Strona główna Aktualności Piotr Pawlicki odżył, prezes mu pomógł

Piotr Pawlicki odżył, prezes mu pomógł

-

Autor zdjęcia:Magazyn Żużel

Piotr Pawlicki w lidze zawodzi na całej linii, ale w tym tygodniu pojawiło się światełko w tunelu. Kapitan leszczyńskich Byków błysnął w meczu ligi szwedzkiej i następnego dnia stanął na podium 1.rundy indywidualnych mistrzostw Europy w Bydgoszczy.

– Mam nadzieję, że ten słabszy okres mam za sobą. Na pewno jest się z czego cieszyć. W finale popełniłem błąd. Może nawet nie tyle co techniczny, a sprzętowy. Mogłem trochę bardziej zaryzykować, lecz trochę bałem się zmienić ustawienia – przyznał się Piotr Pawlicki po zawodach w Bydgoszczy podczas rozmowy z organizatorem rywalizacji, firmą “One Sport”.

Czytaj więcej  W Zielonej Górze wymiana „uprzejmości”

Pawlicki zdradził co się stało i czemu lub komu zawdzięcza lepsza skuteczność.

– W Szwecji zaryzykowałem i włożyłem nową jednostkę. Z tego miejsca chciałbym podziękować Piotrowi Rusieckiemu, mojemu prezesowi, który bardzo mi pomógł, bo to jego zasługa, że dzisiaj i wczoraj miałem czym się odepchnąć. Bardzo doceniam pracę wszystkich tunerów na świecie, z Ashleyem Hollowayem dobrze mi się współpracowało i współpracuje, ale na razie nie mogę się dograć z silnikami, więc trzeba było pomyśleć nad zmianą. Uważam, że zaryzykowanie i wzięcie nieprzejechanej na treningu jednostki na mecz jest dość dużym ryzykiem, ale jakoś wypaliło – mówił zadowolony wychowanek Unii Leszno.

(fot. Magazyn Żużel) – W Szwecji zaryzykowałem i włożyłem nową jednostkę – zdradza Piotr Pawlicki

Pawlicki od początku sezonu jeździł poniżej oczekiwań, kiepsko punktował i nie krył frustracji z tego powodu. Kibice mieli żal do niego, gdy Unia przegrywała.

Reklama

– Trudno było mi poukładać sobie to wszystko w głowie, kiedy w meczach ligowych robię po trzy punkty. Jeszcze nigdy w życiu nie miałem tak kiepskich wyników. Była duża praca nad głową, gdyż sam sobie nałożyłem duże obciążenie, może niepotrzebnie. Uważam, że team i wszystko dookoła mam zbudowane na dobrym poziomie. Miałem prawo pomyśleć, że stać mnie, by liderować w drużynie leszczyńskiej, wrócić do Grand Prix i liderować w cyklu SEC. Uspokoiłem trochę głowę. Myślę, że w końcu będzie szło ku dobremu, ale zobaczymy co będzie dalej – kończy Pawlicki z małym znakiem zapytania.

Reklama


Html code here! Replace this with any non empty raw html code and that's it.

Must Read

Osłabiony GKM przyjeżdża do Leszna

W Lesznie bardziej żyją karami, jakie spadły na trenera Piotra Barona i toromistrza Jana Chorosia (pokłosie przygotowania toru na Fogo Unia - Betard Sparta),...