą do szpitala i okazuje się, że zawodnik powinien znacznie szybciej trafić pod opiekę specjalistów. Najważniejszy jest wynik meczu – nie zawodnik!

fot. Speedway Ekstraliga/Radek Kalina
Wczoraj na Jancarzu w Gorzowie doszło do makabrycznie wyglądającego wypadku (fot. Speedway Ekstraliga/Radek Kalina)

Wczoraj na Jancarzu w Gorzowie doszło do makabrycznie wyglądającego wypadku. Tai Woffinden w wyniku kolizji przejechał po Nielsie K. Iversenie i Anglik z impetem uderzył w ogrodzenie toru. „Tajski” złamał rękę i doznał ogólnych potłuczeń. Iversen również więcej nie pojawił się na torze. Lekarz zawodów poinformował, że zawodnik ma kłopot z żebrami. To jednak nie miało wpływu na decyzję medyka, który wydał mu zezwolenie na kontynuowanie startów w zawodach.

Czytaj więcej  Czy w Tarnowie lekarz powinien powiedzieć: STOP?

Gdyby podobny wypadek wydarzył się na drodze publicznej, to byłyby karetki i szybki transport do szpitala. Na żużlu nie ma takiej potrzeby. Decyduje lekarz, dla którego poszkodowany to jedno i wynik meczu to drugie. Może w odwrotnej kolejności. To nie przypadek, że drużyna gości, często przez pół Polski, z reguły wiezie ze sobą własnego lekarza. Czyżby nie ufali miejscowym medykom, nie wierzyli w ich umiejętności, wiedzę i doświadczenie?

Czytaj więcej  Gleb Czugunow: kłopoty z sercem

Żużel rządzi się własnymi prawami i obrazki, gdy Damian Dróżdż z ręką w gipsie, czy Piotr Pawlicki o kulach, paradują na prezentacji zawodników, to nic nowego. Lekarz wyraził zgodę.

– Iversen ma najprawdopodobniej tylko i wyłącznie stłuczenie żeber po stronie lewej. Jest to bardzo bolesne dla niego. Zobaczymy, jak to się będzie rozwijało. Może po zawodach trzeba będzie pojechać z nim do szpitala i zrobić zdjęcie rentgenowskie. Zawodnik w tej chwili jest zdolny do dalszej jazdy – mówił w rozmowie z reporterem nSport+ lekarz zawodów.

Pozostawiamy bez komentarza.

fot. Speedway Ekstraliga/Radek Kalina

Reklama
- Advertisment -

Must Read

Po bolesnym laniu pomoże „Diabłom”?

Niemiecki pierwszoligowiec z Landshut przegrał w Gnieźnie różnicą aż 14 punktów. Dotkliwa porażka zabolała. Jak się okazało, był to ostatni dzwonek na ratowanie sytuacji....