Strona główna Reportaż Mike Patrick. Fotoreporter z najwyższej półki

Mike Patrick. Fotoreporter z najwyższej półki

-

Jedna z najwybitniejszych fotografek w dziejach Annie Leibovitz wyjątkowość swoich prac wyjaśniła w następujący sposób:„To, co możesz zobaczyć w moich portretach, to że nie bałam się zakochać w tych osobach”. Zakochać w sporcie i prezentowanych bohaterach nie bał się także Mike Patrick, który dla dobrego zdjęcia był gotów zaryzykować naprawdę wiele. Fotoreporter z najwyższej półki.

Pamiętnego dnia, kiedy powstało jedno z najsłynniejszych żużlowych zdjęć, na torze w Oksfordzie brytyjski fotoreporter pojawił się z materacem pod pachą. Zdecydował się wykonać wyjątkowe zdjęcie z udziałem Hansa Nielsena. „Profesor z Oksfordu” podołał zadaniu i cierpliwie powtarzał swoją sztuczkę. Wielokrotny mistrz świata wykonywał tzw. „wheelie”, czyli jazdę na jednym kole. W takiej fotografii nie byłoby nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że Patrick wykonywał ją leżąc na torze. Swój materac z każdą próbą przesuwał coraz bliżej „Profesora z Oksfordu”. Nie trudno więc się domyślić, co mogłoby się stać, gdyby Nielsen stracił kontrolę nad maszyną. Wszystko skończyło się jednak szczęśliwie. Przy okrzykach tłumu, który bał się o zdrowie fotografa, powstało fantastyczne zdjęcie. Jak często bywa – okazało się, że najlepsze było jedno z pierwszych ujęć.

Mike Patrick.
Tak powstawało legendarne zdjęcie (fot. Archiwum Mike Patrick)

Wimbledońskie początki

Zakochać się w żużlu jest łatwo, o czym wie każdy fan. Jedna wizyta na stadionie najczęściej zachęca do kolejnych. Tak było również w przypadku młodego Mike Patricka, którego ojciec był fanem nieistniejącej już drużyny Wimbledon Dons. W latach 50.i 60. klub z Londynu święcił swoje największe sukcesy. To właśnie podczas wizyty na stadionie 7-krotnych mistrzów Wielkiej Brytanii Patrick zobaczył Ronniego Moore’a. Dwukrotny mistrz świata w barwach tego klubu przejeździł trzynaście lat. To właśnie on stał się pierwszym idolem przyszłego fotografa. Patrick w rozmowie z Magazynem „Super Speedway” wspomni, że przez wiele lat traktował tego zawodnika jak osobę z innego świata. Bardzo długo zajęło mu zrozumienie, że Moore jest normalnym człowiekiem. Dużym wyróżnieniem dla Patricka była także prośba mistrza o udostępnienie mu zdjęć autorstwa fotoreporetra  do jego biografii. Artysta w młodości miał tak bardzo pokochać żużel, że gdy jego ojciec nie był w stanie pójść z nim na mecz do skutku męczył starszą siostrę.

Reklama

Co naturalne fascynacja żużlem pchnęła Mike’a do spróbowania swoich sił w tym sporcie. Na poważne treningi nie pozwoliła mu jednak matka. Podobnie grający na gitarze Brytyjczyk nie zrobił muzycznej kariery, choć przez krótki okres występował w jednym z rockowych zespołów. Wreszcie zainteresował się fotografią. Robienia pierwszych zdjęć miał go nauczyć przyjaciel. Patrick połknął bakcyla, jednak długo nie mógł zdecydować się, co powinien fotografować. W niemal każdym wywiadzie powtarza, że nie chciał robić zdjęć codziennych wydarzeń, fotografować ślubów i wesel. Szukał swojej drogi. Ta po raz kolejny zaprowadziła go na stadion na Wimbledonie. Szybko zrozumiał, że to właśnie żużlowa fotografia jest tym, co chce robić. Przeciwna nowej pasji męża, o czym opowiadał w wywiadzie dla portalu po-bandzie.com.pl była jego ówczesna żona Jackie. Mężczyzna dopiął jednak swego – został fotoreporterem, a obecnie żyje z drugą małżonką.

Pogoń za Alfem

Gdy młody Mike Patrick marzył o rozpoczęciu wielkiej kariery, gwiazdą brytyjskiej fotografii żużlowej był nieżyjący już Alf Weedon. Legendarny fotoreporter przy żużlu spędził ponad 60 lat i prawdopodobnie, choć w dobie obecnej cyfrowej fotografii pewnie się to zmieni, wykonał największą liczbę żużlowych zdjęć. To on miał być pierwszym, który zaczął pokazywać ten sport przez pryzmat zawodników oraz ich emocji, a nie tylko torowej walki. Brytyjczyk to także niezwykła postać. Mężczyzna odebrał przedwojenne wychowanie, a w czasie największego konfliktu w dziejach ludzkości służył w Royal Air Force. Przeżył nawet bombardowanie. Po wojnie pracował jako tapicer, by w efekcie zostać żużlowym fotografem. Autor wyjątkowej książki i albumu pokazującego sześć dekad speedwaya był również naczelnym fotografem magazynu „Speedway Star”.

Słynący z uprzejmości, klasy i wielkiej charyzmy Weedon miał nie polubić młodego Patricka – być może zobaczył w nim przyszłego konkurenta. Mike pracował wtedy dla lokalnych gazet, dla których wykonywał nie tylko zdjęcia, ale również pisał relacje. Szybko pojawiła się dla niego szansa na awans. Weedon zdecydował się bowiem rozstać z prestiżowym i istniejącym od 1952 roku „Speedway Star” i założyć własną gazetę. Jego miejsce zajął, a jakże by inaczej – Mike Patrick.

Goły Briggs

Fotoreporter, który szybko zyskał rozpoznawalność i uznanie w środowisku, w 1975 roku wykonał niezwykłą sesję. O jej przebiegu opowiedział po latach Patrykowi Rojkowi. Pamiętnego dnia o poranku na stadionie Wimbledon Dons pojawił się Barry Briggs. Czterokrotny mistrz świata postanowił wykonać nowe zdjęcia do swojej biografii. Tym, co miało je wyróżniać był fakt, że Nowozelandczyk postanowił pozować na motocyklu nago. Niebojący się żadnych wyzwań fotograf wspominał, że podczas przygotowań do sesji doszło do komicznej sceny. Przeraźliwe zimno spowodowało, że motocykl „Briggo” nie chciał odpalić. Nagiego żużlowca musiał popychać jeden z mechaników.

Choć Mike Patrick nie bał się wykonywać takich ujęć, to zawsze cechował się coraz rzadziej spotykaną obecnie etyką swojej pracy. Choć podążał za zawodnikami niczym cień i wykonał im tysiące ujęć, nigdy nie fotografował cierpiących żużlowców, którzy po wypadku leżeli na torze czy krwawili. Nie poszukiwał więc taniej sensacji.

Polskie radości

Przez wiele lat swojej żużlowej przygody Mike Patrick wielokrotnie jako fotoreporter odwiedził nasz kraj. Pytany o najbardziej pamiętne jednodniowe finały IMŚ, w których wziął udział, wymienił, w rozmowie z Patrykiem Rojkiem, dwie imprezy. Pierwszą rozegrano w 1981 roku na Wimbledonie. Był to ostatni turniej rozegrany na legendarnym londyńskim stadionie, w którym zwyciężył Bruce Penhall. Jego chwile radości, przeżywane wspólnie z siostrą i przyjaciółką uchwycił Patrick. Drugą pamiętną dla niego imprezą był finał rozegrany na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Fotograf zapamiętał niezwykłą atmosferę, aż 100-tysięczną publiczność oraz wygraną Petera Collinsa – swojego przyjaciela, z którym wielokrotnie wspólnie podróżował na zawody.

Fotoreporter Mike Patrick
Mike Patrick (fot. Mariusz Cwojda/Magazyn Żużel)

W wywiadach udzielanych polskiej prasie brytyjski fotoreporter niemal zawsze wspominał, że lubi polskie obiekty oraz atmosferę, która na nich panuje. Podkreślał, że żałuje, że nie ma większej liczby zdjęć z zawodów w Polsce. W 2009 roku jako swoje ulubione obiekty do fotografowania wskazywał Bydgoszcz oraz Leszno. Patrick przez lata spotkał również wielu polskich fotografów. Jarosława Pabijana nazwał nawet swoim fotograficznym spadkobiercą. W latach 80. niezwykle zaskoczony był natomiast warunkami, w których pracował Mirek Wieczorkiewicz, który ciemnię miał urządzić we własnej łazience.

Cienie i blaski

Żużlowego fotoreportera oprócz wielu fantastycznych i wspominanych po latach z rozrzewnieniem historii na polskiej ziemi spotkało również bardzo przykre wydarzenie. Podczas turnieju Grand Prix we Wrocławiu, który wygrał Tomasz Gollob, już po zakończeniu rywalizacji sprzęt Mike Patricka został skradziony. Fotoreporter miał go zostawić w kącie namiotu prasowego i pójść na konferencję prasową. Gdy wrócił – bardzo drogiego sprzętu już nie było. Niemiła historia spotkała również Patricka ze strony Nowozelandczyka Charliego Monka, który nie tylko nie pozwolił na wykonanie sobie fotografii, ale również zagroził, że owinie mu aparat wokół szyi.

W opozycji do Nowozelandczyka setki innych zawodników doceniały pracę Patricka podczas zawodów. Wśród jego ulubieńców, których zazwyczaj wskazuje, znajdowali się Mark Loram, Kelly Moran, Christer Lofqvist i Bruce Penhall. Z bardziej współczesnych zawodników jako tego, którego lubi fotografować Patrick wskazywał Nickiego Pedersena – wariactwo Duńczyka i jego nieprzewidywalność na torze pozwalały na naprawdę ciekawe ujęcia. Wśród ulubionych zdjęć Brytyjczyka znajduje się także ujęcie wykonane Jasonowi Crumpowi podczas zawodów w Pradze. Australijczyk stoi na nim w strugach deszczu. Bohaterem wielu zdjęć jest także Tomasz Gollob – na jednym z nich trzyma na rękach swoją córkę Wiktorię. Patrick tłumaczył jego magię tym, że podczas zawodów Polak zawsze w pełni się koncentrował, a jego twarz wyglądała jak wykonana z żelaza. Na zdjęciu pokazał natomiast zwykłe, ludzkie emocje i miłość do dziecka.

Lata w liczbach

Przez 40 lat swojej kariery Mike Patrick wykonał ponad milion zdjęć. Według własnych obliczeń wziął udział w około 4 tysiącach zawodów żużlowych. Co ciekawe, przez wiele lat z Gregiem Hancockiem dzielił również niezwykły rekord. Amerykanin i Brytyjczyk od 1996 roku, aż do 2007 roku wzięli udział we wszystkich rozegranych rundach Grand Prix. Hancock pozostał samotnym rekordzistą po tym, jak Patrick nie pojawił się w Pradze z powodu choroby.

Reklama

Patrick uczestniczył także jako naczelny fotograf w przygotowaniu niezliczonej liczby wydań gazety „Speedway Star”. Przygotował także liczne albumy oraz książki zawierające jego prace. Pasjonaci nadal mogą nabyć je w sieci. Zdjęcia mistrza podziwiać można także na stronie Speedway Scrapbook na Facebooku. Nie brak ujęć, które przywołują wspomnienia i pokazują, w jak mistrzowski sposób fotograf potrafił utrwalać emocje zawodników.

Kraciaste spodnie

W 2010 roku mistrz fotografii zdecydował się zakończyć swoją wieloletnią żużlową przygodę. Mimo że nie wykonuje już zdjęć podczas zawodów, pozostaje blisko rywalizacji. Jako jeden z pierwszych zareagował na wypadek Leigh Adamsa i stworzył fundusz wsparcia na rzecz Australijczyka. Odsłonił również swojego manekina w muzeum żużla. Postać ma na sobie charakterystyczny element stroju fotografa – kraciaste spodnie. Obecnie Brytyjczyk oddaje się rodzinie, swojej drugiej żonie, wnukom oraz w spokoju łowi ryby. Jego kolekcja została zakupiona przez Johna Somerville’a.

Przez lata Patrick miał był wdzięczny za każdą fotografię, którą wykonano mu podczas pracy. Jak pisze inny żużlowy fotoreporter Keith Lawson, autor zdjęcia Patricka z Ivanem Maugerem, chowający się za aparatem fotografowie zazwyczaj są niewidzialni w żużlowym świecie. Do grona niewidzialnych nie należał na pewno Mike Patrick, którego podczas ostatniego Grand Prix w roli fotografa, zawodnicy pożegnali butelką luksusowej whisky oraz dedykacją od wszystkich uczestników cyklu.

Musisz przeczytać

Michał Świącik: bije się w piersi, chwali trenera i „przyklepuje” Miśkowiaka

-Jako prezes i właściciel klubu biorę na siebie, to co się wydarzyło - bije się w piersi prezes Eltrox Włókniarza Częstochowa, Michał Świącik i...

Najpierw Piter, teraz Emil!