Strona główna Publicystyka Limiter: pomoże czy bardziej zaszkodzi?

Limiter: pomoże czy bardziej zaszkodzi?

-

Od nowego sezonu FIM (Międzynarodowa Federacja Motocyklowa) wprowadza do żużla urządzenie o nazwie limiter. Jego zadaniem jest ograniczenie na starcie obrotów silnika w maszynie żużlowej. Nowy pomysł wydaje się dobrym rozwiązaniem, ale czy limiter ułatwi czy utrudni pracę żużlowcom ?

Dotychczas silniki w maszynach żużlowych podczas momentu startowego osiągały moc 15000 obrotów. Po zmianie wywołanej przez FIM moc ma być ograniczona do 13500 obrotów. Będzie to miało spory wpływ na technikę jazdy. Limiter w motocyklu sprawi na pewno, że żużlowiec, który startuje z tzw. pełnego gazu, będzie musiał zmienić swoją procedurę startową.

Limiter ma zwyczajnie zwiększyć żywotność silnika, a tym samym zmniejszyć koszty napraw ponoszone przez zawodników. To logiczne, bo im silnik będzie mniej się zużywał, tym mniej razy żużlowcy będą jeździć na serwis do tunera. Jednak w opinii zawodników limitery nie do końca mogą im się przysłużyć.

Oceny po testach

– Co do limitera, to my dopiero jesteśmy testerami tego rozwiązania i zdania w środowisku żużlowym są podzielone – mówi Michał Gruchalski, zawodnik Unii Tarnów. – Jedyną zaletą wydaje się wpływ na wydłużenie żywotności silnika. Ale nie znamy jeszcze wszystkich wad limitera, a na pewno one istnieją. Znam już przypadki, gdzie na samym grzaniu silnika cewki się spaliły. Ponadto mogę dodać, że cena cewki jest dwa razy wyższa od tej, której używaliśmy w poprzednich latach.

Być może nowość wprowadzona do silnika sprawi również, że w trakcie wyścigów będą się działy z motocyklem rzeczy nieprzewidziane, czyli np. defekty motocykli.

-Wiemy doskonale, że limiter ma zmniejszyć koszty eksploatacji silnika. Ciężko jednak na razie powiedzieć czy okażą się dobrym rozwiązaniem – mówi Kazimierz Juskowiak, mechanik Unii Leszno. – Rok temu nasi młodzieżowcy testowali limitery podczas jazdy motocyklami o pojemności 250 cm3 i wtedy zdarzało się wiele defektów. Niedawno rozmawiałem z chłopakami z fabryki GM-A i w tym roku zostały naniesione poprawki. Zobaczymy, czy na motocyklach o pojemności 500 cm3 będzie to lepiej działało

Niepotrzebny stres i dieta

Oprócz dodatkowych kosztów i defektujących maszyn, limiter w motocyklu może też wprowadzić dodatkowe zamieszanie podczas kontroli silników na meczach ligowych. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że żużlowcy będą musieli wykonywać w parku maszyn symulację startu. Problem mogą mieć również zawodnicy ciężsi, którzy zawsze, aby dobrze wystartować, muszą odkręcać gaz na starcie do końca. Po wprowadzeniu limiterów nie będą mogli tego robić.

Wielu zwraca też uwagę na aspekt psychologiczny. A ten akurat w sporcie o tak wysokim ryzyku, jak żużel, ma spore znaczenie. I to  nie tylko ze względu na wyniki, ale też przede wszystkim na bezpieczeństwo.

– Jeśli będzie taka sytuacja, że przychodzi do parku maszyn komisarz techniczny i mówi: sprawdzamy motocykle, to wtedy, ta sytuacja kompletnie zachwieje skupieniem zawodników – uważa K. Juskowiak. – Wśród zawodników wytworzy się dodatkowy stres, który i tak już istnieje, gdy jest rozgrywany mecz ligowy. Może również dochodzić do sytuacji, w których zawodnicy będą się na siłę odchudzać, tak aby jak najlepiej czuć się na motocyklu. Będą też chcieli sprawić, aby same motocykle nie czuły się za bardzo obciążone.

Limiter, nowinka techniczna wprowadzona od tego sezonu, budzi zatem mieszane uczucia wśród osób związanych z żużlem. Z jednej strony mają obniżyć koszty eksploatacji silnika i wydłużyć żywotność silnika i to jak najbardziej korzystne. Z drugiej jednak strony mogą wywołać kłopoty sprzętowe żużlowców oraz problemy organizacyjne podczas zawodów. Na pierwszą ocenę pracy limiterów przyjdzie czas po pierwszych kolejkach nowego sezonu. Wpierw musi on jednak w ogóle się rozpocząć.

MUSISZ PRZECZYTAĆ

Mistrz Polski na ostrym, finansowym zakręcie

Fogo Unia Leszno znalazła się na ostrym wirażu z powodu finansowej zadyszki. Czy to będzie ślizg kontrolowany, czy uślizg pokażą najbliższe tygodnie. Władze mistrza...