– Babcia i dziadek, gdy byli młodzi, na pierwszą randkę umówili się na stadionie żużlowym w Gorzowie. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że ich wnuk zostanie zawodnikiem Stali. Co więcej, zostanie mistrzem świata – wyznaje Bartosz Zmarzlik, indywidualny mistrz świata 2019.

– Gdyby nie babcia i dziadek….
– Od nich wszystko się zaczęło. Tak naprawdę dali impuls do działania (śmiech). No i proszę, wnuk został żużlowcem. Historia zatoczyła koło, patrząc na nasze rodzinne losy.

– Okazuje się, że Ciebie zainteresowały motocykle bardzo wcześnie.
– To prawda, ale muszę przyznać, że miałem ku temu stworzone dobre warunki. W Wawrowie powstał minitor. To właśnie na nim uczyłem się pierwszych ślizgów. Byłem dzieckiem, gdy tata woził mnie na treningi. To może nawet trudno nazwać treningami, gdyż to bardziej była zabawa na motorkach.

Bartosz Zmarzlik zdobyty w tym sezonie złoty medal IMŚ zadedykował dziadkowi

– Jakie wspomnienia z tamtego okresu?
– Coś udało się wygrać. Wyniki nie miały aż tak dużego znaczenia. Wiadomo, każdy z nas chciał wypaść jak najlepiej, żeby trener pochwalił, żeby koledzy i rodzice przybili piątkę i wszyscy zadowoleni wrócili do domu. Ale nie zawsze udało się zrobić dobry wynik. Raz defekt sprzętu, innym razem upadek – bywało różnie. Nieraz łezka w oku się zakręciła po nieudanych zawodach. Takie właśnie były początki.

– Tytuł mistrza świata dużo zmienił w twoim życiu?
– Wywrócił świat do góry nogami (śmiech). Żartuję. Nic takiego się nie stało. Przybyło trochę obowiązków, zaproszeń na spotkania, wywiady itp. Otrzymałem bardzo dużo gratulacji. Były podziękowania za walkę, za emocje, za zwycięstwo. Dzieje się. Jest koniec sezonu, mam trochę więcej wolnego czasu, więc dlaczego go nie wykorzystać w ten sposób. Ja lubię spotykać się z kibicami. W końcu dla nich startuję, wygrywam i staram się zdobywać medale.

Bartosz Zmarzlik jeździł skutecznie nie tylko w SGP. W PGE Ekstralidze uzyskał średnią biegową 2,41 pkt i w szedzkiej Elitserien 2,80 pkt

– Jesteś następcą Edwarda Jancarza czy Tomasza Golloba?
– Jestem Bartek, chłopak z Kinic (śmiech). Nie porównujcie mnie z takimi wielkimi nazwiskami czarnego sportu. Jancarz ma swój pomnik w Gorzowie. Jest legendą Stali, Gorzowa i polskiego żużla. Pana Tomka też nikomu nie trzeba przedstawiać. Wielki sportowiec! Ja miałem szczęście spotkać na swojej drodze pana Golloba i bardzo dużo nauczyłem się od niego, za co jestem mu wdzięczny. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. Ja byłem jeszcze dzieciak, pan Tomek miał na koncie wielkie sukcesy. Przywitałem się, a on do mnie: „Młody, jeszcze cię nie znam, a już cię polubiłem”. Jaki ja byłem szczęśliwy. Dostałem wiatru w żagle.

– Często rozmawiacie o żużlu?
– Dużo i często. Ostatnio może trochę mniej, ale cały czas jesteśmy w kontakcie. Zawsze mogę liczyć na pomoc, podpowiedź, dobre słowo.

– Analizowałeś wyniki? Trzy wygrane turnieje GP’2019 i 132 punkty w klasyfikacji generalnej zapewniły tytuł mistrzowski. Coś w drodze na szczyt szczególnie zapadło w pamięci?
– Każdy turniej był ważny, a ostatni miesiąc niezwykle trudny. Kołatało w głowie, że złoty medal znajduje się w moim zasięgu. Pamiętam, jak w Vojens wygrał pan Tomek. Udało mi się powtórzyć wyczyn mistrza. Inne są turnieje na polskich stadionach, gdzie są pełne trybuny i świadomość, że kibice oczekują dobrego wyniku. Wtedy presja jest jeszcze większa, ale lubię takie sytuacje i wyzwania. Im więcej kibiców, tym bardziej pragnę wygrywać. Wszystkie rundy GP dały mi przysłowiowego kopa. W przeszłości na torze w Krsko nigdy specjalnie mi nie szło. Wygrana na tym torze w tym sezonie pozwoliła mi uwierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych. Powoli z każdym dniem dociera do mnie, że plan został wykonany w stu procentach. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy.

– Jak radziłeś sobie z presją?
– Ostatni miesiąc okazał się bardzo trudny. Wiedziałem, że otworzyła się przede mną wielka szansa. Tytuł mistrza świata był bardzo blisko i jednocześnie bardzo daleko. Budziłem się z tą myślą i kładłem spać rozmyślając, co zrobić żeby się udało.

 

 

– Masz jakiś sposób, by rozładować napięcie i emocje? Podobno wędkujesz, jeździsz na rowerze, oglądasz filmy.
– Wszystko zależy, czy wygospodaruję trochę wolnego czasu. Zdarza się, że wybiorę się na rybki. Rower, bardzo lubię – przyjemne z pożytecznym, gdyż można go wykorzystać jako formę treningu. Z filmami to tak różnie. Coś obejrzę w podróży na zawody albo gdy wracamy do domu. Chłopaki w busie oglądają, to się przyłączę.

– Kiedyś Tony Rickardsson zdradził receptę na sukces, twierdząc, że chcąc zostać mistrzem speedwaya musisz od rana do wieczora żyć tym sportem.
– Coś w tym jest – nie zaprzeczam. Mnie żużel pochłonął i czuję się z tym dobrze. Niech tak zostanie.

Mama, narzeczona
i bratowa są na każdym meczu w Gorzowie

– Do Torunia na decydujący bój o złoty medal przyjechała zorganizowana grupa kibiców z Kinic, czyli z twojej rodzinnej miejscowości. Wiedziałeś, że organizują wyjazd?
– To było niesamowite. Wcześniej słyszałem, że coś organizują. W ogóle doping polskich kibiców na Motoarenie niósł mnie na skrzydłach po upragnione złoto i wszystkim bardzo gorąco dziękuję. Wtedy uświadomiłem sobie, jak bardzo kibice czekali na zwycięstwo Polaka.

– Przyjęcie w rodzinnej miejscowości było huczne?
– Niestety, ja zawiodłem i pragnę przeprosić wszystkich mieszkańców. Tyle się działo w sobotę, że wszystkiego nie ogarnąłem. Myślę, że mi wybaczą.

– Dotychczas tylko trzech Polaków zdobyło mistrzowską koronę – Jerzy Szczakiel w 1973 roku, Tomasz Gollob w 2010 i Bartosz Zmarzlik w 2019.
– Ja z nimi nie mogę się równać.

– Dlaczego? Możesz więcej od nich osiagnąć. Masz dopiero 24 lata i może zabrzmi górnolotnie, u stóp cały żużlowy świat.
– Można i tak powiedzieć, ale nic samo nie przyjdzie. Ja mogę starać się i obiecać, że zrobię wszystko, co w mojej mocy.

24 – latek z Kinic jest pierwszym Polakiem, który sięgnął po złoty medal indywidualnych mistrzostw świata juniorów i seniorów. Tylko czterem żużlowcom udało się wywalczyć podwójne złoto. Oprócz Zmarzlika podwójną koronę MŚ zdobyli: Gary Havelock, Per Jonsson i Jason Crump

– Jeszcze jedna sprawa – tylko jeden Polak zdobył złoty medal IMŚ w kategorii juniorów oraz seniorów. Ten zawodnik ma dopiero 24 lata.
– Ja mam dwa złote medale. Faktycznie, pan Gollob i pan Szczakiel chyba nie zostali mistrzami świata juniorów. Czy w ogóle były organizowane IMŚ juniorów, gdy startował pan Szczakiel? Chyba nie były.

– Ze wsparciem rodziny i kibiców masz szansę na więcej.
– Bardzo dziekuję rodzinie. Bez ich zaangażowania i pomocy nie byłbym w tym miejscu, w którym się znalazłem. Tata jest prawdziwą złotą rączką. Mama ogarnia całość. Brat Paweł też jest niezastąpiony. Kiedyś razem startowaliśmy. Teraz Paweł rządzi w naszym teamie. Logistyka i inne ważne sprawy to jest jego domena i działka, którą świetnie zagospodarowywuje.

– Zdobyłeś koronę króla speedwaya. W następnym sezonie będziesz jej bronił. Musisz być jeszcze lepiej przygotowany.
– Będziemy się starać, bo za moim sukcesem stoi rodzina, przyjaciele i sponsorzy. Wszyscy tworzą bardzo dobry zespół. Moją siłą jest właśnie ten zespół.

Rozmawiał: Mariusz Cwojda

 

CZY WIESZ, ŻE…? Kariera Zmarzlika znajduje się na wznoszącej fali. Wychowanek gorzowskiej Stali w 2016 roku pierwszy raz stanął na podium indywidualnych mistrzostw świata, zdobywając brązowy medal. W ubiegłym sezonie wywalczył tytuł wicemistrza świata. W tym roku poprawił wynik, zdobywając złoty medal. Za sukcesami Bartosza Zmarzlika stoi Ryszard Kowalski, najlepszy polski tuner silników żużlowych. Obaj chwalą sobie współpracę. Mistrz świata w ocenie tunera spod Torunia jest doskonałym klientem, gdyż – jak twierdzi Kowalski – wie, czego chce i potrafi przedstawić swoje oczekiwania. Pierwszym trenerem Bartka był Bogusław Nowak, który prowadzi szkółkę żużlową w Wawrowie. Zmarzlik trafił do niej, mając 11 lat. Licencję zdobył jako 15 – latek. W lidze debiutował wiosną 2011 roku. Tak się składa, że mistrz świata mieszka na torze żużlowym. Kiedyś obok rodzinnego domu tata zbudował mu minitor. Gdy Bartek przeniósł się „na Jancarza”, obiekt w Kinicach nie był mu potrzebny. Dlatego na miejscu, gdzie kiedyś znajdował się minitor, Zmarzlikowie wybudowali dom. Mieszkają w nim Bartek ze swoją narzeczoną Sandrą Grochowską. Z Sandrą znają się ponad osiem lat. Bartek oświadczył się jej na wakacjach w Dubaju. Narzeczona żużlowca prowadzi salon kosmetyczny w Gorzowie. Kiedyś specjalnie nie interesowała się czarnym sportem. Odkąd jest z Bartkiem, nie opuszcza zawodów z jego udziałem. Na gorzowskim stadionie ma swoje ulubione miejsce na trybunach – w okolicy parku maszyn. Mecze Stali ogląda w towarzystwie pani Zmarzlikowej i bratowej Bartka. Popularność „F16”, jak nazywają Zmarzlika jego koledzy, mocno podskoczyła po triumfie w GP’2019. Sam się tego nie spodziewał. Po osiągnięciu swojego największego sukcesu był zapraszany na różnego rodzaju spotkania i eventy. Gorące powitanie zgotowali mu mieszkańcy i władze Gorzowa. Bartek był gościem w programach telewizyjnych. Miał swoje przysłowiowe 5 minut w programach śniadaniowych: „Pytanie na śniadanie” w TVP 2, „Dzień dobry TVN” oraz w piłkarskim Turbokozaku w Canal+. Mistrz świata jest religijny i w każdą niedzielę chodzi do kościoła. Modli się przed zawodami i nie ukrywa miłości do Boga. Wiara pomaga mu i dodaje siły. Tata Paweł Zmarzlik jest ostoją spokoju. Bartek po nim odziedziczył smykałkę do majsterkowania i miłość do motoryzacji. Tak się składa, że starszy brat Bartka ma na imię tak samo jak tata. Jednym z członków rodziny jest gadająca papuga. Ptak o imieniu Kubuś potrafi wypowiedzieć kilka wyrazów. Bartek zdradził, że wszystkie wyrazy są wulgarne i nie nadają się do cytowania. Papuga jest prezentem, który mama zrobiła tacie na jego 50. urodziny. W wyborze ptaka doradzał jej trener Marek Cieślak, który od dawna ma w domu gadającą papugę.