More
    Strona głównaAktualnościGwiazda znowu rozbłyśnie? "Syn zwierzaka" wraca

    Gwiazda znowu rozbłyśnie? „Syn zwierzaka” wraca

    -

    Świat żużla bywa przewrotny: kończy karierę Greg Hancock i w tym samym czasie ogłasza powrót na tor inna gwiazda speedwaya: Jason Crump. Dzisiaj więcej o Australijczyku, który w wieku 44 lat postanowił wrócić na tor. Mimo że żużlową karierę… zakończył w 2012 roku.

    O wynikach Crumpa można mówić i pisać tylko w samych superlatywach. Trzykrotnie zdobywał tytuł indywidualnego mistrza świata. Przez dziesięć sezonów nie schodził z podium indywidualnych mistrzostw świata. Był światową gwiazdą speedwaya. Przyciągał kibiców żużla na stadiony jak magnez, ponieważ swoją postawą na torze potrafił tworzyć widowiska.

    Idealny przydomek

    Crump był zawodnikiem, który nie odpuszczał. Jego wizytówką była przede wszystkim walka non-stop od startu do mety. Żużel kocha zawodników z charakterem i to oni zyskują potem status gwiazdy. A Jason Crump charakter do sportu miał idealny i mamy nadzieję, że znów tak będzie. Liczymy, że jego powrót będzie udany.

    „Crumpie” nieprzypadkowo nosił na kasku napis: syn zwierzaka. Jego tata Phil Crump też był bardzo dobrym żużlowcem z dużym bagażem doświadczeń i sukcesów. W żużlowym środowisku nosił przydomek „Zwierzak”. Jason sam sobie napisał na kasku „Syn zwierzaka”, ale ten przydomek bardzo do niego pasował. Pasował do jego agresji na torze, nieustępliwości i waleczności. Jednak pod koniec kariery, jakby trochę zeszło z niego powietrze. Częściej kręcił gazem tylko że, niestety, w obie strony. Wyglądało, jakby miał dosyć.

    Dzisiaj o dwóch zdarzeniach, które widzieliśmy z bliska i które może chociaż trochę obrazują charakter mistrza żużla. Sami oceńcie.

    Reklama

    Eksplozja w pierwszym biegu

    Był rok 2000 r. Stal Gorzów z Jasonem Crumpem w swoim składzie przyjechała na ligowy mecz do Leszna. Obie ekipy w najsilniejszych składach. Na „Smoku” brakowało wolnych miejsc na trybunach. Kibice zacierali dłonie z myślą przede wszystkim o pojedynku ulubieńca leszczyńskiej publiczności Leigh Adamsa z zagranicznym liderem gości złotowłosym Crumpem. Czekali na żużel przez duże Ż. Jednak przed meczem nikt się nie spodziewał, że eksplozja emocji nastąpi już w pierwszym biegu.

    Na starcie stanęli Roman Jankowski i Damian Baliński z Unii oraz Crump i Piotr Paluch ze Stali. Cała czwórka zawodników ze startu wyjechała niemal równo. Zaraz potem Baliński i Crump szczepili się motocyklami i na pierwszym wirażu z impetem uderzyli w bandę. Wypadek wyglądał makabrycznie. Na tor wyjechały karetki pogotowia. Obu poszkodowanych zabrano do szpitala. Tego dnia już nie pojawili się na stadionie. Crump i Baliński doznali wielu obrażeń.

    Gwiazda twarda jak stal

    Australijczyk jeszcze tego samego dnia opuścił szpital na własną prośbę. Miał wynajęty pokój w hotelu Akwawit. Pojechaliśmy do niego. Siedział z mechanikiem w hotelowej restauracji, gdy poszliśmy zapytać go o stan zdrowia. Widok nie napawał optymizmem. Żużlowiec miał zabandażowane obie ręce i usztywnione kolano. Na twarzy kilka siniaków, jak po bokserskim nokaucie. Mechanik karmił Jasona.

    – Urządziłem się na amen – próbował żartować Crump, gdy nas zobaczył. I zapytał o wynik – Stal przegrała kilkoma puntami? To przeze mnie. Zrobiłbym z dychę i byłoby zwycięstwo. Spierd…. sobie i kolegom dzień.

    Crump nie mógł chodzić, nie ruszał rękoma, ale mimo tego wypisał się ze szpitala. Najważniejszy był żużel.

    – Nie mam czasu leżeć w szpitalu i patrzeć, czy się goi. Muszę wracać do Anglii, bo obowiązki czekają – machnął ręką na szpital.

    Reklama

    Jason Crump wypina tyłek

    I drugie wydarzenie. Starsi kibice na pewno pamiętają, jak Crump dał popis na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu. Podczas Drużynowego Pucharu Świata walczył jak lew z reprezentantami Polski i trochę podpadł kibicom. Fani nie szczędzili mu gwizdów. Aż w końcu „syn zwierzaka” pokazał swoje drugie oblicze. Po jednym z wyścigów, będąc na torze, wypiął tyłek na kibiców. We Wrocławiu od tego czasu miał przerąbane, ponieważ kibice długo mu to pamiętali. Zawsze kiedy przy okazji ligowych wizyt pojawiał się na Olimpijskim okazywali mu dezaprobatę.

    Jakież było zdziwienie kibiców Sparty, gdy Crump kilka lat później podpisał kontrakt z wrocławskim klubem. I co ciekawe, w umowie z australijską gwiazdą  partycypował sponsor . Za sprowadzeniem Crumpa do Sparty stała wrocławska firma Hasko-Lek. Crump reklamował jeden z jej produktów – lek wspomagający męską potencję. Crump przyjął tę propozycję z uśmiechem na twarzy. Żużel naprawdę bywa przewrotny.

    Reklama

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!
    Proszę podać swoje imię tutaj

    - Advertisment -

    Must Read

    Czy kierownictwo Speedway Grand Prix przemyca rosyjskich żużlowców do elity?

    Po to, by wzmocnić rywalizację i podnieść poziom sportowy mistrzostw świata. Coraz częściej pojawiają się głosy, że FIM (Światowa Federacja Motocyklowa) i dyrekcja SGP...