Zamknij

Australijscy Polonusi, kibice żużla: "Na taki speedway czekaliśmy od dawna"

13.22, 08.01.2023 Robert Duda Aktualizacja: 22.04, 09.01.2023
Skomentuj fot. Magazyn Żużel /Mariusz Cwojda
REKLAMA

Marek wyemigrował z Polski 20 lat temu. Dwa lata później sprowadził do Australii młodszego brata. Razem z Mirkiem na Antypodach założyli rodziny, pracują w branży spożywczej i jak tylko mają okazję, kibicują żużlowcom.

[ZT]98[/ZT]

Bracia Wielowiejscy mieszkają na przedmieściach Brisbane. Tam prowadzą własny biznes.

- Pochodzimy spod Torunia i zawsze marzyłem, żeby zamieszkać w kraju, który będzie inny - kulturowo, klimatycznie, społecznie. Początkowo myślałem o Stanach Zjednoczonych, ale koszty okazały się za wysokie. Przypadek sprawił, że trafiłem do Australii - zaczyna naszą rozmowę Marek Wielowiejski.

Mirek jest dwa lata młodszy od Marka.

- Byłem młodziutki, gdy dołączyłem do brata, więc tęskniłem za domem, za Polską. Na pierwszą wizytę w ojczyźnie czekałem aż pięć lat - dodaje młodszy z braci. - Przyleciałem na tydzień i byłem bardzo szczęśliwy, że mogłem obejrzeć na żywo zawody żużlowe. Speedwaya w Australii bardzo nam brakuje. Pamiętam czasy, gdy chodziłem do szkoły w Toruniu i zaglądałem na stadion nawet na treningi, gdy Apator przygotowywał się do zawodów.

[ZT]283[/ZT]

Bracia Wielowiejscy tej zimy na bieżąco przekazują nam informacje z żużlowych torów na Antypodach.

- Panowie, co tam nowego w australijskim żużlu?

Marek: - Mamy mistrzostwa i nimi żyjemy. Czekaliśmy na takie ściganie od dawna. Takie, czyli na dobrym poziomie. jesteśmy na półmetku rywalizacji, emocji nie brakuje. W dwóch turniejach, które za nami, mieliśmy wszystko, czyli walkę na łokcie, zacięte pojedynki, wypadki, defekty, wykluczenia. Wszystko czego dostarcza speedway. Dawnego tak dobrego żużla w Australii nie było.

[ZT]29752[/ZT]

Mirosław: - Po pierwszym turnieju dla uatrakcyjnienia kibicowania założyliśmy się, kto wygra mistrzostwa. Ja postawiłem na Jasona, Marek na Fricke'a. Tak naprawdę, nie ma znaczenia, który wygra. Nastawiamy się na oglądanie i emocje.

Ciąg dalszy tekstu pod materiałem video:

- Jak wygląda żużel w Australii?

Mirosław: - On nie wygląda wcale. Jeśli chcesz go porównać z polskim żużlem, to ten australijski wypada bardzo blado. Po pierwsze, dobrych żużlowców możemy zobaczyć w Australii dopiero gdy w Europie jest zima. Zawodnicy wracają do ojczyzny odpocząć, nie nastawiają się na ściganie. Myślą o wakacjach, o spotkaniu z rodziną i spędzeniu czasu z bliskimi. Kibic w Australii musi cieszyć się tym, co dostaje. Są to tylko turnieje towarzyskie, jakiś piknik z udziałem żużlowców, no i teraz mistrzostwa kraju.

Marek: - Tak się złożyło, że w tym roku mamy komfort, tzn. silną obsadę mistrzostw. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz była tak mocna lista startowa. Chyba za czasów, gdy jeździli Jason Crump, Witshire, Lyons.

Mirosław: - My już przyzwyczailiśmy się, że takie są żużlowe realia w tym kraju. Gdyby jednak kibic z Polski przyleciał do Australii na zawody, to mógłby się rozczarować. Tu nie ma pięknych stadionów. Tutaj są tylko tory. Zaplecze i inne tematy wymagają poprawy. Ale nie ma pieniędzy na inwestowanie w obiekty. Może gdyby była u nas liga, regularne mecze, to może wyglądałoby to inaczej. Na to jednak nie ma szans.

Dołącz do nas na Facebooku!Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i fotorelacje. Jesteśmy tam, gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Marek: - Szukając plusów, to znajdziesz je w atmosferze widowiska. Zawody to piknik, trwający kilka godzin. To nie tylko ściganie Doyle'a z Frickiem, ale także różnego rodzaju pokazy. Prezentują swoje umiejętności młodzi zawodnicy, albo oglądamy różnego rodzaju wynalazki motoryzacyjne. W dniu zawodów króluje motorsport w różnej postaci. Każdy znajdzie coś dla siebie. Kibice mają większy dostęp do zawodników, niż na przykład w Polsce. na zawody przychodzą kibice, całe rodziny, którzy kochają ten sport, szukają tylko dobrych rzeczy. Nieraz rodziny umawiają się na spotkanie, które sobie organizują na stadionie - w czasie zawodów. Rozmawiają sobie, popijają, podjadają i kibicują. W Polsce zawody wyglądają inaczej, bardziej jak Liga Mistrzów. Wszystko pod linijkę, z programem minutowym, bo telewizja, bo regulamin, bo coś tam jeszcze. Bywam na Motoarenie i to jest zupełnie inny świat, niż na australijskich obiektach. Przykład pierwszy z brzegu, to ograniczony dostęp do parku maszyn po zawodach, zawodnicy są odizolowani od kibiców, czego w Australii chyba nikt sobie nie wyobraża. Tutaj po zawodach trzeba pójść pogratulować zwycięzcy, porozmawiać z ulubionym zawodnikiem, zrobić sobie z nim zdjęcie, itd.

- Jak tak opowiadacie, to mam wrażenie, że żużel na Antypodach lekko trąci rekreacją.

Marek: - Nie, na torze walka często toczy się "ząb za ząb", nie ma odpuszczania. Tak to wygląda, jakby żużlowcy w każdym biegu zarabiali wielkie pieniądze i nie mogą ich stracić, nie mogą przegrać. Zupełnie inaczej wygląda infrastruktura. Ona pozostawia wiele do życzenia. Australijczycy nie mają z tym problemu. Nie byli na polskich stadionach żużlowych, wiec nie maja porównania. Myślą, że tak powinien wyglądać motorsport. Bądźmy realistami oceniając infrastrukturę żużlową. Ona nie może przetrwać w idealnym stanie, gdy w roku obiekt jest budzony do życia 4-5 razy. Młodzi uczą się jeździć, korzystają z toru, ale wtedy nikt nie przychodzi ich oglądać. Takie typowe treningi, nieregularne.

[ZT]2961[/ZT]

- Żużlowcy zarabiają pieniądze w Australii?

Mirosław: - Zarabiają w Polsce, Szwecji, Wielkiej Brytanii. Tutaj nie słyszałem, ścigają się dla kibiców.

- W Europie również ścigają się dla kibiców.

Marek: - Sam wiesz, jak to wygląda. Owszem, ścigają się dla kibiców, ale... Żużlowcy startujący w polskiej lidze są dzisiaj finansowymi krezusami. Nie oszukujmy się! W naszej ojczyźnie płacą żużlowcom najlepiej. Dlatego nawet nastolatkowie chcą wyjechać.

- Słyszeliście o transferowej volcie, jaką tej zimy zaordynował Unii Leszno Jason Doyle?

Marek: - Znamy temat. Co mogę powiedzieć; kasa! Zresztą nie tylko "Doyley" dał się skusić. To samo zrobił przecież Krzysiu Kasprzak.

[ZT]13281[/ZT]

- Skąd w Australii biorą się żużlowe talenty?

Mirosław: - Australia to jest bardzo duży kraj. Żużel nie jest tak popularny jak w Polsce, ale są ośrodki które maja żużlowe tradycje. I stamtąd wywodzą się chłopacy, którzy pragną zrobić karierę.

Marek: - Mentalność tych chłopców jest sfokusowana na motorsport. Oni mają kontakt z motorem codziennie, oglądają w akcji mistrzów, jak wygrywają i wiedzą, że Holder, Doyle, Friicke, Tungate zaczynali tak samo jak oni zaczynają. Chcesz być kimś, to na przykładzie Jasona Crumpa, Leigha Adamsa, Ryana Sullivana, to możliwe. Chcą być jak oni. Młodzi adepci wiedza, żeby wyjechać do Europy i dostać tam szansę, to jest ich życiowe marzenie. Niektórym się udaje wyjechać. Ale to nie wszystko, bo przecież nie wszystkim się powiodło.

Mirosław: - Nastawienie, tzw. mental i pracowitość decydują, że zostają żużlowcami. Dobrymi żużlowcami.

- Żużel jest drogim sportem

Marek: - Dlatego na początku pomagają rodzice. Różnie bywa. Chłopcy pracują, żeby mieć na żużel. Wiedzą, że im szybciej wyjadą, tym większe szanse mają na zrealizowanie marzeń.

Jutro druga część rozmowy z Markiem i Mirkiem, polskimi kibicami w Australii.

 

(Robert Duda)
 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%