Strona główna Archiwum Pracują z pasją w cieniu gwiazd

Pracują z pasją w cieniu gwiazd

-

Za sukcesami żużlowców w dużej mierze stoją ich mechanicy. To oni dbają przecież o sprzęt, który z roku na rok odgrywa coraz większą rolę. Oni też muszą trzymać rękę na pulsie i być na bieżąco ze wszystkimi technicznymi nowinkami. Nic też dziwnego, że ci najlepsi nie narzekają na brak ofert.

Jaki powinien być dobry mechanik? Przede wszystkim praca musi być dla niego pasją. Bez tego nie ma co szukać w tym zawodzie. Do tego musi być cierpliwy i mieć trochę oleju w głowie. Bo żużel, wbrew temu, co niektórzy twierdzą, wcale nie jest sportem dla mało rozgarniętych. To nie tylko cztery kółka w lewo. Na torze i w parkingu trzeba myśleć i kalkulować – uważa Dariusz Sajdak, który w przeszłości współpracował m.in. z Tonym Rickardssonem i Jasonem Crumpem, a obecnie wspiera Grigorija Łagutę. Z jego zdaniem zgadza się Tomasz Dołkowski.

– Tę pracę na pewno trzeba lubić. Do cech, które powinny wyróżniać dobrego mechanika, dorzuciłbym jeszcze wyrozumiałość, dokładność, sumienność, uczciwość, no i dyspozycyjność – dodaje wieloletni majster Nickiego Pedersena.

Ważny jest szacunek

Duńczyk należy do osób charyzmatycznych i w środowisku żużlowym postrzegany jest jako zawodnik mocno kontrowersyjny. Praca z kimś takim nie musi być jednak utrapieniem.

[bsa_pro_ad_space id=18,21,22,27]

– Z Nickim jestem już dziesięć lat i jakoś zawsze się dogadywaliśmy. Pewnie wynika to z tego, że obaj się szanujemy – zapewnia Tomasz Dołkowski, który wcześniej przez cztery lata był też w teamie Tony’ego Rickardssona. – Bardzo miło wspominam tamten okres. Uczyłem się wtedy zawodu, a do tego Szwed odnosił sporo sukcesów. Czy można porównać obu żużlowców, z którymi pracowałem? Oczywiście, obaj byli i są, bo Pedersen przecież nadal startuje, profesjonalistami w każdym calu, całkowicie skupionymi na tym, co robią. I dbający o swoich pracowników, co nie zawsze jest normą – dodaje. Na temat sześciokrotnego indywidualnego mistrza świata podobne zdanie ma Dariusz Sajdak.


Nicki Pedersen (z lewej) bywa wybuchowy. Mechanik Tomasz Dołkowski (z prawej) zdążył go dobrze poznać i obaj chwalą sobie współpracę, która trwa nieprzerwanie prawie dekadę

 Tony to typowy Szwed. Musiał mieć wszystko dokładnie poukładane – od A do Z. Miał swoją wizję i zawsze stawiał żużel na pierwszym miejscu. Doskonale pamiętam, jak wraz ze swoją partnerką spali w warsztacie, bo nie było ich wówczas na nic innego stać – wspomina. Nieco innym typem zawodnika był jego kolejny pracodawca, a mianowicie Jason Crump. – On, choć tak naprawdę był Brytyjczykiem, to miał w sobie taką specyficzną, australijską mentalność. Działał w myśl zasady „dajcie mi motocykl, a ja już będę wiedział, co z nim zrobić”. Obaj pod jednym względem byli jednak podobni. Mieli jasno sprecyzowany cel. Chcieli zostać mistrzami świata. I zostali. Tony sześć razy, a Jason trzy – przypomina Dariusz Sajdak.

Australijczyk, tak jak i zresztą Nicki Pedersen, który także trzykrotnie sięgał po tytuł indywidualnego mistrza świata, czasami nie potrafił zachować nerwów na wodzy.

– Wiem, że niektórzy opowiadali, jak to zostawił po jednym z meczów swojego dziadka, który ponoć czegoś nie dopilnował w parkingu, ale ja tej sytuacji zwyczajnie nie pamiętam i nic na jej temat nie wiem – dodaje.

Niektórzy zawodnicy w parkingu potrafią jednak mocno zaszaleć. Nie tak dawno głośno było o Mateju Zagarze, który zjeżdżając z toru do parku maszyn uderzył swojego mechanika w głowę. Sprawa zakończyła się w sądzie, a Słoweniec od tego czasu nie cieszy się najlepszą opinią w środowisku. Takich problemów ze swoim pracodawcą nigdy nie miał Mariusz Szmanda, który przez sześć lat stał u boku Leigha Adamsa.

[bsa_pro_ad_space id=18,21,22,27]

– Nasze relacje nigdy nie przypominały układu szef – pracownik. Od początku mieliśmy świetny kontakt i szybko się zaprzyjaźniliśmy – wspomina.

Dariusz Sajdak (z prawej), zanim trafił do Jasona Crumpa, współpracował z Tonym Rickardssonem

Szef i przyjaciel

– Lepiej poznaliśmy się, gdy wyjechałem pracować do Anglii. To wtedy dostałem od niego propozycję współpracy. I szybko ten układ zaskoczył. Ale też Leigh oprócz tego, że był wspaniałym żużlowcem, to jest także fantastycznym człowiekiem. Pracowałem u niego aż do momentu, gdy postanowił zakończyć karierę. Przez ten czas nigdy nie było nerwowych sytuacji w parkingu. Nawet jak Australijczykowi coś nie poszło na torze, to na spokojnie rozwiązywaliśmy problem. On zresztą potrafił wziąć winę na siebie, mówiąc na przykład, że coś nie tak zrobił na starcie. Ta praca to była czysta przyjemność. Takich zawodników jak Leigh już nie ma, a jak są, to można ich policzyć na palcach jednej ręki – uważa Mariusz Szmanda, który był nawet u Australijczyka w domu.

– Zaprosił mnie zaraz po tym, jak zakończył karierę. Byłem u niego przez kilka tygodni. Spędziłem tam Boże Narodzenie i Nowy Rok. Kilka tygodni później doszło do tego fatalnego wypadku w rajdzie, po którym Leigh cały czas porusza się na wózku inwalidzkim. Nie mogłem uwierzyć w to, co się stało – mówi. – Nadal mamy ze sobą kontakt. Pamiętamy o swoich urodzinach, dzwonimy do siebie, wysyłamy SMS – dodaje.

Bardzo podobne relacje mają ze sobą Rafał Haj i Greg Hancock czy też Tomasz Suskiewicz i Emil Sajfutdinow.

– Poznałem go, gdy dopiero startował do wielkiej kariery. Przez pewien czas mieszkał nawet u mnie w domu, bo w Bydgoszczy praktycznie nikogo nie znał. Później ja też często byłem gościem w jego rodzinnych stronach, czyli w Rosji – mówi mechanik zawodnika Fogo Unii Leszno. Dodajmy, że Tomasz Suskiewicz pełni też funkcję menedżera lidera reprezentacji Rosji.

Tomasz Suskiewicz towarzyszy Emilowi Sajfutdinowowi, gdy zwycięża i gdy przegrywa

Jeden mechanik to rzadkość

Bo też teamy żużlowców w obecnych czasach są mocno rozbudowane. Dawno już minęły czasy, kiedy zawodnicy jeździli wspólnie na mecze, a w klubie opiekował się nimi jeden mechanik. Teraz każdy z żużlowców, oprócz tego, że zdobywa punkty na torze, to jeszcze jest szefem małej firmy, zatrudniającej kilka osób. Pewnym wyjątkiem jest Grigorij Łaguta, któremu w parkingu pomaga tylko Dariusz Sajdak.

– To nie jest jednak tak, że wyznaczamy nowy trend. Taki układ wymogła na nas sytuacja. Wszystko jest bowiem uzależnione od liczby startów. Grisza, z wiadomych powodów, rozpoczął ten sezon dopiero w maju. Jeździ też tylko w lidze polskiej i mistrzostwach Europy. Imprez nie jest więc zbyt dużo. Dlatego radzimy sobie we dwójkę. Kiedy jednak jest nawarstwienie startów, to także proszę o pomoc jednego z kolegów. Choćby po to, żeby wystąpił w roli kierowcy – opisuje mechanik żużlowca Motoru Lublin.

Rafał Haj i Greg Hancock

Dariusz Sajdak w samych superlatywach wypowiada się zresztą na temat Rosjanina.
To kolejny ewenement, z którym mam okazję pracować. Głównie pod tym względem, że uwielbia się ścigać i jest świetnym motocyklistą. On nie tylko doskonale czuje się na motocyklu żużlowym. Grisza poradzi sobie na wszystkim, co ma silnik i robi hałas. No i potrafi przełożyć moc silnika na szybkość – charakteryzuje Rosjanina, który od wielu już lat pozostaje wielkim nieobecnym Grand Prix. – To nieprawda, że Rosjaninowi nie zależy na startach w tym cyklu. Gdyby nie zawieszenie, to na pewno by wystartował w tegorocznych eliminacjach. Walka o tytuł jest jego celem. I bardzo żałuję, że nie ma go w Grand Prix, bo to ekscytujący żużlowiec, a takich jest coraz mniej – twierdzi Dariusz Sajdak.

[bsa_pro_ad_space id=18,21,22,27]

– Kiedyś w Grand Prix byli: Tony Rickadsson, Jason Crump, Tomasz Gollob, Nicki Pedersen czy Leigh Adams. Każdy z nich był wielką osobowością. Nawet jak ktoś ich nie lubił, to czekał na turnieje i mecze z ich udziałem. Jak dużo mamy takich gwiazd obecnie? Jest Tai Woffinden, ale kto jeszcze? – zastanawia się mechanik Rosjanina. – Ja bym dorzucił jeszcze Bartosza Zmarzlika, którego nieźle znam. On też żyje żużlem i ma to coś, co starzy mistrzowie. A to było zupełnie inne pokolenie. Bardzo konsekwentne w dążeniu do celu. Stawiające przede wszystkim na pracę. Dlatego życzę mu, aby sięgnął po tytuł mistrza świata – dodaje Mariusz Szmanda, który w ostatnich latach pracował z leszczyńskimi młodzieżowcami: Tobiaszem Musielakiem, Danielem Kaczmarkiem i Dominikiem Kuberą.

Mariusz Szmanda przyjaźni się z Leighem Adamsem i jego rodziną

Sprzęt buduje i rujnuje

– Z tym ostatnim chciałbym pracować nieco dłużej, bo to nie tylko materiał na dobrego zawodnika, ale również fajny chłopak. I wie, czego chce. My w Lesznie mamy zresztą szczęście do młodzieży, bo Bartosz Smektała jest podobny. W innych ośrodkach aż tak kolorowo nie jest. Bo też młodzież nie garnie się do tego sportu jak kiedyś – zauważa Mariusz Szmanda.

Zmienili się jednak nie tylko żużlowcy, ale także sprzęt, na którym jeżdżą.
– I nie jest to zmiana na plus. To nie zmierza w dobrym kierunku. Kto trafi na dobry silnik, ten ma wynik. Nie bez powodu mówi się, że sprzęt buduje i rujnuje. Motocykl obecnie znaczy zdecydowanie więcej niż kiedyś. Większą rolę niż jeszcze kilka lat temu odgrywa też start. Kto go wygra, od razu jest w lepszej sytuacji. Oczywiście i obecnie mamy wyścigi, w których ktoś z czwartego miejsca przebije się na pierwsze, ale nie jest to zbyt częste. Teraz to od razu bieg kolejki, a kiedyś to była codzienność – twierdzi Tomasz Dołkowski.

Rosnące znaczenie sprzętu mogłoby sugerować, że rośnie też rola mechanika. – Nie do końca ma to takie przełożenie. Różnie z tym bowiem bywa. Jak się trafi na dobry silnik, to łatwo go dostroić. A jak nie leży on zawodnikowi, to choćby nie wiem co się z nim robiło, to niewiele się z tego wyczaruje – dodaje. Na jeszcze inny aspekt swojej pracy zwraca uwagę Dariusz Sajdak. – Moim zdaniem, to nie motocykl jest najważniejszy, ale… waga zawodnika. To nie jest przypadek, że zawodnicy ważący niewiele, jak choćby Leon Madsen, odnoszą ostatnio coraz większe sukcesy. Im mniej kilogramów na motocyklu, tym szybciej on jedzie. Łatwiej też dostroić sprzęt do lekkiego zawodnika – zapewnia.

[bsa_pro_ad_space id=18,21,22,27]

– To można zresztą obrazowo wytłumaczyć i opisać. Czy ten sam zawodnik, o tej samej sile, rzuci równie daleko półkilogramowym odważnikiem, jak i dwukilogramowym? Na pewno nie. Dalej poleci też lżejszy. I podobnie jest z motocyklami. Szybszy będzie ten, na którym usiądzie lżejszy zawodnik. Dlatego nie mogę zrozumieć, dlaczego w żużlu nie wyrównuje się szans. Moim zdaniem, waga motocykla z zawodnikiem powinna być dla wszystkich identyczna. Wtedy każdy miałby takie same szanse – uważa Dariusz Sajdak.

Michał “Czarny” Przybylski jest prawą ręką Jarosława Hampela

Waga i dobry silnik to jednak nie wszystko. Liczy się też talent i odpowiednio przygotowany sprzęt. A o niego dbają właśnie mechanicy. Dlatego ci najlepsi, choć często pozostają w cieniu żużlowców, są w cenie i o ich usługi zabiegają wielcy mistrzowie. Bo nie od dzisiaj wiadomo, że bez dobrego majstra w tym sporcie ani rusz…

Tomasz Sikorski

Reklama

Must Read

Prezes nie wytrzymał i publicznie uderza w Piotra Pawlickiego

Zagotowało się w klubie i jako pierwszy nie wytrzymał prezes Roger Uppgård. Szef Masarny Avesta publicznie uderza w Piotra Pawlickiego. Krytykuje niewłaściwe zachowania polskiego...