More
    Strona głównaAktualnościTo było coś! Wytaplali się w błocie, ale wpierw zdobyli złoto

    To było coś! Wytaplali się w błocie, ale wpierw zdobyli złoto

    -

    To był jeden z najbardziej pamiętnych dwumeczów finałowych Ekstraligi w historii. W 2009 roku Unibax Toruń mierzył się z Falubazem Zielona Góra. Rywalizacja była przepełniona wielkimi emocjami i… błotem. Ostatecznie w dwumeczu nie odbyły się nawet wszystkie planowane wyścigi.

    Reklama

    Pierwszy mecz finałowy w Zielonej Górze odbył się dopiero w sobotę 24 października. Pierwotnie żużlowcy mieli jechać 13 dni wcześniej, ale aura nie sprzyjała i zawody wielokrotnie przekładano. To, co działo się w Zielonej Górze w trakcie tych dwóch tygodni, przechodzi ludzkie pojęcie. Na torze palono słomę, używano palników z gazem, ale to nie pomagało w wysuszeniu nawierzchni. W nocy z 23 na 24 października w Zielonej Górze zbudowano praktycznie nowy tor, ściągając masę błotnistej nawierzchni i dosypując 360 ton nowego materiału.

    Czytaj więcej  Patryk Dudek walczy z koronawirusem!!!

    Ówczesny prezes Falubazu Robert Dowhan wykonał ze swoim sztabem ludzi świetną pracę. Zielonogórzanie otrzymali wówczas ostatnią szansę na organizację meczu. Zawodnicy gospodarzy testowali tor od samego rana. Pogoda była w miarę łaskawa i pierwsze finałowe starcie wreszcie mogło się odbyć. Falubaz utracił właściwie atut swojego toru, ale zwyciężył z Unibaxem 48:42. Wtedy było jasne, że rozgrywany następnego dnia rewanż przyniesie sporo emocji.

    Wydawało się, że torunianie ze spokojem są w stanie odrobić stratę z pierwszego meczu. Wydaje się jednak, że to Falubaz był w bardziej uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ to rywale musieli gonić. Goście z Zielonej Góry objęli prowadzenie w pierwszym wyścigu i jak się później okazało, nie oddali go do końca spotkania. Tor w Toruniu był przyczepny, a na domiar złego po dziesiątym wyścigu zaczął padać deszcz, który z każdą minutą był coraz bardziej rzęsisty.

    Po dwunastym biegu tor wyglądał już bardzo źle, a Falubaz prowadził wtedy 38:34. Zielonogórzanie potrzebowali 5 punktów do zapewnienia sobie tytułu mistrzów Polski. Trzynasta gonitwa padła łupem pary toruńskiej, która zwyciężyła 4:2 i na tablicy wyników było 38:40. W strugach deszczu gospodarze potrzebowali dwóch zwycięstw w stosunku 5:1, by odmienić losy dwumeczu.

    Jeden z najbardziej pamiętnych dwumeczów finałowych Ekstraligi w historii (fot. Magazyn Żużel)

    Niesamowitą dramaturgię miał wyścig czternasty. Najpierw upadek zaliczył Wiesław Jaguś po kontakcie z tylnym kołem motocykla Rafała Dobruckiego. Sędzia Andrzej Terlecki podjął dość kontrowersyjną decyzję o wykluczeniu Rafała Dobruckiego. W powtórce Falubaz miał więc do dyspozycji tylko Nielsa K. Iversena, a Unibax Adriana Miedzińskiego i poobijanego Wiesława Jagusia. Druga odsłona czternastego wyścigu układała się na wynik 4:2 dla gospodarzy, ale na bardzo niebezpiecznym torze Adrian Miedziński nie zdołał opanować motocykla i zanotował uślizg. W niego uderzyli pozostali dwaj zawodnicy i stało się jasne, że Miedziński zostanie wykluczony. Sędzia postanowił nie kontynuować zawodów, a to oznaczało, że Falubaz sięga po mistrzostwo Polski po osiemnastu latach przerwy.

    Czytaj więcej  Kasa się nie zgadza

    Niedawno w rozmowie z naszym portalem finałowy mecz w Toruniu wspominał jeden z bohaterów zwycięskiej drużyny, Rafał Dobrucki:

    – Mieliśmy świetną drużynę. Były duże szanse na złoto i wiedzieliśmy o tym. Determinacja była spora w naszych szeregach, a ze strony naszych kibiców mieliśmy nawet nie powiem, że presję, a raczej olbrzymie wsparcie. Wszyscy chcieliśmy wygrać, a że zazwyczaj wygrywa ten, kto chce bardziej i wygraliśmy my. Na pewno były to trudne zawody w błocie i strugach deszczu. Na torze było wiele upadków, a wszystko zakończyło się świętem w Zielonej Górze.

    Obecny trener żużlowej reprezentacji Polski był wówczas mocnym punktem Falubazu. Wygrał dwa wyścigi i zakończył mecz z dorobkiem 7 punktów, a jednocześnie trzeba pamiętać, że Dobrucki był wówczas wykluczony z czternastego biegu w sposób kontrowersyjny.

    Reklama

    Do historii przeszła też szalona radość zawodników z Zielonej Góry po zakończeniu spotkania. Wykorzystali oni fakt, że na toruńskim owalu jest sporo błota i po prostu się w nim ślizgali. Twarz prezesa Roberta Dowhana wyglądała tak, jakby ktoś ją pomalował czarną farbą. Nie ma się jednak co dziwić olbrzymiej radości.

    Czytaj więcej  Adrian Miedziński z ciężkimi obrażeniami. Pewne zwycięstwo Falubazu nad Polonią w cieniu tragedii i trybun [GALERIA, VIDEO]

    Takiej dramaturgia dwumeczu finałowego może już się nie zdarzyć w polskim żużlu. Najpierw walka Falubazu o własny tor i o to, żeby można było na nim pojechać. Natomiast później upadki i szalone wyścigi w strugach deszczu. Mimo niesprzyjających okoliczności żużlowcom z Torunia i Zielonej Góry udało się stworzyć świetne widowiska, dlatego trzeba tym zespołom bić brawo.

    Reklama
    - Advertisment -

    Must Read

    Jarosław Hampel: „To była złość”

    - Musieliśmy mocno szarpać przez cały mecz – mówi Jarosław Hampel, wracając wspomnieniami do niedzielnego finału play off DMP. Motor Lublin pierwszy raz w...