Strona główna Archiwum Najperfekcyjniejszy z perfekcyjnych

Najperfekcyjniejszy z perfekcyjnych

-

Reklama

5 września 1980 roku, stadion w Göteborgu. Po złoto Indywidualnych Mistrzostw Świata na żużlu sięga Brytyjczyk Michael Lee. Wśród kibiców na trybunach jest 10-letni chłopiec, który później stanie się jednym z najlepszych zawodników w historii żużla i zostanie sześciokrotnym mistrzem globu. To oczywiście Tony Rickardsson, który wcale nie musiał zostać żużlowcem.

Wspomniane zawody w stolicy Szwecji to najsilniejsze, sportowe wspomnienie z dzieciństwa Rickardssona, które po latach przytoczył w brytyjskiej prasie. Zawodnik, który urodził się w niewielkiej Aveście, interesował się wieloma dyscyplinami sportu. Oglądał rywalizację w golfie oraz wyścigach samochodowych, sam grał w tenisa oraz w hokeja na lodzie. Ostatnia z dyscyplin jest narodową specjalnością Szwedów, którzy regularnie sięgają po medale mistrzostw globu oraz włączają się do walki o olimpijskie podium. W tenisie Tony wygrał turniej w swoim rodzinnym mieście, a w hokeju zakwalifikował się do młodzieżowej reprezentacji kraju. Po latach powie, że miał dużą szansę, żeby zaistnieć w tym sporcie, jednak – jako indywidualista – postawił na wyścigi żużlowe.

Na motorze „Ricki” miał po raz pierwszy usiąść jako 3-letni chłopiec. Dziewięć lat później, o czym wspomina Mateusz Jach, po raz pierwszy wystartował w zawodach na minitorze. Rywalizację zakończył z dorobkiem sześciu punktów. Profesjonalnie żużlem chłopak zajął się jako 16-latek, kiedy to rozpoczął starty w niezwykle utytułowanym szwedzkim klubie Getingarna Sztokholm. W tamtym okresie barw zespołu bronili również Per Jonsson czy Jimmy Nilssen. Do poziomu gwiazd szybko zaczął piąć się również Rickardsson, którego największym idolem był Bruce Penhall. Jest to także jedyna słynna osoba, z którą już dorosły i utytułowany Tony chciałby zjeść kolację. Portalowi telegraph.co.uk powiedział, że przede wszystkim chciałby porozmawiać z Amerykaninem o jego filmowej karierze, którą ten rozpoczął już po zakończeniu tej żużlowej.

Pobity Nielsen

W juniorskich latach na krajowym podwórku wielkim rywalem przyszłego mistrza był Henrik Gustafsson (o którym pisaliśmy w czerwcowym numerze). Dwukrotnie Tony musiał uznać jego wyższość i zadowolić się srebrnym medalem Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Szwecji. Jako 20-latek Rickardsson we Lwowie wywalczył trzecie miejsce w rywalizacji najlepszych juniorów na świecie. Został także mistrzem swojego kraju. Rok później święcił jednak już zdecydowanie większy sukces. W 1991 roku finał IMŚ rozegrano na tym samym stadionie, na którym jako mały chłopiec Tony obserwował Michaela Lee. W Göteborgu po złoto sięgnął Duńczyk Jan Pedersen. Faworytem gospodarzy był natomiast Per Jonsson, czyli obrońca mistrzowskiego tytułu. Niespodziewanie najlepszym Szwedem okazał się jednak Rickardsson, który wywalczył srebrny medal.

Pierwszy tytuł mistrzowski zdobył w 1994 roku.  O podziale medali decydował dodatkowy wyścig

Sukces otworzył młokosowi wiele drzwi. Rozpoczął starty w lidze brytyjskiej oraz polskiej, na stałe trafił również do reprezentacji kraju, w której u boku wielkich gwiazd zaczął gromadzić kolejne trofea. W latach 1991 – 1994 Szwedzi nie schodzili z podium Drużynowych Mistrzostw Świata. Najlepszy wynik osiągnęli w ostatnim roku, kiedy to w rywalizacji parowej najlepsza okazała się ekipa Rickardsson-Gustafsson. W tym samym roku wówczas 24-letni Tony dokonał rzeczy niemal niemożliwej.

Finał IMŚ w Vojens miał przebiegać pod dyktando największego duńskiego gwiazdora tamtych lat i wielokrotnego medalisty mistrzostw globu Hansa Nielsena. Początkowo wszystko układało się po myśli słynnego „Profesora”, który wygrał trzy pierwsze starty i pewnie zmierzał po złoto. Tymczasem w swoim czwartym wyścigu został wykluczony i pomimo wygrania ostatniej gonitwy musiał o tytuł powalczyć w wyścigu dodatkowym. Na jego stracie stanęło aż trzech zawodników, czyli: Nielsen, Rickardsson oraz Australijczyk Craig Boyce. Ku rozpaczy miejscowych kibiców na dystansie Szwed minął Duńczyka i sięgnął po złoto. Takiego scenariusza przed zawodami nie mógł spodziewać się nikt.

Cygańskie początki

We wspomnianym już 1991 roku Rickardsson rozpoczął starty w bydgoskiej Polonii. Na mecze do Polski przyjeżdżał w towarzystwie swojego ojca starym, zniszczonym fiatem ducato. Dziennikarze i manedżerowie żużlowi wspominają, że rodzina wyglądała niczym cygański tabor. Brak lepszego środka transportu wynikał zapewne z braku odpowiednich środków finansowych. Zawodnik w 2006 roku w brytyjskiej prasie mówił, że do 1995 roku polegał głównie na sponsorach, nie mógł więc liczyć na większe dochody. W kolejnych latach mocno wspierała go firma Swedish Match, która swojego przedstawiciela nie mogła wybrać lepiej. Zawodnik uwielbiał bowiem żuć produkowany przez nią tytoń, zawsze miał robić dla siebie najmocniejsze porcje. W naszym kraju Szwed często zmieniał drużyny, w trakcie całej kariery jeździł we wspomnianej Bydgoszczy, a także w Ostrowie, Zielonej Górze, Gorzowie i Toruniu. Najdłużej startował w Tarnowie, gdzie łącznie spędził sześć lat.

Tony przebojem wjechał na żużlowy szczyt

Przez sześć sezonów zawodnik bronił także barw brytyjskiej drużyny Ipswich Witches. Sięgając po złoto mistrzostw kraju w 1998 roku „Wiedźmy” miały prawdziwy dream team. W drużynie obok Rickardssona startowali również: Scott Nicholls, Chris Louis oraz Tomasz Gollob. To właśnie ten ostatni stał się na lata wielkim rywalem Szweda. Pamiętny bój stoczyli w 1999 roku. Rickardsson miał wtedy na koncie już dwa złote medale IMŚ. Choć Szwed marzył o trzecim krążku z najcenniejszego koloru, to Tomasz Gollob zmierzał po mistrzowski tytuł. Pamiętna kontuzja, którą Polak odniósł we Wrocławiu, pokrzyżowała mu jednak plany. Ostatecznie Gollob na złoto musiał czekać jeszcze jedenaście lat, a z tytułu cieszył się Rickardsson.

Panowie spotkali się również razem w Tarnowie, gdzie w latach 2004-2006 wspólnie bronili barw „Jaskółek”. Klub dominował i sięgnął po dwa złote medale Drużynowych Mistrzostw Polski. Na torze słynni zawodnicy świetnie współpracowali, ale w parkingu była widoczna niechęć między nimi, o czym w jednym z wywiadów wspominał były prezes klubu Zbigniew Rozkrut. Dodatkowo Gollob miał nie pojawić się, mimo zaproszenia, na turnieju pożegnalnym Rickardssona. Natomiast Szwed w 2010 roku wziął udział w imprezie świętującego zostanie mistrzem świata Polaka.

Klub tysięczników

W wielu wywiadach Szwed podkreślał, że najczęściej pytany jest o to, w jaki sposób udało mu się aż sześć razy zostać indywidualnym mistrzem świata, dzięki czemu wyrównał osiągnięcie Ivana Maugera. Przez lata odpowiadał jednak, że nie wie. Na fenomen Rickardssona najprawdopodobniej złożyło się wiele czynników. Miał nie tylko nieprzeciętny talent, ale był też niezwykłym perfekcjonistą, który dysponował najnowszym sprzętem oraz miał ustabilizowane życie rodzinne. W pierwszych latach wielkich sukcesów, o czym pisze Grzegorz Drozd, Szwedowi towarzyszyła narzeczona, a później żona Anna, która przemierzała z nim tysiące kilometrów. To właśnie również dla niej zawodnik zainwestował w dom na kółkach, który zapewniał im zdecydowanie większy komfort podróży. Kiedy w sezonach 1996-97 zabrakło partnerki u boku żużlowca, ten wypadł z podium mistrzostw świata. Gdy żona wróciła na pokład, już razem z dzieckiem, wyniki także poszły w górę.

Talent, praca, koncentracja

W teamie szwedzkiego mistrza pracowali Grzegorz Zielonka oraz Tomasz Suskiewicz. W wypowiedziach dla mediów obaj podkreślali, że zawodnik był wymagającym szefem, ale również człowiekiem, który nie uznawał półśrodków i potrzebował w pełni zaangażowanego teamu. Szwed wiele czerpał też z nowinek technologicznych. Przykładowo od 2004 roku, o czym mówił Suskiewicz, ramy do jego maszyn przygotowywała firma współpracująca z zespołem wyścigowym McLarena. Rickardsson do dziś znajduje się w czubie większości tabeli wynikowych w historii żużla. Na koncie ma nie tylko sześć tytułów mistrza świata, ale też 20 wygranych rund Grand Prix. Również jako jeden z nielicznych przekroczył barierę tysiąca oczek w tych zawodach. Należy więc do słynnego klubu tzw. tysięczników.

Mózg powiedział nie

Szwed karierę zakończył w 2006 roku. Jeszcze rok wcześniej sięgnął po swoje ostatnie złoto, które tak samo, jak pierwsze oraz młodzieżowe sukcesy świętował kręcąc bączki na torze. Jego celem była kolejna wygrana i zdystansowanie Ivana Maugera. Tymczasem „Ricki” sezon rozpoczął dość słabo, a w rozgrywkach dominował Australijczyk Jason Crump. Podczas Grand Prix w Kopenhadze Rickardsson upadł na tor. Dokończył zawody, następnego dnia wystartował w polskiej lidzie, jednak nie czuł się dobrze. Lekarze mieli zauważyć w jego mózgu niepokojące efekty wieloletnich kontuzji. Ich ostrzeżenia okazały się na tyle poważne, że Szwed zdecydował się zrezygnować z “czarnego sportu”. 1 sierpnia 2006 roku zakończył karierę. Kontynuował jednak starty w wyścigach samochodowych, w których nie odniósł aż tak dużych sukcesów.

Szukający nowego zajęcia Rickardsson wykorzystywał również swoją medialną sławę oraz sporą charyzmę. Pojawił się nawet w szwedzkiej wersji „Tańca z Gwiazdami”, w której wywalczył drugie miejsce. Na parkiecie poznał również tancerkę Christinę, która została jego drugą żoną. Z pierwszą wcześniej rozstał się z klasą, zostawiając kobiecie dom, a sobie kupując drugi w okolicy, żeby utrzymać kontakt z dziećmi.

L. Adams, T. Rickardsson i J. Crump przyjaźnili się poza torem, ale nie było litości, gdy walka toczyła się o największe trofea

Najlepszy?

Z Adamsem do dziś są przyjaciółmi

Mimo ogromnej pasji i miłości do żużla, a nawet faktycznych propozycji powrotu na tor, Szwed nigdy nie zdecydował się wrócić do profesjonalnej rywalizacji. Startował jednak w wyścigach pokazowych podczas turniejów pożegnalnych dawnych kolegów z żużlowego toru. Po występie w turnieju Leigh Adamsa tłumaczył, co zaskakujące, że na tor nie wróci, ponieważ motory stały się coraz szybsze i on zwyczajnie boi się jeździć. Podkreślał, że lepiej czuje się,oglądając rywalizację przed telewizorem. Obietnicę złamał w kolejnym z telewizyjnych programów, w którym spotkał się z legendą szwedzkich biegów narciarskich Gunde Svanem. Mistrzowi olimpijskiemu demonstrował, na czym polega żużel. Z pomocy Rickardssona korzystali również inni żużlowcy – doradzał on Antonio Linbaeckowi, kreowanemu nawet na jego następcę oraz Emilowi Sajfutdinowowi. Temu ostatniemu miał przyrządzić nawet swoje popisowe spaghetti, które uważać ma za potrawę mistrzów. Rickardsson znalazł również nowe dochodowe zajęcie. Rozpoczął pracę w firmie swojego wieloletniego sponsora, czyli Swedish Match. Zawodnik, podobnie jak w żużlu, szybko wspiął się po szczeblach kariery i został dyrektorem regionalnym na Europę Wschodnią.

Media od lat licytują się, kto jest najlepszym żużlowcem w historii. Szukają również następcy Rickardssona, ciągle dopytując Woffindena, czy ten zdoła sięgnąć po więcej tytułów. Należy jednak zastanowić się, czy takie rozważania mają sens. Żużel, jak cały sport, ciągle się zmienia. Nie można porównywać Maradony z Messim, a Ireny Szewińskiej ze współczesnymi biegaczkami. Rickardsson był i zostanie wielki. W swojej epoce, tak jak Ivan Mauger w swojej, był po prostu największy.

Aleksandra Konieczna

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Musisz przeczytać

Sławomir Kryjom: Sparta Wrocław bez fazy play-off

Sparta Wrocław przegrała ostatni mecz w Lublinie 39:51. Bonus trafił w ręce wrocławian, ale poza tym wielkich pozytywów z tego spotkania Sparta nie wyniosła....