Strona główna Żużel na świecie Tai Woffinden: Byłem naczelnym łobuzem w drużynie

Tai Woffinden: Byłem naczelnym łobuzem w drużynie

-

Do Polski przyjechał 12 lat temu, jako anonimowy zawodnik. Wtedy nikt się nie spodziewał, że wyrośnie z niego żużlowy champion. Mając 23 lata został indywidualnym mistrzem świata na żużlu. Kolejne tytuły mistrzowskie dorzucił w 2013 i 2018 roku. Tai Woffinden.

Dzisiaj jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci speedwaya na świecie. Wzloty i upadki żużlowca, który stracił ojca, został mistrzem świata, założył rodzinę… i potrafi znaleźć czas i pomysł na kolorowe życie. To wszystko znajdziecie w książce, która, nakładem krakowskiego Wydawnictwa SQN, za kilka dni trafi do księgarń i punktów sprzedaży. Premierę autobiografii brytyjskiego żużlowca wszech czasów pt. “Bez hamulców. Tai Woffinden” zaplanowano na  25 marca. My dzisiaj prezentujemy jej fragment, opisujący początki Woffindena w lidze angielskiej i jego pierwszym klubie – Rye House. Zapraszamy do lektury fragmentu [śródtytuły pochodzą od naszej redakcji]

Pierwsze upadki

W moim pierwszym sezonie zaliczałem upadki na większości torów. Zdarzało się to tak często, że raz, kiedy w ciągu jednego tygodnia obskakiwaliśmy Wolverhampton, Isle of Wight, Poole i Swindon, musieliśmy wziąć ze sobą na zapas dwie przednie opony, dwa widelce i dwie zapasowe ramy. Po każdym upadku razem z Tatą myliśmy motocykle, wymienialiśmy ramę, widelec, przednie koło, zakładaliśmy błotniki, mocowaliśmy, co się dało, na zrywki i taśmę klejącą – i z powrotem na tor. Od samego początku wiedziałem, dokąd idę i co chcę osiągnąć. Cały proces rozwoju był starannie zaplanowany. Najpierw rok, dwa w Conference League, potem kilka sezonów w Premier League. Kiedy w sezonie 2009 wskoczyłem do składu Wolverhampton, byłem do tego solidnie przygotowany.

Reklama

Moim pierwszym klubem w Premier League było Rye House. Umowę z Rakietami podpisałem jeszcze przed zimowym powrotem do Australii w 2006 roku. Spędziłem z nimi kilka świetnych lat, w trakcie których przeżyłem wiele przygód. Chłopaki z Rye House umiały się bawić. Tommy Allen,Chris Neath, Steve Boxall, Luke Bowen, Robert Mear. Jeździli i pili jak szaleni. To była dość młoda ekipa; mecze rozgrywaliśmy w sobotę, więc w piątek zjeżdżaliśmy do miasta i spędzaliśmy razem wieczór. Najczęściej w knajpie. To były moje najlepsze dni, jeśli chodzi o atmosferę i luz. Życie było piękne. Nawet tor mieliśmy zawsze przygotowywany idealnie tak, jak chcieliśmy.

Promotor Len Silver, jego wspólniczka i była żona oraz kilka innych osób, które pracowały na stadionie, zawsze jadali obiad w pubie. My też wpadaliśmy tam od czasu do czasu, w kilku albo i całą drużyną. Panował tam fajny klimat. Lokal należał do australijskiego żużlowca, Dicky’ego Case’a, który jednocześnie zarabiał na życie jazdą na żużlu i prowadzeniem lokalu. Była to więc iście żużlowa knajpa z krwi i kości.

Naczelny łobuz

Byłem naczelnym łobuzem w drużynie, zawsze to ja wymyślałem wszystkie krzywe akcje. Na koniec roku koledzy się zemścili: złapali mnie, przywiązali do maszyny startowej, obsypali mąką i obrzucili jajkami. Rany boskie, ależ to było złe. Jednak dogadywaliśmy się i wygraliśmy wszystko, co było do wygrania. Czasami mówiłem Robowi:

– Wjadę w taśmę, wycofają mnie 15 metrów. Kibice będą mieli co oglądać, a jak wygram, to zapłacisz mi podwójną stawkę.

Pamiętajcie, że w tamtym czasie zarabiałem tylko 10 funtów za punkt, więc taki zakład kosztował go tylko 30 funtów. To była uczciwa cena za rozgrzanie publiczności na trybunach”.

Autobiografię Taia Woffindena kupisz między innymi TUTAJ

 

Reklama


Musisz przeczytać

Najstarszy turniej w Polsce tylko młodzieżowy (ale odbędzie się!)

W najbliższą niedzielę, czyli 25 października w Ostrowie zostanie rozegrany 68. Turniej o Łańcuch Herbowy Miasta Ostrowa. Zawody odbędą się bez publiczności w młodzieżowej...

Anioł w naszym studiu

Leon Madsen zachorował zaraz po SoN