Strona główna Archiwum Banita u bram raju

Banita u bram raju

-

Reklama

Grigorij Łaguta w pierwszym meczu ligowym po odbytej dyskwalifikacji zdobył 15 pkt. w sześciu startach i poprowadził Speed Car Motor Lublin do zwycięstwa w konfrontacji z Get Well Toruń.

Prawie dwa lata dyskwalifikacji i wielka niewiadoma – poradzi sobie w ekstralidze, odbuduje się czy sobie nie poradzi i to będzie jego koniec?
Grigorij Łaguta: – Nawet przez moment nie zwątpiłem w siebie i swoje motocyklowe predyspozycje. Cierpliwie czekałem, aż skończy się karencja. Owszem, brakowało mi sportowej rywalizacji i bycia w centrum sportowych wydarzeń. Nie ukrywam, że atmosfera stadionu bardzo mnie nakręca, dodaje skrzydeł i otuchy.

Musiał Pan czuć się wyjątkowo, gdy w pierwszym meczu po długiej przerwie kibice w Lublinie na stojąco wiwatowali, dziękując za zdobyte punkty i zwycięstwo?
– Czułem się jakbym stanął u bram raju. Wróciłem! Znów oddycham pełną piersią. Trenowałem w Lublinie i zawsze dobrze mi się tu jeździło. Miałem w miarę odpowiednio dopasowane motocykle. Czułem, że będzie dobrze, chociaż mecz był trudny. Wiadomo, o co walczymy i w jakie sytuacji znajduje się nasz przeciwnik. Toruń szuka zwycięstwa.

Okazał się Pan bohaterem zimowego okienka transferowego w PGE Ekstralidze, chociaż kontraktu nie podpisał.
– Kto zna szczegóły, ten wie, jak było. Niechętnie wracam do tej sprawy. Już wystarczy szumu na mój temat.

Problem w tym, że niewielu zna szczegóły. Po karencji miał Pan kontynuować karierę w drużynie ROW Rybnik, który spadł z PGE Ekstraligi w dużej mierze przez Pana wpadkę dopingową.
– Znają szczegóły. Jest mi przykro z powodu dyskwalifikacji. Nieświadomie popełniłem błąd. Owszem, czułem się współwinny i chciałem naprawić błędy. Zdziwiłem się.

 

Grisza Łaguta skradł serca kibiców nie tylko w swojej ojczyźnie, ale również w Polsce. Do tego stopnia go polubili, ze nawet śpiewają o nim piosenki

Coś poszło nie tak?
– Jeśli ktoś myśli, że za półdarmo można osiągnąć dobry wynik, to jest w błędzie. Z niepowodzenia będzie tłumaczył się zawodnik. Nie chcę, żeby kibice na mnie gwizdali i obciążali winą za porażki. Zostawmy ten temat.

Jak radziłeś sobie bez żużla i rywalizacji podczas odbywania karencji?
– Nie jest łatwo, gdy coś kochasz, żyjesz czarnym sportem siedem dni w tygodniu i nagle koniec – wypadasz z gry i cię nie ma. Jesteś niepotrzebny.

Patryk Dudek przeżył podobną sytuację i jak się okazało, wrócił silniejszy. Został liderem Falubazu Zielona Góra i co najważniejsze, stanął na podium indywidualnych mistrzostw świata.
– Ja też wracam silniejszy (śmiech). Jestem dobrze przygotowany, dysponuję dobrym sprzętem i mam nadzieję, że poradzę sobie.

W Lublinie presja wyniku może być dwa razy większa niż w pierwszoligowym Rybniku?
– Wszędzie jest presja w Lublinie, w Rybniku, w Lesznie. Prezesi chcą zwycięstw, żeby mieć na stadionie jak najwięcej kibiców, sponsorów i pieniędzy.
Rozmawiali: Jakub Gralik i Robert Duda

Poprzedni artykułTo już dzisiaj [FILM]
Następny artykułFaworyci z tarczą

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Musisz przeczytać

Gorzów oddycha z ulgą. Stal pokonała Motor. Zmarzlik na osiemnastkę!

- Dopiero drugi mecz jechaliśmy u siebie, pierwszy w normalnych okolicznościach i cieszy zwycięstwo - mówił po zwycięskim meczu Moje Bermudy Stali Gorzów Bartosz...