Nowogródek Pomorski, jako gmina, ma niecałe 3300 mieszkańców, sporo lasów, kilkanaście jezior i… jedną perełkę. Tak mówi wójt.

O Bartka mi chodzi oczywiście – tłumaczy Krzysztof Mrzygłód, który wójtem jest w Nowogródku Pomorskim od roku, a wcześniej był dyrektorem w szkole i nauczycielem matematyki i fizyki. Z tego, że najbardziej znanym mieszkańcem gminy, jest obecnie Bartosz Zmarzlik, indywidualny mistrz świata na żużlu, wójt świetnie zdaje sobie sprawę. O tym, że dla gminy to jest jednocześnie wielka szansa na promocję, też doskonale wie. Ale kiedy pytam, czy nie ma zamiaru tego wykorzystać, odpowiada bez zastanowienia, że nie. Dlaczego?

Wie pan – tłumaczy po chwili. – To są rodzinne strony Bartka. On jest stąd, on jest nasz. Tu jest jego dom. Dla mnie najważniejsza nie jest promocja gminy, ale to, by w swoim domu czuł się dobrze, bezpiecznie i żeby go nie nachodzili ludzie.

Rower w nagrodę

Dlatego wójt, choć go Bartkowy medal cieszy jak nie wiem co, nie chciałby robić wokół sprawy na poziomie gminy wielkiego szumu. Choć może tylko warto, tak dla prawdy historycznej, wspomnieć, że, chociaż to od prezydenta Gorzowa Wielkopolskiego Bartek otrzymał po zdobyciu tytułu w nagrodę rower, to jednak nie jest on, jak wielu sądzi, mieszkańcem tego pięknego miasta, ale nie mniej pięknej, chociaż znacznie mniejszej gminy Nowogródek Pomorski. Gmina – choć faktycznie mała, rolnicza i z niezbyt dobrymi drogami jest naprawdę malowniczo położona, z pięknymi jeziorami i lasami idealnie nadaje się na sypialnię dla większych miejscowości, takich jak: Gorzów Wielkopolski, Myślibórz i Barlinek. Tym bardziej że wkrótce Agencja Rynku Rolnego będzie, więc sprzedawać działki w pobliżu jezior, będzie można nabyć ziemię i sprowadzić się do nowogródzkiej gminy na stałe.

– To byłoby coś, bo na dzisiaj w gminie brakuje nam 200‒250 osób – martwi się wójt. A co do Bartka, to konkretnie jest on mieszkańcem najpiękniejszej w gminie wsi Kinice.

Okolice Kinic to atrakcyjne i piękne tereny turystyczne będące częścią Barlinecko-Gorzowskiego Parku Krajobrazowego

I jeszcze niech pan napisze, że Bartek wcale nie jest urodzony w Szczecinie, jak to niektórzy podali, ale u nas w Kinicach – sołtys Kinic Zbigniew Ostaszewski chciałby na dzień dobry tę jedną rzecz sprostować: – To znaczy on się urodził w szpitalu w Szczecinie, bo przecież w jakimś szpitalu każdy musi się urodzić, ale od urodzenia jest mieszkańcem Kinic. On jest nasz, swój.

Wszyscy go znają

„Swój” albo „nasz”. Kogo by się w Kinicach nie zapytać o Bartka prędzej czy później jedno z tych słów padnie.
Proszę pana – pani Ania za ladą sklepu spożywczego w samym centrum Kinic tylko się uśmiecha. – On tu do mnie po normalne zakupy przychodzi. Śmiać mi się chce, bo jak czasem jakiś z przedstawicieli handlowych, co nam towar do sklepu przywożą, zobaczy Bartka, to zazwyczaj staje jak słup i oczy przeciera. A dla nas to chleb powszedni, normalna sprawa, że się Bartek jak normalny człowiek zachowuje. No jest gwiazdą żużla, ale wcale tego nie okazuje.

A pani Krystyna, która przyszła na sobotnie zakupy i słucha tej rozmowy, potakuje i mówi tak:
Proszę pana, jakby go kto nie znał, to by w życiu nie uwierzył, że on tyle osiągnął. Skromny, grzeczny. No po prostu nasz Bartek. Od dziecka go znamy.

W kinickim sklepie Bartek często robi zakupy

Bartek Zmarzlik w sporcie żużlowym rzeczywiście osiągnął wiele. W 2016 roku zdobył brązowy medal indywidualnych mistrzostw świata, w ubiegłym roku – srebrny. W tym roku, jak po swoje, pojechał po złoto. Jako trzeci Polak w historii żużla. Sprawa rozstrzygała się na stadionie w Toruniu, na oczach tysięcy ludzi, w tym pięćdziesięciu kilku, które do Torunia przyjechały z Kinic autobusem szkolnym specjalnie na tę okazję wynajętym i oklejonym. Głównym organizatorem i inspiratorem był sołtys Zbigniew Ostaszewski:
To nie jest tak, że się teraz obudziliśmy i wielce zaczęliśmy Bratkowi kibicować, o nie – tłumaczy. – Bartka znają tu wszyscy od takiego bajtla – ręka sołtysa krąży gdzieś w okolicy kolan. – On od małego na czymś jeździł. We wsi to się śmiejemy, że on jeszcze nie chodził, a już jeździł. Jak tylko rozpoczął te treningi, wszyscy tu byliśmy przekonani, że kiedyś zostanie mistrzem świata. I to żadna ściema, naprawdę tak było. On ma po prostu to coś.

Bartek z narzeczoną Sandrą tworzą parę od ponad 8 lat. Mieszkają w Kinicach

Sołtys dowodzącym

Sołtys kibicem żużla jest od dawna. Jeszcze za szkolnych czasów, gdy uczęszczał do szkoły w Gorzowie, kibicował Stali. To były czasy Plecha i Jancarza. Potem, kiedy wrócił do Kinic, trochę o żużlu zapomniał. Bo i czasu nie było, i Stal wtedy trochę dołowała. Odżyła, gdy w Gorzowie pojawił się Tomek Gollob i zaczął jeździć Bartek. Wtedy sołtysa miłość do żużla zakwitła na nowo. Nie tylko zresztą u niego. We wsi, która liczy raptem 240 mieszkańców, żużlowych kibiców jest spora grupa. Jedni kibicują, bo po prostu kochają dyscyplinę, inni, bo jeździ Bartek.

Na przykład ja – mówi o sobie pani Ania. – Żużel mnie aż tak bardzo nie wciągnął, ale jak jest jakiś wyjazd, to zawsze jadę kibicować Bartkowi.

Od razu widać komu kibicują Kinice. Na płocie koło świetlicy wciąż wiszą transparenty wspierające Bartka

Bo my z czasem zaczęliśmy organizować wyjazdy z Kinic na mecze żużlowe – mówi sołtys, który przyznaje bez bicia, że jest duszą i sercem tych wyjazdów.

Organizacja jest wzorowa. Po pierwsze autobus. Autobus należy do pana Józefa, przedsiębiorcy z pobliskiego Giżyna, który dowozi nim w gminie dzieci do szkoły. Ponieważ jednak autobus wykorzystywany jest też do wyjazdów na mecze, już jakiś czas temu, za własne pieniądze okleili go stosownie, żeby było wiadomo, że podróżują nim kibice Bartka. Z Giżynem Kinice mają jeszcze jeden układ. O ile w Kinicach przeważają kibice żużla, w Giżynie więcej jest kibiców skoków. I tak się porobiło, że powstała wspólna skokowo- żużlowa ekipa, która latem jeździ na Zmarzlika, a zimą na Stocha.

Wie pan, ile osób dzięki tym wyjazdom wyściubiło nos z Kinic – uśmiecha się zadowolony z tego efektu sołtys Ostaszewski. – Do Warszawy, do Zakopanego, do Torunia. Zawsze wyjeżdżamy tak, żeby być na miejscu wcześniej, trochę pochodzić, coś zobaczyć. W Toruniu na przykład byliśmy już o 11, a mecz był o 16. Jak nas ludzie zobaczyli na rynku pod Kopernikiem, to każdy chciał sobie z nami robić zdjęcia. Mówię panu, po prostu szał.

Kolorowo i głośno

Inna sprawa, że kinicka ekipa kibiców Bartka Zmarzlika wygląda na wyjazdach jak należy: jednakowe koszulki, bluzy, czapeczki, transparenty.

No, ja załatwiam te koszulki i bluzy, jakoś trzeba wyglądać – mówi sołtys. – Na koszulkach mamy wydrukowane medale mistrzostw świata: brązowy i srebrny, a teraz trzeba będzie zamówić nowe, ze złotym medalem.

Sołtys Zbigniew Ostaszewski z dumą prezentuje „służbowy” strój kinickich kibiców i oczywiście autentyczny autograf mistrza świata

Uaktualnić też trzeba będzie baner na autobusie. Do Torunia jechali z hasłem: „Jedziemy po mistrza”, teraz trzeba będzie nakleić: „Mamy mistrza”.

Kinice to niewielka wieś otoczona lasami i czterema jeziorami. Każdemu, kto jedzie do Kinic po raz pierwszy, wydaje się, że to wyprawa na koniec świata – do Kinic prowadzi wąska i dziurawa asfaltówka. Stałych mieszkańców jest zaledwie 240 osób i choć to miejscowość rolnicza, to rolników pozostało już tu niewielu. Pojawia się za to coraz więcej letników, bo Kinice z pięknym Jeziorem Karskim Wielkim aspiruje do miana miejscowości wypoczynkowej. Wieś jeszcze jednak nie nabrała letniskowego sznytu i to jest właśnie piękne, bo wciąż jeszcze wszyscy się tu znają i chyba lubią.

Bartek wcale nie jest urodzony w Szczecinie, jak to niektórzy podali, ale u nas w Kinicach – Zbigniew Ostaszewski, sołtys Kinic

To fajna i zgrana wieś – przyznaje Ostaszewski, który – będąc sołtysem od 13 lat – wie, co mówi.

Rodzina z mocnym fundamentem

Wszyscy tu znają rodzinę Zmarzlików. W latach 80. do Kinic sprowadził się dziadek Bartka pan Bronisław, który otworzył zakład ślusarski. Fachowcem był znakomitym, a jeszcze na dodatek darzony był przez ludzi ogromnym szacunkiem. Zmarł w ubiegłym roku, a na pogrzebie, jak wspominają ludzie, były nieprzebrane tłumy. Po części pewnie też ze względu na Bartka, który mocno był z dziadkiem związany. Zakład funkcjonuje nadal jako firma rodzinna, prowadzą go rodzice Bartka. W tym jego złotym medalu, we wszystkich medalach jest pewnie spora ich zasługa, bo od zawsze wspierali żużlowe marzenia syna. Na dodatek wychowali go na skromnego i porządnego człowieka.

Czy Bartkowi sodówa po tych sukcesach nie uderzy do głowy? – sołtys nie ma cienia wątpliwości. – Nie ma takiej opcji. To fajny chłopak. Jak go proszę o jakąś pomoc, na przykład o koszulki czy czapeczki, to nigdy nie odmówi.

Malownicze Jezioro Karskie Wielkie. To ono ma przyciągać do gminy nowych mieszkańców

W centrum wsi, na płocie przy świetlicy, wciąż wiszą transparenty, które informują: „Kinice Bartka kibice”. Kinice ze swojego mistrza są dumne i nie zamierzają odpuszczać. Jeszcze nieraz wyruszy stąd autobus z kibicami.

O ile w Kinicach przeważają kibice żużla, w Giżynie więcej jest kibiców skoków. I tak się porobiło, że powstała wspólna skokowo-żużlowa ekipa, która latem jeździ na Zmarzlika, a zimą na Stocha

Nie zrezygnujemy, mimo że z tym trochę biegania jest – mówi Z. Ostaszewski, który większość spraw związanych z organizacją takich wyjazdów bierze na siebie. Lekko nie jest. No chociażby kwestia zakupu biletów. Biletów nie kupuje się teraz w kasie, tylko w internecie. I trzeba to zrobić szybko, bo na fajne zawody szybko się kończą. Na przykład przed Toruniem sołtys siadł z siostrzeńcem przed komputerem i zamówił 53 bilety, które trzeba było zaraz opłacić. 53 bilety razy 200 złotych – wyłożyć trzeba było sporą sumkę. Ale takie są realia. Sołtysa boli zupełnie coś innego.

Mamy we wsi fajną świetlicę: jest tam telewizor, antena, można by było organizować wspólne oglądanie meczów, ale nie można, bo tam nie mamy „enki” – tłumaczy. – Dzisiaj żużel tylko na płatnych kanałach, niewielu u nas je ma. To jest chore. Gdyby żużel był w jakiejś otwartej stacji telewizyjnej, tak jak są skoki narciarskie, to dzisiaj byłby narodową dyscypliną numer 1 w Polsce. Przy takich zawodnikach jak Bartek to pewne jak w banku.

Arkadiusz Jakubowski