More

    W blasku złota

    -

    [bsa_pro_ad_space id=16 show_ids=25]

    – Przede mną kolejne zadania i wyzwania. Jedziemy dalej – mówi Janusz Kołodziej, który czwarty raz w karierze sięgnął po tytuł indywidualnego mistrza Polski. – Złoty medal mnie bardzo cieszy. Przyznam się, że nie spodziewałem się. Owszem, chciałem w leszczyńskim finale pojechać jak najlepiej. Ale nie nastawiałem się, nie nakręcałem i tak zwana wolna głowa przed zawodami i w trakcie przyniosła efekty.

    – Ja nawet nie wiedziałem, że Bartek (Zmarzlik – przyp.red.) wygrał wszystkie biegi w zasadniczej części zawodów – kontynuuje Kołodziej. – W finale również o niczym nie decydowałem przy wybieraniu pól startowych. Dostałem czwarte pole startowe, bo koledzy wybierali przed mną i sięgnęli po wewnętrzne pola startowe. Brałem, co dostałem.

    Kołodziej znajdował się wśród faworytów, ale większym zaufaniem kibiców cieszyli się: Piotr Pawlicki i Bartosz Zmarzlik, Maciej Janowski i Patryk Dudek. Mimo że Kołodziej na co dzień startuje w Grand Prix IMŚ i w drużynie leszczyńskiej Unii.

    – Lubię startować na leszczyńskim torze, bo to mój domowy obiekt i na nim trenuję. Ale tor leszczyński nie stanowi mojego wielkiego atutu. Są zawodnicy, którzy o wiele lepiej ode mnie jeżdżą na „Smoku” – tłumaczy czterokrotny indywidualny mistrz Polski.
    Kołodziej swój pierwszy złoty medal IMP zdobył 14 lat temu. W 2005 roku triumfował na torze, na którym się wychował, czyli na tarnowskich Mościcach. Po następne sięgnął w 2010 w Zielonej Górze i w 2013 w Tarnowie. W tym roku triumfował na leszczyńskim „Smoku”.

    Reklama

    – Wszystkie zdobyte tytuły mistrzowskie są dla mnie tak samo cenne i na każdy musiałem wraz ze swoim zespołem ciężko zapracować. Każdy jednak wykułem w innych okolicznościach. Na pewno pierwszy tytuł miał duże znaczenie, co nie znaczy, że trzy pozostałe mają mniejszą wartość. W 2005 roku byłem u progu żużlowej przygody. Wygrywając indywidualne mistrzostwa Polski dostałem impuls do jeszcze cięższej pracy. Złoty medal stanowił potwierdzenie, że idę w dobrym kierunku – wspomina żużlowiec Fogo Unii Leszno.

     

    Zwycięzca IMP zwrócił uwagę, że w finałowym wyścigu startowali zawodnicy, którzy rok temu w zawodach tej samej rangi rywalizowali ze sobą w finale. Taka mała powtórka z rozrywki.

    – Na torze ułożyło się korzystnie dla mnie. Atakowałem po zewnętrznej części toru, co bardzo lubię robić – uśmiecha się 37-letni reprezentant Polski i uczestnik GP IMŚ’2019.

    (M)

    [bsa_pro_ad_space id=16 show_ids=34]

    Reklama

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!
    Proszę podać swoje imię tutaj

    - Advertisment -

    Must Read

    Jason Doyle ostro nawrzucał Patrykowi Dudkowi

    Do spięcia pomiędzy nimi doszło na zawodach w Toruniu, kończących zmagania o medale indywidualnych mistrzostw świata. Jeden i drugi pożegnali się ze Speedway Grand...