Zawsze powinniśmy równać do najlepszych i to obowiązuje również w sporcie. Dlatego jestem zaskoczony przymiarkami do wprowadzenia zmian w regulaminie sportu żużlowego. Jeśli to prawda, co mówi honorowy prezes Polskiego Związku Motorowego Andrzej Witkowski, o wprowadzeniu do polskiej ligi obowiązku startu zagranicznego juniora, to tym sposobem wykopujemy grób polskiemu żużlowi i wbijamy sobie gwóźdź do trumny.

Żużel na świecie bez polskiej ligi nie istnieje. Nasze kluby utrzymują najlepszych żużlowców płacąc im wysokie kontrakty. Oni startują w innych ligach poza Polską za grosze. Żeby tylko zachować ciągłość treningową. Przecież lepiej pojechać w meczu, niż zarzynać silniki na treningu. Zawsze wpadnie parę groszy do kieszeni.

Dlaczego mamy pomagać działaczom FIM-u? Oni przeciwko polskiemu żużlowi działali bez skrupułów. Jako kraj byliśmy potęgą w rywalizacji o Drużynowy Puchar Świata. Nikt nam nie potrafił dorównać i prawdopodobnie jeszcze długo bylibyśmy mistrzami. Decydenci postanowili zawiesić DPS i zamiast „drużynówki” zaproponowali zmagania w jeździe parami. Łatwiej znaleźć dwóch zawodników niż czterech, którzy mogą zagrozić Biało – czerwonym.

Szatański pomysł z wprowadzeniem zagranicznego młodzieżowca kosztem wycofania jego polskiego rówieśnik jest zupełnie niewytłumaczalny. Komu ma on służyć i w czym pomóc klubom, które wydają pieniądze na szkolenie wychowanków. Ja podejrzewam, ze za tym pomysłem coś się kryje. Nie wykluczam, że jest jeszcze inna przyczyna wdrożenia w życie pomysłu pana Witkowskiego.
Może chodzi o osłabienie, którejś z drużyn. Jeśli nie można z nią wygrać na torze i posiada najlepszych juniorów, wystarczy zmienić regulamin. Śmierdzi na odległość. Mam nadzieję, że na planach się skończy i decydenci oszczędzą sobie majstrowania w żużlowym regulaminie. Jan Krzystyniak