Z Tomaszem Błaszakiem, właścicielem i prezesem spółki Fogo, rozmawiają Mariusz Cwojda i Arkadiusz Jakubowski

– Pana firma jest tytularnym sponsorem drużynowego mistrza Polski, jest Pan też większościowym udziałowcem One Sport, firmy zajmującej się organizacją dużych imprez żużlowych, na dodatek jest Pan jeszcze koproducentem powstającego kinowego filmu fabularnego o żużlu. Sporo tego speedwaya w Pana życiu. To sentyment czy ekonomiczna kalkulacja?
– Jedno nie wyklucza drugiego [śmiech]. Obecnie działam pod Lesznem, ale pochodzę z Poznania, a więc z miasta, które nigdy nie było jakimś mocnym ośrodkiem żużlowym. Pamiętam, że kiedyś byłem na poznańskim Golęcinie, na zawodach EB Speedway Cup i pamiętam, jak mnie przeraziło to, co się tam wyczyniało. Byłem przekonany, że zaraz na tym torze, przez tę szybkość i walkę, zdarzy się jakieś nieszczęście [śmiech]. Do niczego takiego oczywiście nie doszło, ale, przyznaję, że żużel nie był w młodości moją ulubioną dyscypliną…

– A teraz jest?
– Wkręciłem się na całego.

Zaczęło się od zorganizowania wspólnie z Unią Leszno zawodów Grand Prix w Lesznie

– Od czego się zaczęło?
– Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze – poślubiłem dziewczynę z Wilkowic, więc speedway przez duże „S” był w zasięgu ręki. Po drugie firma – którą założyłem w 1995 roku, od 2003 rozpoczęła działalność produkcyjną w Wilkowicach, kreując dziś dobrze znaną markę Fogo. Spółka bardzo dobrze radziła sobie na rynku, coraz bardziej się rozrastała i potrzebna była promocja. Po trzecie – nie bez znaczenia była moja dobra znajomość z Adamem Skórnickim, który mnie w ten żużel powoli wciągał i namawiał do zaangażowania się w sponsoring. To wszystko przebiegało bardzo spokojnie i powoli. Zaczęło się od zorganizowania wspólnie z Unią Leszno zawodów Grand Prix w Lesznie. To mi pasowało, bo to zawody, które są oknem na świat, a my akurat zaczynaliśmy promocję w eksporcie. Uznałem, że taka forma będzie korzystna dla nas, zapewni nam promocję w krajach, których reprezentanci startowali w Grand Prix.

Przy okazji zorganizowaliśmy event żużlowy dla naszych zagranicznych kontrahentów i to się wtedy sprawdziło. Nie miałem natomiast zamiaru angażować się w stałą współpracę, bo zdawałem sobie sprawę z konsekwencji, jakie ze stałej umowy by wynikały. No ale nie minęło wiele czasu od tamtych pierwszych zawodów i Fogo stało się tytularny sponsorem leszczyńskiego klubu, który od tego czasu nazywa się Fogo Unia Leszno. Nadmienię jeszcze tylko przy okazji, że gdy pojawiliśmy się jako sponsor tytularny w klubie, to Adam Skórnicki na leszczyńskim torze sięgnął po tytuł indywidualnego mistrza Polski i to bez straty punktu. Nasze pojawienie się było więc pewnie dobrym prognostykiem dla klubu [śmiech]. Ale wracając do początkowego pytania: czy to sentyment, czy kalkulacja odpowiem tak: wszystkie decyzje biznesowe wynikają z kalkulacji, ale niektóre z nich podszyte są sentymentem. Żużel stał się naprawdę ważną cząstką mojego życia. Lubię go, kiedy tylko mogę, jeżdżę na mecze. W ubiegłym sezonie nie opuściłem ani jednego i może nieskromnie, ale muszę powiedzieć, że nie najgorzej znam się na tym sporcie.

Tomasz Błaszak (drugi z prawej) na meczu Fogo Unii Leszno

– Jak od kuchni wygląda współpraca firmy z klubem? Ma Pan na przykład jakiś wpływ na decyzje kadrowe?
– Gdy są jakieś prowadzone strategiczne rozmowy o ruchach kadrowych, jestem do nich angażowany w jakimś stopniu. Nie to, żebym doradzał, ale po prostu rozmawiamy na ten temat i słuchamy się nawzajem. Po prostu wyrażam swoją opinię, choć zdaję sobie sprawę, że nie znam się na żużlu tak dobrze, jak Józef Dworakowski, Piotr Rusiecki, Piotr Baron czy Roman Jankowski. Oni potrafią dostrzec każdy niuans, z którego ja na przykład nie zdaję sobie sprawy. Zdarzyło się raz czy dwa, że jakiś pomysł mi się nie spodobał, ale bywały też takie sytuacje, że to ja namawiałem zawodników, żeby u nas jeździli.

– Na przykład Jarka Hampela?
– Nie, transfer Jarka to akurat nie moja robota [śmiech], choć była w klubie rozmowa, czy Jarek jest dobrym wyborem, czy nie. Wszyscy wiedzą, że był i jest świetnym zawodnikiem, a że ten sezon miał trochę słabszy, nie oznacza, że następny też taki będzie.

Wszystkie decyzje biznesowe wynikają z kalkulacji, ale niektóre z nich podszyte są sentymentem.

– Umowa sponsorska z klubem zawarta jest na jakiś określony czas czy co roku jest negocjowana na nowo?
– Negocjacji jako takich nie ma, bo mamy z Unią taką fajną partnerską umowę. Obie strony nastawione są bardziej na szukanie sposobu na kontynuację współpracy, na której nam wszystkim zależy. Klub podchodzi do tego po partnersku i nie jest nastawiony na znalezienie za wszelką cenę lepszego sponsora, który da więcej pieniędzy. Ważnym atutem w naszej współpracy jest stabilizacja. Mamy z klubem taką dżentelmeńską umowę o współpracy na długie lata, bez określonych ram czasowych. Chcemy być partnerem długofalowym i tak się zachowujemy. Pewnie dzięki temu współpraca jest spokojna i przebiega w dobrej atmosferze. Klub wie, że to bardziej my jesteśmy na jego wypowiedzeniu niż sami zrezygnujemy z tej współpracy. Nie widzimy powodów do takiej rezygnacji. Klub ceni sobie w nas, że nie jesteśmy nieprzewidywalnym partnerem.

Leszczyńskie Byki wspierani przez firmę z Wilkowic nie mają sobie
równych w ekstralidze

– Marketing sportowy to aż tak skuteczne narzędzie promocji? Sponsoruje Pan nie tylko Fogo Unię Leszno, ale też Lecha Poznań.
– Jak było z Unią, to już mówiłem, natomiast Lech sam się do nas zgłosił z ofertą współpracy i nie mogliśmy z niej nie skorzystać. Kluczem do podjęcia współpracy i z Unią, i z Lechem jest fakt, że oba kluby są z Wielkopolski, oba reprezentują zupełnie inne dyscypliny i są zlokalizowane w innych miastach. Można więc powiedzieć, że z naszego punktu widzenia nawzajem się dopełniają. I żużel, i piłka nożna to w Polsce dyscypliny, w których warto być obecnym.

Mamy z klubem taką dżentelmeńską umowę o współpracy na długie lata, bez określonych ram czasowych

– To jaka jest dla sponsora tytularnego Fogo Unii Leszno wartość trzech złotych medali DMP, i to zdobytych pod rząd? Pytamy o biznesową wycenę.
– Przeliczyć wprost na pieniądze tego nie sposób. Oczywiście prowadzone są pomiary, liczony jest tak zwany ekwiwalent reklamowy. To taki wskaźnik, który pokazuje, ile warte były przekazy w mediach, w których pojawiła się nazwa naszej firmy w związku z Fogo Unią Leszno. Wpływ na ten ekwiwalent reklamowy ma fakt, że media poświęcają więcej czasu drużynie, która walczy o najwyższe cele niż takiej ze środka tabeli. Z badań wynika też, że marka Fogo jest drugą po PGE najbardziej rozpoznawalną marką w sporcie żużlowym. Wyprzedziliśmy w tym względzie Nice. Do tego dochodzi ogromna satysfakcja, że nie sponsorujemy drużyny, która jest przeciętna, ale jest na absolutnym topie. Nasza firma zyskuje na tym prestiż. Żużel jest w Polsce tak popularną dyscypliną sportową, że jej sponsorowanie wydatnie wpływa na rozpoznawalność marki. Wiecie panowie, już kilka razy zdarzyło mi się słyszeć, gdy ktoś w rozmowie – opowiadając o leszczyńskim klubie – mówił Fogo, a nie Unia. Pewnie leszczyńscy kibice nie będą tym zachwyceni, ale mnie jako sponsora tytularnego bardzo to cieszy, bo oznacza, że taka forma promocji firmy działa. To świadczy też o sile dyscypliny w naszym kraju. Nieco inaczej jest, jeśli chodzi o zagranicę. Tam speedway już nie ma takiego przełożenia marketingowego. Może jeszcze w tych krajach, do których wyemigrowało sporo Polaków, na przykład na Wyspach. Ale jeśli chodzi o naszych zagranicznych kontrahentów, to nie brakuje takich, którzy gdy przyjeżdżają do nas i my chwalimy się współpracą z klubem żużlowym, to przecierają oczy ze zdumienia i pytają, co to jest za sport.

– Dobrze, że Pan o tym wspomniał, bo chcemy spytać o inną pańską żużlową inicjatywę. Jest Pan większościowym udziałowcem w firmie One Sport. To promotor imprez żużlowych, na koncie ma organizację na przykład Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów i SEC. Udział w tym przedsięwzięciu to sentyment do żużla czy kalkulacja?
– Poszukiwaliśmy formy promowania siebie na arenie międzynarodowej. Współpracowaliśmy jakiś czas temu z innym, dużym promotorem, ale ta współpraca nie układała się najlepiej. Stwierdziłem, że może dobrym pomysłem będzie podjęcie głębszej współpracy z promotorem polskim, z polską firmą, czyli firmą One Sport. Spotkaliśmy się z panami: Lejmanem, Konikiewiczem i Krużyńskim. a jednym z argumentów, by wejść w One Sport, była dla mnie ich wizja promowania żużla na świecie. Zaimponowało mi, że czasem nawet kosztem biznesu organizują eventy żużlowe w krajach, gdzie żużel nie jest na razie popularny: na Łotwie, Rosji czy w Niemczech. Filozofia tej firmy nie opiera się na czystym biznesie, ale też na wypełnianiu pewnej misji, czyli promocji żużla jako dyscypliny. Szukamy nowych form i sposobów na to. Na przykład turniej par, który był przez trzy lata był realizowany, to efekt burzy mózgów, co zrobić, by coś nowego wnieść do żużla, coś zmienić. Chcemy być kojarzeni z branżą żużlową, więc szukamy różnych sposobów, by ją umacniać.

Fogo jest również sponsorem piłkarzy Lecha Poznań

– Także filmowych…
– No tak. Jesteśmy koproducentem filmu fabularnego o żużlu, który niebawem wejdzie do kin. Scenariusz jest świetny, mam nadzieję, że film też taki będzie. Mocno się zaangażowaliśmy w to przedsięwzięcie. To takie postawienie kropki nad i. I coś ponadczasowego, co pozostanie na zawsze.

– Żużel na świecie zamiera. I wydaje się, że jedyna nadzieja tej dyscypliny to polskie firmy, które są skłonne w niego inwestować.
– To prawda i dlatego nie podoba mi się, że ktoś inny odcina kupony od tej dyscypliny, podczas gdy to my, polskie firmy, dajemy na ten sport pieniądze i serce. To powinno się zmienić i chciałbym, żeby do tego doszło. Mam nadzieję, że jako One Sport uda nam się odegrać dużą rolę w zmianach, jakie sport żużlowy powinien przejść na świecie – zbudować większe zainteresowanie poza Polską, otworzyć się na nowe rynki. Jest szansa, że odegramy w tym procesie ważną rolę.