Strona główna Publicystyka Pandemia dotknie zawodników i mechaników

Pandemia dotknie zawodników i mechaników

-

Pandemia koronarowirusa może zrujnować finanse nie tylko klubów żużlowych. W poważnych tarapatach mogą znaleźć się zawodnicy, a przede wszystkim mechanicy. Dlatego, że mechanizmy finansowania sportu żużlowego, w tym zawodników, nie są takie proste jak na przykład w piłce nożnej.

Piłkarzom ich kluby zapewniają w zasadzie wszystko, całą infrastrukturę. Tymczasem żużlowiec, zanim wyjedzie na tor, musi zainwestować. A i w trakcie sezonu nie jest wolny od wydatków. Żużlowiec to w dużej części samozatrudniony przedsiębiorca: ma przychody i wydatki.

Po kieszeni cała branża

– Już poniosłem straty, a co będzie dalej? Zainwestowałem w przygotowania i rozgrywki zostały opóźnione. Dzisiaj nie ma pewności i konkretnego terminu, kiedy wystartują – mówi Przemysław Pawlicki z McGarden GKM Grudziądz.

Angielski żużlowiec Scott Nicholls zaznacza, że cała branża żużlowa dostanie po kieszeni. Zawodnicy zimą zakupili nowe silniki, zainwestowali w osprzęt i logistykę. Katastrofa nastąpi, jeśli liga w tym roku w ogóle nie wystartuje. Takiego scenariusza nie można wykluczyć, ale bądźmy dobrej myśli.

Żużlowcy prowadzą własną działalność. W większości posiadają jednoosobowe firmy, w których zatrudniają mechaników. Pracują oni na zasadzie umowy-zlecenia, albo umowy o pracę, ale tych drugich jest zdecydowanie mniej. W tym biznesie jest jak w każdym innym. Jeśli sytuacja finansowa pracodawcy (żużlowca) znacznie się pogorszy, będzie musiał redukować koszty. Najłatwiej i najszybciej w takiej sytuacji zredukować koszty pracy, a więc zwolnic pracowników lub obniżyć im pensje. Ten scenariusz jest w zasadzie stuprocentowo pewny gdyby na przykład doszło do odwołania rozgrywek. Wprawdzie nikt o tym, póki co, nie mówi, ale nikt też nie wie, jak się potoczy pandemia. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie. Tak czy inaczej problemy finansowe z powodu pandemii raczej nie ominą żużlowców.

Kredyty i leasingi

Koszty generują im nie tylko pracownicy, ale również wynajmowane garaże i warsztat. Do tego, dochodzą ubezpieczenia, opłaty za prowadzenie księgowości. Kolejny segment w finansowej układance stanowią zobowiązania względem banków lub firm leasingowych. Wiadomo przecież, że żużlowcy wrzucają w leasing samochody do transportu motocykli, urządzenia i narzędzia wyposażenia warsztatu.

Dwa, trzy nowe silniki żużlowe stanowią normę w przypadku czołowych zawodników. Zdarza się, że testują więcej sprzętu, ale inwestują w wyselekcjonowane, najlepsze jednostki napędowe. Za silnik z górnej półki u topowego tunera trzeba zapłacić ok. 25 tysięcy złotych. Wiadomo, że silnik, to nie wszystko. Rama motocykla, gaźnik, sprzęgło, koła generują kolejne wydatki. Inwestycja na poziomie 35-50 tys. złotych. pozwala zakupić jeden motor. A przecież zawodnik przygotowuje na sezon kilka motocykli plus zapasowe silniki.

Dzisiaj w związku z opóźnieniem startu rozgrywek, coraz głośniej mówi się o renegocjacji kontraktów zawodników, które podpisali na 2020 rok. W obecnej sytuacji – pandemii koronawirusa – stracą nie tylko kluby i prezesi, ale również żużlowcy i mechanicy.

MUSISZ PRZECZYTAĆ

Hans Nielsen: data graniczna to lipiec

Hans Nielsen uważa, że do lipca jest czas na wznowienie żużlowych rozgrywek. To data graniczna.Hans Nielsen to legendarny „Profesor z Oxfordu”, menadżer reprezentacji Danii...