Strona główna Publicystyka Talent był... i go nie ma

Talent był… i go nie ma

-

Tylko trzech polskich żużlowców – Jerzy Szczakiel, Tomasz Gollob, Bartosz Zmarzlik – dostąpiło zaszczytu, zdobywając tytuł indywidualnego mistrza świata. Czy w historii polskiego speedwaya byli żużlowcy na tyle utalentowani, że mogli zrobić światową karierę? Którzy posiadali umiejętności i talent, by dołączyć do złotego panteonu mistrzów?

W tym miejscu przypomniała nam się rozmowa sprzed lat dziennikarza z żużlowcem, który znajdował się na topie. Ale tylko w Polsce.

– Wciąż nie potrafisz wykorzystać swojego talentu – mówi dziennikarz

– Jak to nie potrafię, czuję się spełniony – odpowiada żużlowiec

– Spełniony, ale tylko na polskich torach – kontynuuje zadający pytania

– Dla mnie wystarczy – zakończył zawodnik.

I dzisiaj właśnie o zawodnikach, którzy nie wykorzystali swoich możliwości, predyspozycji, talentu.

Krzysztof Kasprzak Damian Baliński
Krzysztof Kasprzak (na zdjęciu), Jarosław Hampel, Patryk Dudek, Maciej Janowski, Piotr Pawlicki wciąż jeszcze mają szansę, by po pokazać talent (fot. Magazyn Żużel/Mariusz Cwojda)

Transferowy rekord

Tomasz Bajerski zapisał się w historii polskiego żużla zdobyciem kilku medali, ale jeszcze bardziej zasłynął rekordem transferowym. Ten nieprzeciętnie utalentowany torunianin miał zadatki na mistrza. Zaczynał ścigać się w młodym wieku – jako chłopiec i szybko pochłaniał tajniki żużlowego abecadła.

Trudno jednoznacznie ocenić, czy na harmonijnym rozwoju jego kariery miał szum medialny i zamieszanie wokół transferu. Przypomnijmy, że “Bajer” został bohaterem rekordowego transferu w polskim żużlu. Mający na koncie dwa tytuły indywidualnego mistrza Polski juniorów postanowił zmienić otoczenie.

Bajerski w 1997 roku dał się skusić działaczom Stali-Pergo Gorzów. Gorzowianie za pozyskanie Bajerskiego zapłacili Apatorowi Toruń 600 tysięcy złotych. Na tamte czasy kwota robiła wrażenie. Bajerski próbował sił w Speedway Grand Prix i występował w reprezentacji Polski. Jego sportowa sława z czasem przygasła. Wielkich sukcesów na arenie międzynarodowej nie osiągnął.

Głośno zrobiło się o nim, gdy żużlowe środowisko obiegła informacja, że został zatrzymany przez policję. Za próbę wyłudzenia pieniędzy groziło kilka lat więzienia.

Mieli papiery

Jego starsi koledzy – Jarosław Olszewski i Adam Łabędzki – mieli również papiery na żużlowców. Takich, którzy będą mogli wjechać do światowej elity. Mimo, że odnosili sukcesy w kraju, to poza Polską… dobrze się bawili. jeden i drugi posiadali nieprzeciętne umiejętności i dosyć luźne podejście do wykonywanego zawodu. Krótko mówiąc: woleli się zabawić, gdy żużel stanowił tylko dodatek.

Owszem, “Olson” i “Łabędź” potrafili wygrać z Gollobem czy Rickardssonem, ale to były jednorazowe zdarzenia. W ich działaniu brakowało konsekwencji i systematycznej pracy. Często, gęsto brakowało w ich działaniach profesjonalizmu, o czym opowiedział Adam Łabędzki w wywiadzie dla naszego portalu. Leszczynian jadąc na finał IMP nie miał motocykla. W przed dzień zawodów pożyczył motor od Otto Weissa i wieczorem zaczął kompletować ekipę na wyjazd. Z jednym mechanikiem do pomocy potrafił w stolicy wywalczyć tytuł wicemistrza Polski.

Takie to były czas…

Nikt na niego nie stawiał

A pamiętacie Dawida Kujawę? Zielonogórzanin został mistrzem świata juniorów. Świat usłyszało o nim w 2001 roku. Zielonogórzanin znalazł się w biało – czerwonej ekipie na finał światowy juniorów w Peterborough. Nikt na niego nie stawiał. Byli lepsi juniorzy od niego. Kibice nad Wisłą liczyli na sukces Jarosława Hampela, Krzysztofa Kasprzaka, Rafała Okoniewskiego lub Łukasza Romanka. W Peterborough startowało aż 7 Polaków.

Mało znany i zupełnie niedoceniany Kujawa wygrał turniej i w blasku złota wrócił do Polski. To była żużlowa niespodzianka roku, ba, sensacja! I co się okazało, Kujawa jak błysną tak szybko zgasł. W lidze niczym się nie wyróżniał. Zniechęcony do żużla porzucił treningi i wyjechał do pracy.

Reklama

Kujawa miał talent, czy go nie miał? Jeśli posiadał umiejętności na miarę najlepszego na świecie juniora, to dlaczego nie wykorzystał go na krajowym podwórku? Z kolei, jeśli był tylko przeciętnym ligowcem, to co się stało, że 26 sierpnia 2001 jednak potrafił pokazać Hampelowi, “Okoniowi”, Matejowi Zagarowi i innym, jak się jeździ na żużlu.

Możemy wymienić jeszcze inne przykłady, nazwiska zawodników, których rozwój talentu zahamowały wypadki (Krzysztof Cegielski, Rafał Wilk). Jeszcze gorzej, gdy doszło do tragedii, a i takie zdarzenia, niestety, miały miejsce. Dzisiaj nikt nie wie, ile mogli jeszcze osiągnąć Robert Dados, Łukasz Romanek albo Rafał Kurmański. Obaj byli utalentowani. Wydaje się, że najlepsze w żużlu było przed nimi.

Talent wykorzystany w połowie

Spotkaliśmy się z opinią, że Piotr Świst (kreowany na następcę Edwarda Jancarza) tylko w połowie wykorzystał swój talent. Był zawodnikiem na pewno nie gorszym od Gary’ego Havelocka (w 1987 roku obaj stanęli na podium IMŚJ). Z tą różnicą, że Anglik został indywidualnym mistrzem świata (1992 r.), natomiast Świst w finale światowym z udziałem seniorów załapał się tylko raz, zajmując przedostatnie miejsce. Wychowanek Stali błyszczał na krajowym podwórku, chociaż – co można mu zarzucić – nigdy nie został indywidualnym mistrzem Polski.

Reklama

Czy swój talent wykorzystali Jerzy Rembas, Andrzej Huszcza, Roman Jankowski, Piotr Pyszny, Grzegorz Dzikowski, Ryszard Dołomisiewicz, Wiesław Jaguś? Jarosław Hampel, Krzysztof Kasprzak, Patryk Dudek, Maciej Janowski, Piotr Pawlicki wciąż jeszcze mają szansę, by po latach nikt im nie zarzucił, nie mieli wyrzutów i nie mówiło się o nich “niespełniony talent”.

Musisz przeczytać

Dominik Kubera: nie wyklucza zmiany barw

Dominik Kubera niebawem zakończy wiek juniora. 21-latek ze względu na nowość regulaminową w postaci zawodnika do lat 24 w składzie, będzie łakomym kąskiem na...