Strona główna Reportaż W Toruniu rozwód

W Toruniu rozwód

-

To jest koniec Chrisa Holdera w Toruniu. Lider, idol, gwiazda jest już spakowany. Rozstaje się nie tylko z „Aniołami”, ale również z bratem, który zostaje w grodzie Kopernika. W klubie mówią o rozstaniu: „koniec pewnej epoki”. Jack przedłużył kontrakt z Apatorem na sezon 2022, natomiast Chris po 14 latach żegna się z kibicami.

Chris w 2007 roku przyleciał do Europy. Błysnął nietuzinkowymi umiejętnościami. Rok później był już zawodnikiem toruńskiej drużyny, której pomógł wywalczyć mistrzostwo Polski. Wygrywał wszystko i wszędzie. Z Poole Pirates świętował mistrzostwo Anglii, z Lejonen Gislaved wygrał ligowe rozgrywki w Szwecji. W jednym sezonie zdobył trzy złote medale w trzech ligach. Mało tego, wygrał również indywidualne mistrzostwa Australii juniorów i został wicemistrzem świata juniorów.

Mówili o nim cudowne dziecko, żużlowy brylant, przyszły mistrz. Jak się okazało, eksperci mieli rację. Holder w 2012 roku został indywidualnym mistrzem świata. Gdy awansował do światowej elity, czyli do cyklu turniejów Speedway Grand Prix, był obok Emila Sajfutdinowa najmłodszym uczestnikiem rywalizacji. W Toruniu szybko skradł serca kibiców. Przez lata wypracował sobie w grodzie Kopernika status gwiazdy.

Reklama

Holder spędził w Toruniu 14 lat i dał kibicom bardzo dużo. Oprócz udanych występów na stadionie przy Broniewskiego, czy później na Motoarenie, miewał też słabsze dni. Miał zawsze wybaczane, broniły go wyniki. Te słabsze dni, to również życie poza torem. Chris potrafił się zabawić, o czym w Toruniu wiedzieli nie tylko kibice, ale również władze klubu, a nawet włodarze miasta.

Rozrywkowy duet

Gdy do Torunia trafił rodak Holdera i wielka nadzieja żużla na Antypodach – Darcy Ward, zrobiło się wesoło. Chris i Darcy tworzyli duet nie tylko na torze, ale również poza nim. Jeździli świetnie, bawili się speedwayem. Bawili się także w dni powszednie, gdy meczów nie było. Ochoczo zaglądali do dyskotek i nocnych klubów.

Czytaj więcej  Falubaz chce postawić drugą nogę

Po zdobyciu awansu do finału play off w 2012, Holder i Ward zorganizowali sobie nocny trening. Po zakrapianej imprezie postanowili w nocy, że odpala motory i potrenują. Wyczyny Australijczyków zarejestrował stadionowy monitoring. Następnego dnia wezwani na dywanik żużlowcy otrzymali od prezesa klubu nagrania i ostrzeżenia. Rozeszło się po kościach. Toruń ich kochał, mieli wybaczone.

(fot. Magazyn Żużel /Mariusz Cwojda) Kończy się toruńska przygoda Chrisa Holdera. To rozwód

Były też inne wybryki z udziałem Warda i Holdera. Australijczycy doprowadzili do furii zielonogórskich kibiców, gdy przed meczem – przed kamerami – zdeptali szalik Falubazu. Zszokowali także, gdy którejś nocy po dobrej zabawie w klubie „Stary Anioł”, nie mieli hamulców i szacunku do wielkich polskich postaci. W nocy wracając z imprezy wysikali się pod pomnikiem Mikołaja Kopernika. Co prawda, monitoring zarejestrował tylko Troya Batchelora. Dwóch pozostałych zniknęło z nagrania. Przypadek?

Za każdym razem Holdera broniły wyniki i miłość kibiców, chociaż jego wizerunek z czasem zaczął zmieniać barwy – z wyrazistych na szare i stonowane. Chris obniżył loty, zaczął słabiej punktować i tak z upływem czasu zaczął rozmieniać swoją karierę na drobne. Do tego dochodziły różne sytuacje – nieporozumienia z władzami klubu, albo tarcia wewnątrz drużyny. Był czas, gdy Holder miał kłopot z uzyskanie paszportu. Nie mógł przylecieć do Polski.

Wypadek, który zaciągnął hamulec

Pojawiły się opinie, że karierę Chrisa wyhamował wypadek w Anglii. Australijczyk wylądował w szpitalu ze złamanym biodrem, kością ramienia oraz śródstopia. Gdy wrócił do żużla już nie był tak przebojowy i waleczny. Od 3-4 lat jego wyniki pozostawiają do życzenia. Ale w Toruniu wierzyli w niego, mógł liczyć na kredyt zaufania. Nawet gdy musieli wybierać: Chris Holder czy Jason Doyle? Postawili na Chrisa.

„Chris Holder zaliczył wejście smoka, gdy w 2008 roku trafił do Torunia. Anioły zdobyły mistrzostwo Polski. Australijczyk w finałowym dwumeczu z Unią Leszno zdobył w sumie 25 punktów”

W końcu właściciele powiedzieli: pas! Holder już wie, że jego przygoda z toruńskim klubem dobiegła końca. Trwała 14 lat i nie będzie kontynuacji.

Czytaj więcej  "Kowale" mają duży apetyt

– Ja bardzo szanuję Chrisa Holdera. On był z nami w pierwszej lidze. Nie zostawił nas, bardzo nam pomógł. Chris w ekstralidze, to inny temat. Co się stało, co miało wpływ na jego wynik? Mamy swoje teorie, ale to sa tylko teoretyczne rozważania i w moim przypadku spostrzeżenia z pozycji trybun – mówi pani prezes eWinner Apatora Toruń, Ilona Termińska w wywiadzie wideo dla „Magazynu Żużel”.

Reklama

Pani prezes przyznała, że wybierając pomiędzy Holderem i Doyle’m zwyciężył sentyment do tego pierwszego. Trener Tomasz Bajerski również wierzył w umiejętności i doświadczenie Chrisa. Ten jednak nie błyszczał. Sezon skończył ze średnia biegową 1,59 pkt i nie ma go w pierwszej trzydziestce zawodników PGE Ekstraligi.

Zawiódł sprzęt, psychika, czy może jeszcze inne wartości?

– Ciężko jest określić na sto procent, co było przyczyną słabszej dyspozycji Holdera. Na pewno nie był t sprzęt. Silniki przygotowywał mu tuner Ryszard Kowalski, o co i ja zabiegałem, żeby Chris z nim współpracować. Później zmienił tunera. To nic mu nie dało. Ja jednak przyczyny słabszej formy szukałbym w zawodniku, a nie w sprzęcie – twierdzi trener Bajerski, który był naszym gościem na kanale YouTube „Magazyn Żużel.

Chris żegna się z Toruniem. W Apatorze zostaje jego młodszy brat Jack.

 

Reklama

Must Read

“To pozytywne zaskoczenie, bo mówiło się o dużo słabszych zawodnikach”

Rozmowa ze Stanisławem Burzą – wychowankiem i byłym zawodnikiem Unii TarnówJeszcze Unia nie zginęła. Choć jaskółki pofrunęły naprawdę nisko. Wygrzebie się Tarnów z tej...