Powinien pracować w mennicy, bo złoto wykuwa na zawołanie. Posiada w tej kwestii jakieś nadprzyrodzone umiejętności. Mowa o Januszu Kołodzieju.

To wprawdzie żarty, ale coś jest jednak na rzeczy. Wystarczy przeanalizować ostatnie wyniki “Koldiego”. W 2017 roku przeszedł z Unii Tarnów do Unii Leszno i proszę – rok 2017 sięgnął po złoty medal DMP, 2018 – złoto, 2019 – złoto. Gdy do tego dołożymy złoty medal zdobyty przez Kołodzieja w finale indywidualnych mistrzostw Polski mamy pełen obraz jego dokonań w ostatnich trzech sezonach. A pamiętajmy, że to nie są jedyne sukcesy Kołodzieja w Unii Leszno. W 2010 z leszczyńskimi Bykami zdobył złoto DMP.

Czy to leszczyński klimat, czy jakieś inne uwarunkowania decydują o jego sukcesach? Macie swoją teorię na ten temat? Wpisujcie w komentarzach.
Szanujemy Janusza, że nie tylko jest bardzo dobrym żużlowcem, ale przy tym cały czas pozostaje skromny, życzliwy i uprzejmy. Żadnej sodówy.
– Zaliczyłem kilka sukcesów, ale również przytrafiły się porażki – delikatnie zauważa Janusz Kołodziej. – Sukcesy cieszą, porażki uczą. Sezon 2019 był trochę jak jazda na rollercosterze. Po dobrym występie przychodził słabszy. Albo odwrotnie. Mam na myśli, słaby wynik w turnieju Grand Prix, by następnego pojechać dobry mecz ligowy. Na pewno bardzo cieszę się z wygrania GP Czech. Cieszą złote medale mistrzostw Polski. Z porażek muszę wyciągnąć wnioski, by niepowodzenia starać się zminimalizować.

Kołodziej zapowiada, że w 2020 razem z Unią znów powalczą o koronę DMP.
– Podpisałem kontrakt w Lesznie i bardzo mi zależy, żeby nasza drużyna nadal była najlepsza w Polsce – zapowiada indywidualny mistrz Polski.