Strona główna Publicystyka Nie przenoście nam stolicy do Wrocławia

Nie przenoście nam stolicy do Wrocławia

-

Jestem przygotowany na walkę z koronawirusem, ale również z hejterami. Z góry zakładam, że nie wszystkim spodobają się moje przemyślenia. Postanowiłem o nich napisać, gdy dowiedziałem się, co aktualnie dzieje się w żużlowych kuluarach. W kasku i osłonięty goglami mam nadzieję, że sobie poradzę.

Trwają rozmowy prezesów klubów z zawodnikami. Celem dialogu jest przysłowiowe klepnięcie aneksu finansowego, który przygotowała PGE Ekstraliga. Nowe warunki wiążą się z cięciami. Zawodnicy kręcą nosem, bo przecież nikt nie lubi, za tę samą pracę dostawać mniej pieniędzy. Niestety, sytuacja dotknęła wszystkich. Musimy przetrwać. W zdrowiu i z nadzieja na lepsze jutro.

Sport i żużel również dostały rykoszetem od “Korony”. Żużlowe gwiazdy zasiały niepokój w środowisku, gdy publicznie zaczęły zastanawiać się nad swoją przyszłością. Nicki Pedersen jednego twierdzi, że MrGarden GKM Grudziądz proponuje mu warunki o połowę mniejsze, niż miał zapisane w kontrakcie. Następnego dnia napisał w sieci, że cięcie poszło jeszcze głębiej – 60 procent. Duńczyk dał sobie czas na przemyślenia. I wrzuca kolejne kamyczki do ogródka. Że nie wyobraża sobie na dłużej rozstania z rodziną, że nie zamierza rezygnować ze startów w innych ligach itd.

Stracił zanim wystartował

Podobnie wygląda sytuacja z Emilem Sajfutdinowem. Rosjanin z polską licencją, jeżdżący w Fogo Unii Leszno, policzył że stracił zanim wystartował sezon. Lider mistrza Polski zainwestował więcej i gdy klub zaproponował mu 200 tysięcy złotych na przygotowania do sezonu, to mocno się rozczarował. Żużlowiec podobno zainwestował dwa razy więcej. Tak twierdzi i nie mam podstaw mu nie wierzyć. Musiał wiec zwolnic mechaników i menadżera. Oficjalnie: sami odeszli.

„Gdyby Emil Sajfutdinow w tym roku osiągnął wyniki na poziomie ub. sezonu, to według zaproponowanych mu stawek, zarobiłby w PGE Ekstralidze 700 tysięcy złotych”

Nie wierzę, żeby Sajfutdinow i Pedersen na początku maja zdecydowali się (7-dniowe okienko transferowe) na zmianę pracodawcy. Wątpię, żeby któryś klub zapłacił pod stołem. Warunki sa ustalone i jeśli ma być normalnie, to potrzebna jest solidarność prezesów. Jeśli któryś z nich pęknie, to powiem wprost: szkoda czasu na ratowanie ligi i uzdrawianie żużla. Lojalność i konsekwencja są podstawą w działaniu, gdy sufit leci na głowę.

Sparta się szarpnie?

Dzisiaj dzwonił do mnie kolega-dziennikarz i przekonywał, że zdziwię się, jak Betard Sparta Wrocław szarpnie się na i sięgnie po nowego zawodnika. Po pierwsze, wzmocni swoje szeregi i osłabi konkurenta, po drugie – nie wiadomo co z Maksymem Drabikiem, znajdującym się na cenzurowanym pod obserwacja POLADY. Wystarczy stówkę lub dwie dołożyć do interesu i mają święty spokój. Tanim kosztem. Nie muszą brać udziału w licytacji za miliony, jak to miało miejsce w przeszłości, gdy prezesi podbierali sobie zawodników. Działy się cuda. Żużlowcy zacierali ręce i dopisywali zera na swoim koncie w banku.

W mojej ocenie trwa przeciąganie liny. Zawodnicy próbują wyrwać więcej. Prezesi tłumacza się, że nie mają, pusto w kasie i przede wszystkim, nie wiadomo co będzie za miesiąc, za pół roku. Bronią się, żeby nie pójść z torbami. Dzisiaj o północy zostanie uchylone okno transferowe. Przez kolejnych siedem dni, będziemy nasłuchiwać wieści z klubów. Zobaczymy, czy zwycięży miłość do pieniądza, czy miłość do żużla i klubu.

 

 

Musisz przeczytać

Peter Collins: pierwszy skrzypek w kwintecie braci (cz.1)

Zapewne każdy fan sportu jest w stanie wskazać chociaż jeden sportowy klan, rodzinę czy duet, który nie tylko sięgał po medale, ale związany był...