Strona główna Reportaż "Jankes", "Tomek" i "Żaba", czyli trzej przyjaciele... spoza toru

“Jankes”, “Tomek” i “Żaba”, czyli trzej przyjaciele… spoza toru

-

Reklama

Andrzej Huszcza, Roman Jankowski i Wojciech Żabiałowicz są rówieśnikami. Byli gwiazdami polskiej ligi w latach 80. i 90. Kiedyś ze sobą rywalizowali, aż iskry sypały się po torze. Poza stadionem byli kumplami. Do dzisiaj pozostali przyjaciółmi i mile wspominają nie tylko lata kariery, ale również walkę na łokcie i najbardziej stresujące sytuacje.

– Nikt nikomu nie odpuścił. To była zasada numer jeden – uśmiecha się Andrzej Huszcza, wspominając stare czasy.

“Tomek” kochany za waleczność

“Tomek” wiedział, że biegi przeciwko “Jankesowi” czy “Żabie”, to było wielkie wyzwanie. Jankowski miał świetne starty i technikę jazdy, której zazdrościli mu nawet topowi żużlowcy z zachodu. Z kolei, Żabiałowicz jak mało kto, potrafił wybierać najkorzystniejsze ścieżki do jazdy, zawsze był piekielnie szybki i dobry technicznie. “Żaba” jest wyższy prawie o głowę od “Tomka” i Jankowskiego. Wydawało się, że wzrost mu nie pomaga na motocyklu, ale on świetnie potrafił wykorzystać swoje warunki fizyczne.

Cała trójka czyli Jankowski, Huszcza, Żabiałowicz (fot. MagazynŻużel/Mariusz Cwojda)

Huszczę kibice kochali za waleczność i widowiskową jazdę. Obie cechy miały odpowiednie przełożenie na jego skuteczność na torze.

– Twardy przeciwnik, świetny zawodnik i przede wszystkim, dobry kumpel – mówi Roman Jankowski o Huszczy i Żabiałowiczu.

“Żaba” czyli król Torunia

Żaden z trójki kolegów nie odważy się wskazać najlepszego. Dyplomatycznie mówią, że “byli zawodnikami na zbliżonym poziomie”. Stoczyli ze sobą tyle pojedynków, że mogą wspominać tylko te, które zapadły im w pamięć na lata. Żabiałowicz znajdował się pod dużą presją, gdy w 1987 roku Toruń pierwszy raz w historii był gospodarzem finału indywidualnych mistrzostw Polski. “Żaba” będąc wychowankiem i reprezentantem toruńskiego klubu czuł dużą presję przed turniejem. Wiedział, że musi wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, żeby udowodnić wyższość nad rywalami. Na liście startowej oprócz reprezentanta Apatora znajdowali się: Jankowski, Huszcza i cała plejada najlepszych w kraju – Ryszard Dołomisiewicz, Zenon Kasprzak, Piotr Świst, Wojciech Załuski, Jan Krzystyniak, Grzegorz Dzikowski, Bogusław Nowak.

Żeby było trudniej (i ciekawiej), mistrza Polski wyłoniono w dwudniowej rywalizacji. Dwa turnieje i czterdzieści biegów – to była uczta dla kibiców i wyzwanie dla zawodników.

“Żaba” jak przystało na króla Torunia potwierdził klasę – został mistrzem. W 10 startach w ciągu dwóch dni doznał tylko jednej porażki (z Z. Kasprzakiem) i z dorobkiem 29 pkt nie zawiódł swoich fanów. “Jankes” tego dnia stanął na trzecim stopniu podium.

Mistrz “Jankes”

– Roman dwa razu u siebie zwyciężył w finałach IMP-u. Kiedyś przecież leszczyniaki ograły całe podium – przypomina Andrzej Huszcza. Było to w 1988 roku. Jankowski przed własna publicznością zajął pierwsze miejsce. Na dwóch pozostałych miejscach na podium stanęli jego klubowi koledzy z Unii, Jan Krzystyniak i Zenon Kasprzak. Był to pierwszy taki przypadek, żeby komplet medali IMP zgarnęli zawodnicy z jednego klubu. Dokonanie zawodników Unii skopiowali w 2005 roku reprezentanci tarnowskich “Jaskółek”. Wówczas medalami podzielili się Janusz Kołodziej, Tomasz Gollob i Jacek Gollob.

Pamiętny finał Indywidualnych Mistrzostw Polski 1988 w Lesznie, gdzie komplet medali zdobyli zawodnicy miejscowej Unii – (od lewej) Jan Krzystyniak, Roman Jankowski, Zenon Kasprzak (fot. Magazyn Żużel/Mariusz Cwojda)

Szacunek kibiców

– Żabiałowicz z tej trójki jako pierwszy zakończył karierę. Mógł jeszcze pojeździć. Huszcza i Jankes startowali ponad ćwierć wieku, z tym że Huszcza z tego trio okazał się rekordzistą – 33 sezonów na torze. Nie ma znaczenia, że u schyłku kariery, praktycznie za metą chcieli jeszcze wydłużyć sobie przygodę i “Tomek” na dwa sezony trafił do PSŻ Poznań, natomiast Jankowski startował w barwach WKM Warszawa. Szacunek za dokonania. W latach 80 i 90 wykonali kawał dobre roboty dla polskiego żużla – uważa Janek Krawiec, kibic z Pomorza, który w latach 80/90 zasłynął tym, że przez 14 sezonów nie opuścił ani jednego ligowego meczu Apatora i zawodów żużlowych rozgrywanych w grodzie Kopernika.

Huszczę kochała cała Zielona Góra. Do dzisiaj jest szanowany w środowisku. W grodzie Bachusa doczekał się pomnika – Huszcza na motocyklu. “Jankes” w Lesznie takiego pomnika nie ma, ale ma szacunek kibiców i jako trener młodzieży spełnia się w pracy na rzecz macierzystego klubu. Żabiałowicz odsunął się od żużla, ale z czarnym sportem nie zerwał. Prowadzi własny biznes i w wolnych chwilach zagląda na stadion. Tak zwana stara gwardia żużlowców, raz w roku organizuje sobie spotkanie. Przy wspólnym stole wspominają stare czasy, kolegów, mecze i turnieje, zdarzenia zabawne i niecodzienne…

 

 

Musisz przeczytać

Tomasz Gollob: do Bydgoszczy wracają duże imprezy

Tomasz Gollob pojawił się na konferencji prasowej zorganizowanej z okazji mistrzostw Europy SEC. Odbędą się one 8 lipca w grodzie nad Brdą. Gollob to...