More
    Strona głównaAktualnościKangury skaczą po Europie

    Kangury skaczą po Europie

    -

    Bracia Kurtzowie są jednym z najspokojniejszych braterskich duetów w sporcie żużlowym. Rodzeństwo nigdy ze sobą nie rywalizowało, zawsze stanowili dla siebie wsparcie. Od kilku sezonów próbują podbić Europę. Młodszy z braci – Brady – marzy o tytule indywidualnego mistrza świata.

    Początki kariery

    Żużlowe początki australijskich braci były zdecydowanie łatwiejsze niż ich rówieśników pochodzących z tego samego kontynentu. Szlaki czarnego sportu przed Toddem i Bradym przetarł ich ojciec – Steve. Co prawda Steve Kurtz nie podbił Europy i nie należał do światowej czołówki, ale świetnie radził sobie na rodzimych torach w państwie kangurów. Kariery obu zawodników kształtują się analogicznie. Obaj pierwszy kontakt mieli z motocyklem crossowym, w wieku pięciu lat. Następnie przesiadali się na małe motocykle żużlowe jako dziewięciolatkowie.

    – Zacząłem swoją przygodę z motosportem na motocrossie w wieku 5 lat – powiedział Brady Kurtz. – Mój brat Todd jeździł na żużlu i też chciałem tego spróbować. Zresztą przez moje geny nie miałem wyboru. W wieku dziewięciu lat pierwszy raz usiadłem na motocyklu o pojemności 250 ccm. Tak już pozostało. Od tego czasu jeździłem tylko na żużlu. Do tego świata wprowadzili mnie właśnie brat z ojcem. Mój tata także jeździł na żużlu. Co prawda tylko w Australii, ale zawsze służył doświadczeniem i dobrą radą – dodał młodszy z braci.

    Brady (w drugim rzędzie z lewej) i Todd (z prawej) żużlowe ostrogi zdobywali w rodzinnej Mildurze

    Co dziwne, Brady Kurtz nie potrafi wskazać, kiedy po raz pierwszy widział na żywo mecz żużlowy. Nie wie także czy najpierw wsiadł na motocykl, czy zobaczył profesjonalistów w akcji.

    – Nie pamiętam swojego pierwszego spotkania żużlowego, na jakim byłem, ale z całą pewnością było to gdzieś w Australii – przyznał.

    Reklama

    Nieoceniona pomoc Leigh Adamsa

    O ile do świata żużla zawodników wprowadził ojciec, o tyle z podbojem Europy muszą radzić sobie sami. To naturalny krok każdego australijskiego jeźdźca. W Australii nie ma rozwiniętej ligi żużlowej ani należytych warunków do rozwoju. – Mój brat przybył do Europy, aby rozwinąć karierę. Warto zaznaczyć, że również zaczął w wieku dziewięciu lat jeździć na żużlu. Przebyłem taką samą drogę. Nie miałem wyboru i podążałem w ślad za nim – przyznał Kurtz.

    Brady posiada większy talent, natomiast Todd większe doświadczenie. Często wymieniają się uwagami, by w przyszłości dorównać sukcesami największym australijskim gwiazdom czarnego sportu – Crumpowi, Adamsowi, Wiltshire’owi, Sullivanowi

    O ile starszy z braci – Todd – został rzucony na pożarcie, o tyle Brady miał o wiele łatwiej. Swoją przygodę z europejskim żużlem rozpoczynał w lidze angielskiej, jednakże już wtedy Leigh Adams zarekomendował swojego krajana włodarzom Fogo Unii Leszno. Tak narodziła się współpraca zainteresowanych stron. Do dziś zresztą Kurtz mieszka w domu należącym do prezesa Piotra Rusieckiego.
    – Do Unii Leszno dołączyłem dzięki pomocy Leigh Adamsa. To on dał mi kontakt do Piotra Rusieckiego, zarekomendował mnie i poznał nas ze sobą – skomentował Kurtz.

    Australijczycy mogą podbić nie tylko Europę. Zawodnicy z kraju kangurów, pomimo niesprzyjających warunków do rozwoju, praktycznie rokrocznie „wypuszczają” w świat nieoszlifowane perełki, które w najbliższej przyszłości mogą zostać głównymi kandydatami do tytułu indywidualnego mistrza świata. Dzięki wyszkoleniu na brytyjskich torach jeźdźcy z Australii potrafią dostosować się praktycznie do wszystkich panujących warunków. Bracia Kurtzowie są przekonani, że już niedługo kolejny ich rodak stanie na najwyższym stopniu podium cyklu Grand Prix.

    Australia z roku na rok rozwija się żużlowo. Przyszłościowo wyglądamy znakomicie. Mamy wielu młodych zawodników, którzy świetnie prosperują. To pewne, że w ciągu najbliższych lat kolejny Australijczyk zostanie indywidualnym mistrzem świata – przyznali wspólnie. – Mam nadzieję, że będę to ja. Takie jest moje marzenie. Trzeba też pamiętać, że są inni zawodnicy jak, Max Fricke czy Jack Holder – dodał Brady.

    Reklama

    Wzory do naśladowania

    Nic dziwnego, że w przypadku młodych australijskich braci ich wzorami do naśladowania byli Jason Crump i Leigh Adams. Ten pierwszy jest trzykrotnym indywidualnym mistrzem świata. Adams z kolei nosił miano zawodnika z najestetyczniejszą sylwetką na torze. Co więcej, zawodnik kojarzony z Unią Leszno był kapitanem reprezentacji przez wiele lat.

    Kiedy byliśmy dziećmi naszymi wzorami do naśladowania zawsze byli Leigh Adams oraz Jason Crump – przyznali bracia.
    – Nie mógłbym też zapomnieć o swoim starszym bracie. Dla każdego młodszego brata ten starszy jest wzorem. To naturalna kolej rzeczy – wyznaje Brady.

    Reklama

    Jak się okazuje, Brady nigdy nie próbował nawet rywalizować ze swoim starszym bratem. Todd z kolei zawsze mu służy radą i doświadczeniem. Rodzeństwo żyje w symbiozie – byli wsparciem dla siebie.

    Brady (żółty kask) ma w Lesznie już swoich wiernych kibiców

    – Trenowaliśmy razem z bratem wspólnie przez wiele lat. Z całą pewnością kiedy byliśmy młodsi, mój brat był ode mnie lepszy. Chciałem go dogonić. Sądzę, że teraz się to trochę odwróciło. Myślę jednak, że dzięki różnicy wieku nie byliśmy rywalami, a zawsze się wspieraliśmy. To ważne – skomentował Brady Kurtz.

    Australijskie klimaty

    Choć zainteresowani niechętnie wypowiadają się o życiu prywatnym, zdradzili tajemnicę, jak je pogodzić z nieustannym pośpiechem sportowca. Ich lekarstwo jest bardzo proste – po sezonie żużlowym w Europie udają się na swój kontynent, gdzie nie są rozpoznawalni. Mogą napawać się tam spokojem i niepowtarzalnym, australijskim klimatem. Żużel schodzi dla nich na drugi plan. – Ciężko pogodzić życie prywatne z życiem sportowca. Spędzam w Europie cały sezon i bardzo dużo jeżdżę. Cały czas jestem na najwyższych obrotach. Doceniam jednak czas, kiedy wracam do Australii. Tam spędzam wolne od jazdy miesiące. To czas prywatny, który poświęcam rodzinie, znajomym. Nie żyję wtedy żużlem. Później jednak przychodzi czas, kiedy muszę się przygotować do nadchodzącego sezonu. Bardzo lubię mieszkać w Australii, ale kocham swoją pracę w Europie – wyznał Brady Kurtz.

    Reklama

    Co jednak gdyby nie żużel? To było najtrudniejsze pytanie spośród wszystkich zadanych przez nas, a zawodnicy przez dłuższy moment zastanawiali się, nie mogąc znaleźć optymalnej odpowiedzi.

    Naprawdę nie wiem, co bym robił, gdybym nie był żużlowcem. Nasze całe życie opiera się na tym sporcie i od zawsze tak było – powiedział Brady Kurtz. – Może grałbym w piłkę? Lubię oglądać ten sport – dodał po dłuższej chwili zastanowienia.

    Mateusz Wróblewski

    Reklama

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!
    Proszę podać swoje imię tutaj

    - Advertisment -

    Must Read

    Jakub Miśkowiak nadal jest w kadrze tego mało komu znanego klubu....

    Śląsk Świętochłowice nie jest jedynym klubem w Polsce, który nie startuje w ligowych rozgrywkach, a posiada swoich zawodników. WKM Wschowa jest klubem macierzystym Jakuba...