Klamka zapadła. Grzegorz Walasek powiedział ,,pass”. Wielokrotny reprezentant Polski postanowił zakończyć bogatą w sukcesy karierę żużlowca. Teraz skupi się na prowadzeniu Falubazu Zielona Góra. Przed nim jednak jeszcze turniej pożegnalny.
[ZT]39194[/ZT]
Jeszcze w poprzednim sezonie Walasek ścigał się na zapleczu PGE Ekstraligi. Z jego usług w trakcie sezonu skorzystał, mający problemy kadrowe, zespół z Ostrowa Wielkopolskiego. Doświadczony zawodnik ,,wszedł z buta” i na dzień dobry wykręcił 13 punktów. Wtedy, jak sam mówił, sam się zaskoczył i był w lekkim szoku. Walasek był języczkiem u wagi, jeśli chodzi o spokojny ligowy byt klubu z Wielkopolski. Były wielokrotny reprezentant Polski był jeszcze gotów się ścigać, ale gdy otrzymał ofertę poprowadzenia jako trener Falubazu Zielona Góra musiał wszystko na nowo przemyśleć. Trudno byłoby mu bowiem prowadzić drużynę i dodatkowo zdobywać punkty dla innego zespołu. Tego raczej nie dałoby się pogodzić. Wiemy już, że sportowiec oficjalnie postanowił zakończyć swoją karierę. Wyjedzie jednak jeszcze raz na tor, a do turnieju pożegnalnego dojdzie 5 kwietnia, oczywiście przy W69 w Winnym Grodzie.
-To będzie dla mnie bardzo ważny dzień. Chcę, żeby ten dzień był świętem kibiców, bo to dla nich jeździłem przez te wszystkie lata. Stawka będzie mocna, a ja obiecuję, że po raz ostatni dam z siebie wszystko – zapowiedział Walasek.
Walasek to bardzo barwna postać polskiego speedwaya. Nigdy nie gryzł się w język. Nie bał się choćby w mocnych słowach skrytykować jazdy Nickiego Pedersena. Miał też zatargi z sędziami, także z tym, który... poprowadzi jego pożegnalny turniej. Tym arbitrem będzie Piotr Lis.
-Wykonałem telefon i oficjalnie ogłaszam. Sędzią turnieju nie mógł być nikt inny jak Piotr Lis. Jak kończyć karierę, to z pełnym pakietem emocji i wspomnień – dodał Walasek.
Historia związana ze wspomnianymi panami sięga roku 2004, kiedy doszło do spotkania pomiędzy Włókniarzem, a Apatorem. Wówczas doszło do ostrej wymiany zdań pomiędzy zainteresowanymi.
-Wszedłem do wieżyczki i porozmawialiśmy. Ściągnąłem chyba wtedy laczka i uderzyłem w pulpit, bo pamiętam, że te wszystkie światełka wyleciały w powietrze. To była grubsza sprawa i dobrze, że nie było kamer – wyznaje dzisiaj ze śmiechem trener Falubazu.
Pomiędzy Walaskiem, a Lisem iskrzyło też rok później, kiedy podczas spotkania Unii Tarnów z Włókniarzem doszło do wykluczenia zawodnika.
,,Wjadę na ten, ten i już się skończy troszeczkę inaczej” - brzmiały słowa uchwycone wówczas przez telewizyjne kamery. Po tej sytuacji Walasek zresztą został wykluczony do końca zawodów.
Anegdot z Walaskiem pewnie znalazłoby się znacznie więcej. Taki miał i ma po prostu charakter. Na pewno przez te lata ścigania się na żużlu nie był osobą anonimową. Bez wątpienia dodawał kolorytu rozgrywkom, nie tylko o ligowe punkty.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu magazynzuzel.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz