Strona główna Archiwum Złote czasy, złota drużyna

Złote czasy, złota drużyna

-

Zdobycie po raz trzeci z rzędu Drużynowego Mistrzostwa Polski przez Fogo Unię Leszno uznane zostałoby za nie lada wyczyn, ale nie byłoby niczym nadzwyczajnym w historii klubu. Były czasy, gdy leszczyniacy zdobywali drużynowego mistrza kraju… sześć razy z rzędu.
Trzon drużyny stanowiły wtedy miejscowe chłopaki, a nagrodą w zawodach były kryształy, zegarki albo srebrne papierośnice. O tamtych czasach opowiedział nam Stanisław Przybylski z Leszna. Ma 92 lata, a na koncie trzy tytuły drużynowego mistrza, doskonałą pamięć i poczucie humoru.

Chyba tylko ja zostałem jeszcze z tej starej gwardii, taki ze mnie żużlowy dinozaur – mówi i snuje opowieść o tamtych czasach. Kilka lat po wojnie, gdy wciąż świeże były jeszcze wspomnienia okupacji, a kraj lizał powojenne rany, Leszno ogarnęło czarne szaleństwo. Chłopaki z miejscowego Leszczyńskiego Klubu Motorowego dostarczali leszczyniakom powodów do radości i dumy: zaczynali niepodzielnie rządzić w ogólnopolskich rozgrywkach żużlowych.

Unia Leszno 17 razy wygrywała rozgrywki o drużynowe mistrzostwo Polski. Sześć razy z rzędu sięgnęła po tytuł w latach 50., gdy o sile zespołu stanowili m. in.: Józef Olejniczak, Alfred Smoczyk, Marian Kuśnierek, Stanisław Glapiak, Henryk Woźniak, Andrzej Krzesiński. Leszczyński klub pierwszy złoty medal DMP zdobył w 1949 roku, czyli 70 lat temu.

W 1948 roku na poniemieckich maszynach zdobyliśmy w Pucku tytuł drużynowego wicemistrza Polski – opowiada Stanisław Przybylski.
Z tego roku jest jedno ze zdjęć z bogatej fotograficznej kolekcji pana Stanisława. Zrobiono je w Lesznie, na boisku Sokoła.

To Antek Osiecki, to Alfred Smoczyk, to Józiu Olejniczak, a to jestem ja – wymienia pan Stanisław. – 1948 rok rozpoczął prawdziwą złotą erę w historii leszczyńskiego żużla. W następnym roku LKM zdobył tytuł mistrza Polski.

Choć akurat on, Stanisław Przybylski, w tym sukcesie nie miał udziału, bo na jesieni czterdziestego ósmego dostał powołanie do wojska. I chociaż obiecano mu, że na każde zawody będzie otrzymywał przepustki, tylko na obietnicach się skończyło.

Omal nie zakończyło to mojej żużlowej kariery – wspomina. – W maju 1950 roku udało mi się wyjść do cywila. Kilka dni po wyjściu z wojska jechałem już na zawody do Rybnika. Jeździłem w Unii trzy sezony: 1950, 1951 i 1952, potem zostałem mechanikiem.

Trzon drużyny stanowili miejscowi: chłopaki z Leszna i okolicznych miejscowości. Najbardziej znanym z tego okresu zawodnikiem jest oczywiście Alfred Smoczyk. W Unii jeździł też jego brat Zdzisław. Smoczykowie pochodzili z Kościana. Alfred mocno przyłożył się do sukcesów LKM w 1948 i 1949 roku. Potem, podobnie jak Stanisław Przybylski, dostał powołanie do wojska, tyle że służbę odbywał w stołecznym klubie żużlowym – CWKS. Fred zginął tragicznie w wypadku motocyklowym w 1950 roku i potem stał się prawdziwą ikoną leszczyńskiego żużla. Wielu znawców żużla i kibiców jest jednak zgodnych, że najważniejszą postacią tamtej drużyny był Józef Olejniczak i to dzięki niemu leszczyński żużel wspiął się na wyżyny sportowe i organizacyjne.

Olejniczakowie mieli przed wojną w Lesznie wytwórnię swetrów – opowiada S. Przybylski. – Cala rodzina była zaangażowana w żużel, ojciec Józia Paweł Olejniczak pilnował na przykład równania torów.

Józef Olejniczak, mimo młodego wieku (rocznik 1919), a pewnie dzięki porządnemu wykształceniu na poziomie przedwojennego gimnazjum, został po wojnie dyrektorem hurtowni centrali produktów naftowych. Można sobie tylko wyobrażać, jak ważne to było wtedy stanowisko. Olejniczak oprócz talentów organizacyjnych miał niesamowity dryg do ścigania się na torze. Wielu do dzisiaj uważa go za najlepszego żużlowca Unii. Po zakończeniu kariery zawodniczej był wpływowym działaczem sportowym na szczeblu ogólnopolskim.

W tym czasie karierę rozpoczynał też Stanisław Glapiak. Poza jazdą w klubie pracował jako kierowca w Cukrowni we Wschowie, rodzice pochodzili z Jezierzyc Kościelnych.

Kolejnym zawodnikiem złotej drużyny był Marian Kuśnierek. Ze względu na czuprynę jasnych włosów koledzy nazywali go „Siwek”. Podbnie jak Alfred Smoczyk Kuśnierek także odbywał służbę wojskową w CWKS, potem wrócił do Leszna i walczył o medale dla LKM. Kuśnierkowie mieszkali przy ul. Królowej Jadwigi, a na ulicy Wolności w bramie koło sklepu elektrycznego Hejnowicza prowadzili wulkanizację.
Z kolei Zdzisław Smoczyk, brat Alfreda, na życie zarabiał pracując u rodziców w wytwórni wag.

Każdy musiał gdzieś pracować, bo z czegoś trzeba było żyć – mówi S. Przybylski. – Nie jeździliśmy dla pieniędzy, tylko dla satysfakcji. Zresztą pieniędzy na jeżdżeniu zarobić nie szło. Czasami były jakieś nagrody rzeczowe, ale szybko się je sprzedawało, żeby kupić klamoty do motocykla. Ja raz dostałem srebrną papierośnicę i jakiś zegarek, ale szybko je upłynniłem, bo musiałem tłok kupić czy coś innego. Za mistrzostwo kraju dostaliśmy dyplomy z brystolu. Bardzo się te dyplomy przydały potem w warsztacie. Brystol był deficytowy, a świetnie nadawał się na uszczelki do cylindrów. To się cięło te dyplomy na uszczelki.

Kazimierz Bentke, kolejne mocne ogniwo tamtej drużyny, pochodził ze Śmigla, ale pracował w Lesznie trochę u elektryka Krupki, trochę w warsztacie u Dobrowolskiego przy Wolności. Uciekł potem do Niemiec zachodnich i słuch po nim zaginął.

Stanisław Przybylski wspomina „Freda” Smoczyka, Olejniczaka i kolegów z drużyny, która w 1948 roku zdobyła wicemistrzostwo kraju i przez następnych sześć lat nie schodziła z żużlowego tronu.

Tamta drużyna miała też swoje tajemnice. Na przykład trudno już dziś ustalić, jak to się stało, że w złotej drużynie z Leszna jeździło już wtedy, na początku lat 50-tych, kilku zawodników z zewnątrz, takich, którzy najwyraźniej zostali przetransferowani w jakiś sposób do Leszna. Za wszystkim na pewno stał Józef Olejniczak, ale jak się to odbyło w szczegółach, nie wiadomo.

To byli: Mieczysław Cichocki z Gorzowa, Jan Malinowski z Grudziądza czy Andrzej Krzesiński z Ostrowa Wielkopolskiego i Marian Kwarciński z Inowrocławia

Oj, Kwarciński wyczyniał na torze, był taki trochę wariat z niego – mówi z uznaniem S. Przybylski.
Transfery w drugą stronę też się zdarzały. Wacław Andrzejewski „wyemigrował” do Górnika Rybnik i tam jeździł. Pracował jak motorniczy w tramwaju.

Złota drużyna miała też swoje trudne chwile. Kwarciński uczestniczył w wypadku, w którym zginął nasz leszczyński żużlowiec Stanisław Kowalski. To nie był wypadek na torze, ale na zwykłej drodze między Lesznem i Lipnem, na wysokości Lasku Napoleońskiego.

Obaj jechali motocyklami – opowiada S. Przybylski. – Kwarciński jechał do Leszna na trening, a Stasiu do dziewczyny do Lipna. Mgła była jak diabli, obaj jechali środkiem i się zderzyli koło lasku. Stasia wieźli nawet do szpitala do Poznania, ale nie przeżył.

Wypadkowi uległ też Henryk Woźniak – bardzo mocny zawodnik, prywatnie szwagier Stanisława Przybylskiego. To był wypadek na treningu.

Za długo jeździł, za dużo okrążeń bez przerwy i próg się zrobił przy wyjściu z wirażu – opowiada S. Przybylski. – Heniu wysypał się na prawą stronę i mocno się potrzaskał. Zdarta twarz, wstrząs mózgu. Pauzował osiem albo dziewięć miesięcy.

Ta historia miała swój ciąg dalszy. Unia miała szansę na medal i Heniu był jej po prostu potrzebny.
To ja w tajemnicy przed rodziną namówiłem go, żeby wznowił treningi – wspomina S. Przybylski. – O piątej rano jeździliśmy na tor na Wojska Polskiego. Tam terenu pilnowało wojsko, my przełaziliśmy przez dziurę w płocie i razem we dwójkę trenowaliśmy, aż nas wartownicy nie przegonili. Klub miał do rozegrania dwa mecze ligowe: w Częstochowie i we Wrocławiu i trzeba było je wygrać, żeby zdobyć drużynowego mistrza Polski. Udało się Henia postawić na nogi. W Częstochowie i we Wrocławiu wygrał swoje wszystkie biegi, ale panie, co ja miałem z teściami potem za kłopoty. Jakie oni mieli do mnie pretensje. Może i słusznie. Heniu w każdym razie już więcej nie wystartował.

Nestor leszczyńskiego żużla podczas wystawy przygotowanej z okazji jubileuszu 80-lecia Unii Leszno

Początek lat 50-tych to chyba najpiękniejsza karta w historii leszczyńskiego żużla, a na pewno najmocniejsza. Połowa naszej żużlowej reprezentacji Polski na mecze ze Szwecją to byli leszczyniacy: Stanisław Glapiak, Marian Kuśnierek, Józef Olejniczak.

Niekwestionowanym wodzem leszczyńskiego żużla był Józiu Olejniczak – Stanisław Przybylski nie ma cienia wątpliwości. – W leszczyńskiej Alei Gwiazd Żużla należy mu się najważniejsze miejsce.
Arkadiusz Jakubowski

Reklama

Must Read

Prezes nie wytrzymał i publicznie uderza w Piotra Pawlickiego

Zagotowało się w klubie i jako pierwszy nie wytrzymał prezes Roger Uppgård. Szef Masarny Avesta publicznie uderza w Piotra Pawlickiego. Krytykuje niewłaściwe zachowania polskiego...