Częstochowski Memoriał Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego jest drugim po Memoriale Alfreda Smoczyka najdłużej rozgrywanym turniejem poświęconym pamięci zmarłych polskich żużlowców. Ta piękna tradycja mogłaby być jeszcze dłuższa, gdyby nie opieszałość ówczesnych władz Włókniarza, które pierwszy turniej poświęcony pamięci Bronisława Idzikowskiego zorganizowali sześć lat po jego tragicznym wypadku.

Nikogo nie trzeba przekonywać, że sport żużlowy to ekstremalnie ryzykowna forma rywalizacji. Od samego początku rozgrywania zawodów dochodziło do wypadków, w efekcie których ginęli zawodnicy. Większość z nich znana jest obecnie jedynie koneserom czarnego sportu, o innych do dzisiaj się pamięta udowadniając to organizacją turniejów memoriałowych. Pierwszą, w miarę pewną, ofiarą żużlowej rywalizacji był Franciszek Kutrowski, który uległ wypadkowi 10 listopada 1951 roku w Inowrocławiu podczas treningu przed trójmeczem drużyn na motocyklach przystosowanych. Jeśli chodzi o historię częstochowskiego żużla dwie jego najciemniejsze karty zapisała śmierć, zabierając prosto z toru Bronisława Idzikowskiego i Marka Czernego.

***

Idzikowski swoją przygodę ze sportem rozpoczął od pięściarstwa. Kibice pamiętający jego bokserskie początki są przekonani, że pomiędzy linami osiągnąłby nie mniej niż na żużlowym motocyklu. Krótko po debiucie ligowym Idzikowski zapisał się jednak do szkółki Włókniarza i ostatecznie zdradził boks na rzecz żużla.

Już pierwsze starty zwróciły uwagę fanów drużyny na młodego wychowanka, który bez kompleksów rywalizował z bardziej doświadczonymi rywalami. Ot, podczas meczu z Górnikiem Rybnik stoczył fascynujący bój z medalistą mistrzostw Polski Alfredem (Emilem) Spyrą. Młodzieniec spod Jasnej Góry nie odpuszczał i chociaż bieg zakończył upadkiem, jego nazwisko zostało zapamiętane, a ambicja nagrodzona burzą braw.

Uczciwie trzeba przyznać, że pierwsze lata startów Idzikowskiego charakteryzowała nierówna dyspozycja. Potrafił w jednym spotkaniu bez problemów zakręcić się wokół dwucyfrówki, by tydzień później być cieniem samego siebie. Ciężka praca zaczynała jednak przynosić efekty i złoty medalista mistrzostw Polski 1959 roku znalazł się w ścisłej kadrze narodowej.

Wśród triumfatorów Memoriału Idzikowskiego i Czernego znajdują się m.in. Edward Jancarz, Marek Cieślak, Władimir Gordiejew, Stanisław Kasa, Bogusław Nowak, Andrzej Huszcza, Wojciech Żabiałowicz, Roman Jankowski, Piotr Świst, Rune Holta i Ryan Sullivan

Sezon 1961 to eksplozja talentu Idzikowskiego. Doskonałe występy w lidze, wygrana w eliminacji Indywidualnych Mistrzostw Świata w Libercu, start w finale kontynentalnym. Wydawało się, że następny sezon należeć będzie do 25-latka. Niestety, stało się inaczej. 10 września biało-zieloni rywalizowali z Polonią Bydgoszcz. Oddajmy na moment głos dziennikarzowi lokalnego tygodnika:

“Pierwszy swój bieg wygrał zdecydowanie, ustanawiając tym najlepszy, jak się to później okazało, czas dnia 79,1. Prowadził także zdecydowanie w biegu IV. Przy wyjściu z wirażu jego maszyna stanęła „dęba” i jadący tuż za nim Krupiński nie zdążył wyminąć swego kolegi klubowego, wpadając na niego całym rozpędem. Tak doszło do wypadku Idzikowskiego, który natychmiast przewieziony został do szpitala.” (“Gazeta Częstochowska” 37/1961)
Życia młodego zawodnika nie udało się uratować. Zmarł pięć dni później, 15 września 1961 roku.

Rekordzistą jest Marek Cieślak, który turniej memoriałowy wygrywał cztery razy.

***

W tamtych czasach tradycją były tournée organizowane na różnych terenach bloku wschodniego. Nie inaczej było jesienią tego feralnego roku. W Częstochowie szczególnym echem odbiła się wizyta reprezentacji ZSRR w składzie z przyszłym wicemistrzem świata – Igorem Plechanowem. Radziecka ekipa krótko po śmierci Idzikowskiego odwiedziła miejsce wiecznego spoczynku niedawnego kolegi z toru i oddała mu hołd składając wieńce na grobie.

Życie gna jednak do przodu. Jakkolwiek to zabrzmi, nieco zapomniano o Bronisławie Idzikowskim. Owszem, co jakiś czas składano na jego grobie kwiaty czy zapalano znicze, a tu i ówdzie pojawiał się nieśmiały pomysł, by w jakiś sposób uczcić zmarłego tragicznie zawodnika, najlepiej oczywiście turniejem żużlowym, jednak z różnych względów ideę zarzucano. W Częstochowie mieli na głowie inne bieżące problemy.

Pierwszy turniej poświęcony pamięci Bronisława Idzikowskiego odbył się 22 września 1967 roku

Klub spadł do II ligi i zaczął przechodzić proces reorganizacji. Zespół miał kłopoty z remontowanym stadionem, co przekładało się na wyniki w lidze. Doszło do tego, że w planach było przystosowanie do żużlowej rywalizacji boiska częstochowskiego klubu piłkarskiego Victoria! Dopiero wprowadzenie dwuletniego cyklu rozgrywek pozwoliło okrzepnąć młodej drużynie po przejściach.

***

Tysiąclecie Państwa Polskiego, 750-lecie Częstochowy, rozliczanie z czasami hitlerowskiego terroru, wizyty znanych osobistości (m. in. Emila Zatopka) czy kurs statku ochrzczonego imieniem „Częstochowa” – to kilka elementów składających się na to, czym żyła Częstochowa w siódmej dekadzie XX stulecia. Atmosfera panująca w mieście i kraju musiała mieć wpływ na to, że w prasie pojawił się tekst, który warto przytoczyć w całości:

“Częstochowski sport żużlowy ma bogate tradycje, cieszy się dużym zainteresowaniem kibiców. Świadczy o tym nie tylko frekwencja na mistrzowskich spotkaniach Włókniarza, ale także zainteresowanie towarzyszące innym występom naszych zawodników. Do tego czasu jednak nie mamy stałej częstochowskiej imprezy żużlowej, na wzór dorocznych turniejów rozgrywanych w innych miastach. Są to z reguły zawody o memoriał czołowych żużlowców kraju, którzy zginęli na torze.”

Ma i Częstochowa żużlowca, na pewno wartego memoriałowego turnieju. Tragiczna śmierć przerwała pasmo wspaniałych sukcesów BRONISŁAWA IDZIKOWSKIEGO, mimo młodego wieku reprezentanta Polski, któremu fachowcy wróżyli wielką karierę. Warto dla uczczenia pamięci tego doskonałego zawodnika i wzorowego kolegi postarać się o organizowanie zawodów memoriałowych im. Bronisława Idzikowskiego.

Gazeta Częstochowska w 1967 roku zaproponowała ufundowanie pucharu przechodniego, jako głównej nagrody w memoriale Idzikowskiego

Propozycję tę kierujemy pod adresem Zarządu Włókniarza. „Gazeta Częstochowska” ze swej strony gotowa jest ufundować puchar przechodni stanowiący główną nagrodę memoriału żużlowego im. B. Idzikowskiego. (“Gazeta Częstochowska” 21/1967).
Odzew czytelników przerósł oczekiwania pomysłodawców. Redakcję odwiedzały tłumy mieszkańców, a listonosz dzień w dzień zostawiał w recepcji tygodnika dziesiątki listów ze słowami poparcia oraz pomysłami mogącymi ułatwić organizację zawodów. Kibice byli gotowi poświęcić nawet swój wolny czas, by dołożyć cegiełkę do częstochowskiego memoriału, czego przykładem jeden z poniższych listów:
“Ja […] w sprawie […] pucharu. Pracuję w Hucie Szkła w Zawierciu. Jeśli to będzie puchar kryształowy gotów jestem, pracując po obowiązkowych godzinach, zrobić wzór, wyrzeźbić napisy.” (“Gazeta Częstochowska” 26/1967).

***

Pozostało jeszcze przekonać do tego pomysłu żużlową centralę. Z tym jednak nie było najmniejszego problemu. Zarząd Włókniarza zaczął kompletować stawkę uczestników pierwszego turnieju pamięci, który odbył się 22 września 1967 roku. Triumfatorem został Zygmunt Pytko z tarnowskiej Unii. W geście triumfu wzniósł puchar wykonany przez Adama Fołtarza z zawierciańskiej huty – tego samego, który kilka tygodni wcześniej skreślił do redakcji pomysłodawców imprezy przytoczony wcześniej list. I jeszcze jedno – tuż przed zawodami licencję uzyskał jeden z najbardziej utytułowanych żużlowców w historii Włókniarza Marek Cieślak. Do dzisiaj jest on rekordzistą zawodów. Czterokrotnie wygrywał częstochowski turniej memoriałowy, który od 1973 roku nosi imię nie tylko Bronisława Idzikowskiego, ale i jego serdecznego przyjaciela, Marka Czernego.
Bartłomiej Jejda