More
    Strona głównaEkstraligaGKM, czyli w oczekiwaniu na złoto

    GKM, czyli w oczekiwaniu na złoto

    -

    Choć w historii polskiego żużla są jednymi z prekursorów tego sportu, to częściej spotykały ich rozczarowania i porażki niż sukcesy. Na odrodzenie „czarnego sportu” w swoim mieście czekali latami, by na moment stać się narzędziem w rękach polityków. Dziś są już stałym punktem najwyżej klasy rozgrywkowej. Poznajmy historię zespołu z Grudziądza.

    Nim opowiemy żużlową historię, zaznajmy nieco grudziądzkiego humoru, który często wyrażał się w związku z tamtejszymi ułanami. Tych bowiem w barwny sposób opisano w żurawiejce powstałej dla scharakteryzowania 18 Pułku Ułanów Pomorskich. Żurawiejka to rodzaj dowcipnej, niekiedy lekko uszczypliwej przyśpiewki kawaleryjskiej. W tej dotyczącej wspominanego pułku znajdziemy następujące słowa: „Mają dupy jak z mosiądza. To ułani są z Grudziądza”. Równie ciekawy tekst wyryto na odsłoniętym w 2008 roku pomniku ułana z dziewczyną. Widnieją na nim słowa z utworu generała Bolesława Wieniawy-Dłuszgoszowskiego: „Bo serce ułana, gdy położysz je na dłoń: Na pierwszym miejscu panna, przed panną tylko… koń”. Sprawdźmy jednak, od kiedy w sportowym sercu Grudziądza znajduje się również żużel.

    (fot. Magazyn Żużel /Mariusz Cwojda) Zooleszcz GKM Grudziądz Anno Domini 2021

    Historia „czarnego sportu” w tym mieście rozpoczęła się już przed II wojną światową. W 1924 roku przy klubie „Olimpia” powstała bowiem sekcja motocyklowa, którą kierował Stanisław Jurkiewicz. To właśnie ona od sezonu 1925/26, o czym pisał portal nowosci.com.pl, organizowała zawody motorowe – zarówno te rozgrywane na szosie, jak i na stadionie przy ulicy Parkowej, na którym powstał tor kolarsko-motocyklowy. Ogromną publikę miały w szczególności przyciągnąć rozegrane w 1928 roku mistrzostwa kraju, które odbyły się na trójkącie szos pod Grudziądzem. Wśród prekursorów żużla brylował natomiast Jan Witkowski, który swoje losy związał również z niedaleką Bydgoszczą.

    Pierwszy mistrz

    Witkowski, który pochodził z Chełmna, swoją karierę rozpoczął w Grudziądzu. Szybko jednak opuścił lokalną „Olimpię” i przeniósł się do klubu w Bydgoszczy. Ten drugi śmiało nazwać można wielonarodowym. Startowali w nim bowiem zarówno Polacy, jak i Niemcy. Zawodnik miał nawet okazję ścigać się z prawdziwym hrabią, czyli Albrechtem von Alvenslebenem. Mężczyzna do dziś wspominany jest jako jeden z najlepszych przedwojennych polskich motocyklistów. Wróćmy jednak do Witkowskiego, który swój największy sukces odniósł w 1935 roku.

    Reklama

    To właśnie wtedy mistrzostwa kraju rozegrano w Bydgoszczy. Na domowym torze mężczyzna wygrał zarówno w dwóch klasach – maszyn sportowych 350ccm oraz maszyn sportowych 500ccm, jak i w klasyfikacji ogólnej. Tę wyłaniano rozgrywając bieg finałowy bez podziału na klasy, ale z handicapami dla zawodników startujących na różnych rodzajach maszyn. Wyścig zakończył się zdecydowaną wygraną Witkowskiego, który w swojej karierze odnosił jeszcze inne, również niezwykle ciekawe sukcesy. Jak podaje strona speedway.hg.pl, w 1936 roku podczas zawodów w Toruniu zwyciężył nie tylko w klasycznej rywalizacji, ale miał też wygrać zabawowy przejazd z parasolem i cylindrem. Nagrodzono go również w konkursie na najlepszą maszynę. Po zakończeniu sportowej kariery mężczyzna powrócił do rodzinnego Chełmna, w którym, według informacji zamieszczonych na espeedway.pl, założył klub motocyklowy.

    Wojenne żniwa

    O ile sukcesy wspomnianego Witkowskiego w żużlowych archiwach przypisywane są przede wszystkim drużynie z Bydgoszczy, o tyle te odnoszone przez Maksymiliana Szydłowskiego w pełni należą do Grudziądza. We wspominanym 1935 roku to właśnie ten zawodnik wywalczył dla miasta srebrny medal krajowego championatu w kategorii maszyn sportowych 350ccm. Podczas zmagań uległ jedynie Witkowskiemu.

    Historia żużla w Grudziądzu powróciła po II wojnie światowej. Niestety – już nie na obiekcie przy ulicy Parkowej. Podczas wojny Niemcy zajęli część toru na bunkry. Problemy nie przeszkodziły jednak miłośnikom sportu i już w 1946 roku reaktywowano nie tylko sekcję żużlową, ale i rozegrano pierwsze zawody. Dlatego też, gdy zaczęto organizować rozgrywki ligowe, to na starcie nie mogło zabraknąć reprezentantów Grudziądza. Zawodnicy „Olimpii” w krajowe zmagania weszli z przytupem – w 1948 roku sięgnęli po brąz Drużynowych Mistrzostw Polski. Dwa kolejne lata przyniosły zespołowi szóste miejsca, a następnie zniknięcie z mapy żużla.

    Przeciw Holendrom

    Nim reorganizacja „czarnego sportu” przerwała historię zespołu z Grudziądza, to przez krótkie lata swojego istnienia mógł się on popisać zarówno rozpoznawalnymi zawodnikami, jak i organizacją rozgrywek międzynarodowych. W 1948 roku rozegrano bowiem spotkanie przeciwko drużynie z Holandii. Polska zwyciężyła w nim z wynikiem 82 do 64. W tym okresie w reprezentacji pojawiali się również zawodnicy z Grudziądza.

    Jako najsłynniejszego wskazać należy na Jana Najdrowskiego, który był również skarbnikiem klubu. W 1948 roku żużlowiec uplasował się na trzecim miejscu pod względem indywidualnych zdobyczy punktowych wywalczonych w lidze. Po latach doczekał się również organizacji Turnieju asów o Puchar swojego imienia. Obok Najdrowskiego w latach 1948-1950 „Olimpię” reprezentowali również m.in. Władysław Gątkiewicz, Jan Matczak, Czesław Szałkowski czy Tadeusz Zwoliński. W 1948 roku to właśnie zawodnicy z Grudziądza najlepsi okazali się w „Mistrzostwach Pomorza na żużlu”, a także dobrze spisali się podczas zawodów w Inowrocławiu. O tych, jak wspominał po latach Robert Noga, z rozrzewnieniem pisał „Głos Pomorza”, który donosił, że takiej imprezy miasto jeszcze nie widziało.

    Powrót po latach

    Na powrót żużla do Grudziądza jego fani musieli czekać długie lata. Nim ten nastąpił, oddano do użytku stadion przy ulicy Hallera. Obiekt został otwarty w 1967 roku i przez pewien czas służył także jako miejsce rozgrywania spotkań nieistniejącej już drużyny piłkarskiej Stomil Grudziądz. Żużel w mieści odrodził się dziesięć lat po oddaniu toru w dość nietypowy sposób. Dzięki inicjatywie zespołu, z którym w przyszłości miejscowa drużynowa będzie rozgrywać mecze derbowe. Chodzi o Stal Toruń. Zespół od 1976 roku rywalizował w najwyższej klasie rozgrywkowej. Awans drużyny spowodował, że zaczęło brakować w niej miejsca dla niektórych zawodników.

    (fot. Magazyn Żużel /Mariusz Cwojda) GKM 1999r. J. Rempała, G. Knapp, N. Klingberg, Billy Hamill, kier.drużyny P. Nagel. W dolnym rzędzie (od lewej) W. Ośkiewicz, P. Staszek, R. Dados

    W związku z tym postanowiono stworzyć drużynę, która rywalizować będzie w II lidze. I w ten oto sposób powstała Grudziądzka Sekcja Żużlowa, która jako filia Stali Toruń, przystąpiła do rozgrywek. W zespole występowali wtedy tacy zawodnicy jak m.in.: Roman Kościecha lub Bogdan Krzyżaniak. Jako doświadczeni ligowcy to właśnie ci żużlowcy mieli swoim doświadczeniem wspierać młodzież, która stawiała pierwsze kroki. Zmagania w niższej klasie rozgrywkowej Grudziądz zakończył na ostatniej pozycji. W sezonie zespół poniósł dziesięć porażek i odniósł dwie wygrane. Pokonać udało mu się zespoły z Łodzi oraz Tarnowa.

    Samodzielność

    Również w drugim sezonie startów – w 1978 roku drużyna z Grudziądza uplasowała się na ostatniej pozycji w lidze. Tym razem odniosła dziewięć porażek, a zwyciężyła w trzech spotkaniach. Kolejny sezon przyniósł zespołowi znaczącą zmianę. GSŻ przerodził się w GKM i stał się samodzielną drużyną. W tym samym roku zespół doczekał się także prawdziwego lidera. Tym był Jan Szydlik. Żużlowiec uzyskał najlepszą ligową średnią biegopunktową – 2,64. Lepszy okazał się od takich zawodników jak Zbigniew Jąder czy Eugeniusz Błaszak.

    W zespole startował już wtedy Lech Kędziora, czyli człowiek, który zwiąże się z zespołem na wiele lat. Na awans do najwyższej klasy rozgrywkowej drużyna musiała jednak czekać jeszcze długie lata. Pierwszy indywidualny sukces przyszedł natomiast w 1983 roku. Srebrnym medalistą Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski został Roman Feld. Żużlowiec, który na początku swojej kariery reprezentował zespół z Leszna, we wspominanym sezonie został wypożyczony właśnie do Grudziądza.

    Bydgoskie derby

    Również w 1983 roku drużyna zaliczyła w II lidze bardzo dobry sezon. Dzięki wygraniu dziesięciu spotkań zespół zapewnił sobie drugie miejsce w rozgrywkach i otrzymał prawo startu w barażu o awans do najwyżej klasy rozgrywkowej. W tym grudziądzanie spotkali się z Polonią Bydgoszcz. I to drugi z zespołów był faworytem dwumeczu. Mimo wyraźnej porażki już na własnym obiekcie kibice Grudziądza z emocjami wspominają tamten sezon i decydujące mecze. Na stronie klubu przeczytać możemy wspomnienia kibica Dariusza Wrońskiego.

    (fot. Magazyn Żużel /Mariusz Cwojda) Najskuteczniejsza para GKM w przeszłości: B.Hamill (czerwony kask) i Robert Dados (niebieski)

    Ich fragment doskonale oddaje uczucia, które towarzyszyły fanom odrodzonego zespołu: „Ten mecz był niesamowity! Emocje jakie towarzyszyły przed jego rozegraniem jeszcze do dziś wywołują dreszczyk, a piszę to z pozycji młodego chłopaka, jakim wtedy byłem. Nie było dnia w szkole, abyśmy na przerwach nie rozmawiali o tym, co się stanie w niedzielę. (…) W tamtym czasie wśród młodzieży była zabawa na wywoływanie duchów i któregoś dnia przed meczem jeden z kolegów powiedział nam, że ktoś tego ducha wywołał i na pytanie o wynik zbliżającego się meczu powiedział, że będzie 28:62! Nie muszę pisać, co wtedy o tym myśleliśmy, a jaka była nasza reakcja po meczu, jak przypomnieliśmy sobie ten fakt. To był chyba jedyny mecz, na którym kibice zajmowali sobie miejsca już w nocy przed meczem”.

    Krótkie obchody

    Nim przybliżymy dalsze losy klubu, który na awans do najwyższej klasy rozgrywkowej musiał jeszcze poczekać, to warto przybliżyć krótką, ale ciekawą historię Turnieju Asów o Puchar Jana Najdrowskiego. Losy zapomnianej imprezy przybliżał w 2020 roku Przesław Sierakowski. Zawody na cześć jednego z prekursorów grudziądzkiego żużla po raz pierwszy zorganizowano w 1982 roku. Turniej trwał dwa dni, a walczyli w nim tacy zawodnicy jak Rembas, Jurczyński, Kasprzak lub Słaboń. Historyczną inaugurację wygrał Rembas, który w biegu dodatkowym pokonał Kasprzaka. Najlepszy z miejscowych – Wiesław Grabarz uplasował się na dobrym czwartym miejscu.

    Reklama

    Rok później najlepszy okazał się Wojciech Żabiałowicz, a w 1984 roku sukces świętował Piotr Żyto. Kolejny sezon, w którym grudziądzanie słabo prezentowali się w lidze, zwieńczony został słabo obsadzonym turniejem – co prawda pojawiło się na nim kilku reprezentantów NRD, jednak ścigali się oni z miejscowymi zawodnikami i reprezentantami ościennych klubów. Wygrał Marek Makowski. W 1986 roku Turniej Asów rozegrano w nowym terminie – nie na koniec, a na początek sezonu. Inauguracja padła łupem Jacka Brucheisera, który wyprzedził Piotra Żyto. Niestety – przyszłość nie przyniosła już okazji na rewanż w tym turnieju. W 1987 roku jego rozegranie storpedowała pogoda, a później zapomniano o tak nowej i ciekawej formie uczczenia pamięci Najdrowskiego.

    Lata czekania

    O ile ligowe zmagania w 1983 roku mogły tchnąć entuzjazm w serca kibiców, o tyle kolejne lata przyniosły drużynie słabsze wyniki. Aż do 1995 roku zespół nie mógł popisać się efektownymi rezultatami. O ile w 1993 roku grudziądzanie wywalczyli czwartą lokatę, o tyle kilkukrotnie zajmowali w II lidze ostatnią pozycję. Przełomowy okazał się 1995 rok. Wtedy to do zespołu dołączyło dwóch zawodników związanych z Rybnikiem. Pierwszy to Adam Pawliczek, a drugi Henryk Bem. Obaj kariery rozpoczynali i przez długie lata kontynuowali właśnie w drużynie z Rybnika. Pawliczek związał się z nią także w roli jeżdżącego trenera.

    Grudziądzanie natomiast świetnie wykorzystali dopływ „świeżej krwi” i w 1995 roku spełnili marzenia wielu kibiców. W ligowych zmaganiach, które miały wyłonić dwie ekipy awansujące do najwyższej klasy rozgrywkowe, prym wiodły zespoły z Leszna, Grudziądza i Gniezna. Walka trwała aż do ostatniej kolejki, w której w bezpośrednim pojedynku zmierzyły się dwie pierwsze ekipy. I to one między sobą rozstrzygnąć miały, kto zajmie drugie, premiowane awansem miejsce.

    Mecz sezonu

    Byki do Grudziądza przyjechały z punktem przewagi w lidze, Grudziądzanie mieli natomiast atut w postaci swojego toru. Pod taśmą tego dnia spotykali się tacy zawodnicy jak m.in. Roman Jankowski, Adam Łabędzki lub Damian Baliński po stronie przyjezdnych oraz Robert Kempiński, Adam Pawliczek lub Piotr Markuszewski po stronie gospodarzy. To właśnie ostatnia trójka, którą mocno wspomógł Duńczyk Joergensen zapewniła Grudziądzowi historyczny sukces. Mecz wygrany stosunkiem 52:38 otworzył drużynie drzwi do najwyższej klasy rozgrywkowej.

    Przygotowania do spotkania z elitą zostały poprzedzone kadrowymi wzmocnieniami. W zespole pojawili się dwaj lublinianie – Paweł Staszek i Robert Dados. Obaj młodzi i głodni sukcesów. Pierwszy z nich urodził się w 1976 roku, a drugi w 1977 roku. Oprócz młokosów do zespołu ściągnięto także zagraniczne wsparcie. I to w osobie Amerykanina Billy’ego Hamilla. Zawodnik był wtedy wschodzącą gwiazdą światowego żużla. W 1995 roku wygrał jeden z turniejów cyklu Grand Prix, a rozgrywki o tytuł najlepszego na świecie zakończył na piątej pozycji.

    Sinusoida

    Mimo zakontraktowania nowych zawodników Grudziądz sezon 1996 zakończył na dziewiątej pozycji i po roku startów w elicie powrócił do zmagań w niższej klasie rozgrywkowej. W tej spisał się lepiej od innych zespołów i po wygranej od 1998 roku znów występował w I lidze. Tym razem przygoda trwała dłużej, bo przez dwa sezony. Później znów przyszedł spadek i walka o awans, tym razem przegrana w pojedynku barażowym. Choć sen o drużynie startującej z najlepszymi trwał dość krótko, to nie można nie wspomnieć o indywidualnych wyczynach zawodników startujących w tym zespole.

    Jego niezapomnianym bohaterem jest Hamill, który spędził w klubie sześć sezonów. Startował od 1996 do 2000 roku, a następnie powrócił w 2004 roku. Przedstawiającą go figurkę nadal zakupić można w sklepie klubowym, a gdy w 2017 roku żużlowiec przyjechał do miasta, to fani spotkali się z nim w jednej z restauracji. Amerykanin, jak wyliczył portal expressbydgoski.pl, odjechał w barwach drużyny 68 spotkań i wywalczył dla niej 859 punktów. To również podczas startów w Grudziądzu odnosił życiowe sukcesy. W dorobku ma tytuł mistrza świata z 1996 roku oraz srebrne krążki wywalczone w 1997 i 2000 roku.

    Mocna para

    Najprawdopodobniej to właśnie fakt, że świętujący tak wielkie sukcesy Amerykanin zdecydował się pozostać w Grudziądzu, gdy zespół spadł do II ligi, zaskarbił mu szczególne względy u kibiców. Ci mieli dość tłumnie przybywać nawet na treningi, które odbywał przy ulicy Hallera. Hamill w zespole niekiedy startował w parze z Robertem Dadosem, z którym często stawiał rywalom mur nie do przejścia. Polak to także utytułowany zawodnik. W 1998 roku na torze w Pile został bowiem Indywidualny Mistrzem Świata Juniorów. W tym samym roku został także najlepszym krajowym młodzieżowcem. Zapowiadało się więc na wielką karierę. Tę chłopakowi wieszczył m.in. Egon Muller. Mistrz świata z Niemiec określał go mianem „talentu czystej wody”. Niestety – los zdecydował inaczej.

    Problemy zaczęły się w 2000 roku, gdy ówcześnie 23-letni żużlowiec ucierpiał w wypadku drogowym. Jechał na motocyklu, w który uderzył polonez. Kierowca samochodu miał próbować wymusić pierwszeństwo. Mężczyzna, mimo kłopotów, szybko powrócił do lepszej formy fizycznej. Jeszcze w 2001 roku, gdy reprezentował już klub z Wrocławia, wywalczył szóste miejsce w Indywidualnych Mistrzostwach Polski. Niestety, jak napisała o nim portal sport.interia.pl: „po wypadku wyleczył ciało, ale nie umysł”. I tak rzeczywiście się stało – to właśnie ze skutkami drogowego zdarzenia lekarze wiązali stany depresyjne, które zaczęły dokuczać zawodnikowi. Opuścił on również Grudziądz – być może chciał uciec od miejsca, które przypominało mu o wypadku.

    Niezapomniany

    Robert Dados nie uporał się z problemami psychicznymi, które miał. W 2003 roku dwukrotnie próbował popełnić samobójstwo. Dwukrotnie również został odratowany. Cała sytuacja przykry koniec miała rok później. 23 marca 2004 roku Dados powiesił się w stodole. Tym razem nie zdołano go uratować – zmarł w szpitalu, a żużlowe i sportowe środowisko doznało szoku. Był to jeden z pierwszych momentów, w których zaczęto głośniej mówić o problemach psychicznych, które często dopadają także na pozór niezłomnych sportowców.

    Śmierć Dadosa była również bolesnym ciosem dla zespołu z Grudziądza. W tym traktowany był niemalże jak wychowanek i został upamiętniony. W 2018 roku jego imieniem nazwano jedną z ulic. Grudziądzcy radni decyzję podjęli jednogłośnie.

    Likwidujący wzlot

    Wróćmy do losów grudziądzkiej drużyny. Tej początek XXI wieku przyniósł kłopoty. W 2001 roku zespół w I lidze (był to już średni poziom rozgrywek, ponieważ po reorganizacji utworzono Ekstraligę) zajął szóste miejsce. Rok później była ostatnia lokata oraz problemy finansowe, które doprowadziły do likwidacji klubu. Tym razem fani na reaktywację zespołu nie musieli na szczęście czekać długo. Już w grudniu 2002 roku powstało Grudziądzkie Towarzystwo Żużlowe. Drużynę do życia powołali lokalni działacze.

    GTŻ starty rozpoczął oczywiście od najniższego poziomu rozgrywek. W II lidze nie znalazł jednak sobie równych i wywalczył awans do I ligi. Do startu w tej drużyna szykowała się intensywnie, również dokonując wzmocnień personalnych. Do Grudziądza powrócił Hamill, a dołączył m.in. Robert Sawina. Mimo mocnego składu zespół rozczarował i w I lidze zajął dopiero piąte miejsce w gronie siedmiu drużyn. Kolejne lata także nie były lepsze. Problemy kadrowe, w tym liczne kontuzje oraz błędy w polityce transferowej spowodowały, że zespół nie był w stanie walczyć o awans do Ekstraligi. Dodatkowo stał się narzędziem w rękach polityków.

    (fot. Magazyn Żużel /Mariusz Cwojda) Nicki Pedersen, obecny lider GKM

    Nietypowy awans

    W 2006 roku, gdy kończyła się kadencja zarządu, który cztery lata wcześniej reaktywował żużel w mieście, brakowało chętnych do kontynuowania tego projektu. Na horyzoncie nagle pojawił się Andrzej Wiśniewski, czyli ówczesny prezydent miasta. Ogłosił, że chce ratować klub. Jak się później okazało była to jedynie polityczna zagrywka związana z wyborami samorządowymi. Krótko po wyborczej porażce wycofał się bowiem ze swoich planów. Lokalne media na swoich łamach nie szczędziły mu ostrych słów oraz przywoływały wypowiedzi kibiców, którzy liczyli na cud: „Pozostało tylko modlić się 10 stycznia na walnym, aby jednak sponsor się znalazł… A pan Wiśniewski niech się na stadionie nie pokazuje!”

    I znów w mieście pojawiła się grupa, która zdecydowała się uratować „czarny sport”. Na czele klubu stanął prezes Zbigniew Fiałkowski. Drużyna wystartowała w I lidze i w zajęła szóste miejsce. Mogłoby być lepiej, ale zespół w trakcie sezonu stracił Jacka Krzyżaniaka. Zawodnik makabryczny wypadek zaliczył podczas spotkania z zespołem z Gdańska. Utrzymywany przez lekarzy w śpiączce walczył o życie w szpitalu. Na szczęście – ten najważniejszy bieg wygrał.

    Krok po kroku

    W 2008 i 2009 roku zespół musiał walczyć o utrzymanie w I lidze. Później było jednak tylko lepiej. Drużyna kolejno zajmowała piąte i czwarte miejsca, by w 2012 roku walczyć o awans do Ekstraligi. W barażu lepsi okazali się jednak reprezentanci Wrocławia. Kolejne dwa sezony przyniosły drużynie dużo zmian i wielką szansę. W 2013 roku zespół powrócił do legendarnej nazwy GKM Grudziądz i został przekształcony w spółkę akcyjną. W 2014 roku będący kandydatami do walki o awans reprezentanci Grudziądza w półfinale ponieśli porażkę z zespołem z Łodzi. I to właśnie drugiej z ekip zaproponowano start w Ekstralidze, w której miejsce straciły zadłużone zespoły. Łodzianie odmówili udziału w barażu, a z okazji skorzystali działacze GKM-u. Grudziądz z „dziką kartą” awansował do Ekstraligi.

    Przed sezonem 2015 do zespołu dołączył m.in. Rosjanin Artiom Łaguta, czyli aktualny mistrz świata. To jednak inny transfer wywołał prawdziwe poruszenie. Starty w drużynie „beniaminka” rozpoczął Tomasz Gollob! Drużyna w lidze zajęła ostatnią pozycję, jednak znów dzięki zamieszaniu z licencjami i problemami finansowymi, które dopadły rzeszowian, pozostała w najwyższej klasie rozgrywkowej.

    Ostatnie sezony to dobre występy Grudziądza, któremu jednak brakuje postawienia „kropki nad i”, która pozwoliłaby włączyć się do walki o medale Drużynowych Mistrzostw Polski. Pozostaje życzyć zespołowi, żeby i ten krok zdołał wykonać. Jest to bowiem jedna z tych drużyn, która mimo długiej i barwnej historii, nadal czeka na mistrzowską koronę.

    Reklama
    - Advertisment -

    Must Read

    Rozpędzony Motor Lublin jedzie po mistrzostwo Polski

    Kolejny przystanek - Leszno - lublinianie zaliczyli z przytupem. Motor Lublin jako jedyna zespół w PGE Ekstralidze pozostaje niepokonany. Wczoraj na "Smoku" zwyciężył 47:43.Tropikalny...