– Chcemy, by kibice na Stadionie Olimpijskim mogli oglądać nie tylko najciekawsze widowiska, ale także najbardziej ekscytujących zawodników. Nic tak nie rozpala wyobraźni kibica jak możliwość oglądania w akcji młodego, utalentowanego żużlowca, który może stać się jedną z największych gwiazd w swojej dyscyplinie sportu. Dan we Wrocławiu będzie miał idealne warunki do tego, by w pełni wykorzystać swój potencjał – wyznał Andrzej Rusko, prezes WTS Wrocław po tym jak żółto – czerwoni pozyskali młodego Anglika Daniel Bewleya.
Wicemistrz Wielkiej Brytanii przez ostatnie dwa sezony był zawodnikiem ROW Rybnik i idealnie pasował do rybnickiej układanki w przyszłym roku. Był idealnym kandydatem na pozycję rezerwowego pod numerem 8 lub 16. Ale Sparta Wrocław również potrzebowała takiego zawodnika. I stało się – Bewley przeszedł do Sparty i podpisał z nią dwuletni kontrakt. My jednak chcieliśmy trochę o kulisach transferu.
Swego czasu podobną drogę z Rybnika do Wrocławia przemierzył Max Fricke. Tak się składa, że jego i Bewleya mechanikiem i menadżerem jest Mark Courtrey (na zdjęciu z M.Fricke). Nie mamy dowodów, tylko podejrzewamy, że to właśnie Courtney stoi za transferem młodego Brytyjczyka do Sparty.
Mark już w czasie sezonu miał problem. Nie mógł być w Rybniku i Wrocławiu jednocześnie i doglądać interesów swoich podopiecznych. Od jakiegoś czasu mówiło się, że spróbuje połączyć interesy (dlatego wielu łączyło Fricke’a z Rybnikiem), że Australijczyk wróci do ROW. Snuto różne scenariusze.
Jak się okazało, Fricke nigdzie się nie wybierał. W tej sytuacji tyłek ruszył Bewley i coś nam się wydaje, że Sparta zrobiła dobry interes. W druga stronę, czyli z Wrocławia do Rybnika prawdopodobnie podąży (jako rekompensata?) Andrzej Lebiediew lub Vaclav Milik, a może jeden i drugi. Obaj i tak mieliby problemy z załapaniem się do podstawowego składu wrocławskiego zespołu.