Do 14 listopada będzie uchylone okienko transferowe w polskiej lidze. Jeśli ktoś spodziewał się głośnych transferów, to musi czuć się zawiedziony. Nie widać gwiazd na firmamencie. Drobne korekty nie wywrócą układu sił w lidze. Chyba, że do czwartku jeszcze wystrzeli jakaś bomba.

Czekamy na oficjalne zaprezentowanie decyzji Jasona Doyle’a i wciąż mało konkretów w temacie budowania składu PGG ROW Rybnik. Czy beniaminkowi ekstraligi w 2020 pomogą w realizacji sportowych planów Greg Hancock i Vaclav Milik, czy może prezes Krzysztof Mrozek trzyma w rękawie jakiegoś asa? Dowiemy się o tym 14 listopada. To właśnie w czwartek zaplanowano odsłonięcie tajemnicy tzn. kadry PGG ROW na przyszły sezon. My jednak fajerwerków się nie spodziewamy, choć licząc po cichu, że władze “Rekinów” mogłyby czymś zaskoczyć. Tak dla urozmaicenia i nadania większego kolorytu sportowej rywalizacji w 2020 r.

Transferów, które można nazwać wzmocnieniem policzymy na palcach jednej ręki. Przy kilku nazwiskach pojawi się duży znak zapytania. Czy była to dobra inwestycja okaże się na torze. Sytuacja na transferowym rynku pokazuje, że żużlowcy coraz bardziej cenią sobie stabilizację i nie szukają nowych miejsc pracy. Dlatego niektóre kluby mają problem, szukając transferów często na siłę. Później muszą pogodzić się z rozczarowanie i słabym wynikiem sportowym.