Strona główna Archiwum Musi być jeden generał

Musi być jeden generał

-

Reklama

Rozmowa z Józefem Dworakowskim, byłym prezesem Unii Leszno, działaczem żużlowym, współwłaścicielem leszczyńskiego klubu. 

– Pamiętam konferencję prasową, gdy po objęciu funkcji prezesa Unii Leszno, rozrysował Pan na tablicy plan działania na najbliższe lata i wyznaczył główne cele. Był Pan dokładny, nakreślając terminy spłaty zadłużenia klubu i pierwsze medale. Wszystko się udało?
– Mija 15 lat od czasu, gdy zostałem prezesem klubu. Cieszą mnie wyniki sportowe i kolejne tytuły mistrzowskie, ale przede wszystkim cieszy kondycja organizacyjno – finansowa klubu. Unia Leszno to jest marka w Polsce i na świecie. Pracujemy, żeby osiągnąć dobry wynik sportowy, ale jednocześnie dbamy o dobre imię naszego klubu. Nikt w Polsce nie powie złego słowa na Unię. Jesteśmy dobrze zorganizowanym klubem.

– Co Pan uważa za swój największy sukces i największą porażkę przez te wszystkie lata sprawowania władzy w klubie?
– Sukcesów było sporo. Wspólnymi siłami zorganizowaliśmy kilka naprawdę fajnych imprez z turniejami Grand Prix i Drużynowym Pucharem Świata na czele. Wiele radości sprawił mi tytuł mistrza Polski wywalczony w 2010 roku. Teraz mamy szansę trzeci raz z rzędu zostać mistrzem Polski. Kolejne sukcesy dają pozytywnego kopa do działania. Są potwierdzeniem, że nasza praca i zaangażowanie zawodników i sztabu szkoleniowego zmierzają w dobrym kierunku. Przynoszą owoce i kibice mogą być dumni z wyników zespołu.

– Swego czasu zaskoczeniem była Pana decyzja o rezygnacji z funkcji prezesa klubu. Zrobił Pan krok do tyłu. Dlaczego?
– Czas, aby władzę w klubie przejęli inni i to był dobry kierunek. Klub potrzebował świeżej krwi i nowych pomysłów. Jestem z Unią i nic złego się jej nie stanie. Pełnię funkcję prezesa Stowarzyszenia Unia Leszno. Dbam w dużej mierze o zaplecze młodzieżowe. Zależy mi, żeby w Unii szkolić jak najwięcej młodzieży. Żeby nasi wychowankowie byli dobrymi żużlowcami. Niedawno trzech kolejnych adeptów szkółki zdobyło żużlowe uprawnienia. Mnie to bardzo cieszy. To jest niezwykle budujące, patrząc w przyszłość sportu żużlowego w naszym mieście.

13 lipca 2003 r. Prezes J. Dworakowski z leszczyńską drużyną przed meczem z ZKŻ Quick-Mix Zielona Góra

– Drużyna w tym sezonie spisuje się rewelacyjnie. Jako jedyny zespół w ekstralidze nie doznał porażki. Mam wrażenie, że wynik wyprzedził oczekiwania.
– Nie jesteśmy zaskoczeni dobrą jazdą zespołu. Od trzech lat zapewniamy drużynie stabilizację kadrową i do tego bardzo dobrze spisują się nasi juniorzy. Możemy policzyć ich punkty. Dorzucają ich sporo. Jeśli nawet zawali mecz któryś z zawodników tak zwanej drugiej linii, to nic złego się nie dzieje. Posiadamy równy zespół i młodzieżowcy stoją na równi w szeregu ze swoimi starszymi kolegami z zespołu.

– Z tego, co Pan mówi, wynika, że sternicy klubu tylko czekają na finał.
– Aż tak dobrze nie jest, gdyż każdy dzień przynosi coś nowego. Cały czas praca, praca i jeszcze raz praca. Zawodnicy i trenerzy mają nad czym myśleć, żeby nie obniżyć lotów i nie dać się zaskoczyć. Każdy chce z nami wygrać. My nie jesteśmy doskonali, bo przecież na więcej stać Jarka Hampela. Widać, że przerwa spowodowana kontuzją wybiła go z rytmu. Chłopak potrzebuje czasu, by wskoczyć na wysoki poziom. Nie jest w tej dyspozycji, której od niego oczekujemy. Podobnie wygląda sytuacja z Bradym Kurtzem. Jego stać na lepszą jazdę. Gdyby nie kontuzja.

Józef Dworakowski we wrześniu 2004 w towarzystwie wiceprezesa Unii Leszka Jankowskiego podpisuje kontrakt z Leighem Adamsem. Umowę parafowano w przerwie meczu z RKM Rybnik.

W cieniu drużyny stoi trener Piotr Baron i trudno o nim nie wspomnieć. Dwa lata pracy w Lesznie zaowocowały dwoma złotymi medalami DMP. Jak on to robi?
– Piotr Baron potrafi znaleźć wspólny język z zawodnikami i to jest bardzo cenne. Jest niewiele starszy od niektórych naszych reprezentantów. Ze starszymi żużlowcami Unii miał okazję startować. Dobrze się ze sobą rozumieją. Poza tym potrafi podpowiedzieć i doradzić. Stoi z boku, ale cały czas jest czujny. Mówi: zrób to czy tamto i zawodnik łapie oddech i zaczyna lepiej jechać. Jego transfer do Leszna okazał się bardzo dobrym ruchem. Przez 15 lat, jak jestem z Unią, zawsze w klubie był generał, który decyduje i ponosi odpowiedzialność. Taka sama hierarchia musi obowiązywać w parku maszyn. Baron pełni rolę generała.

– Zdarza się, że w sporcie w pewnym momencie przychodzi kryzys. Niewykluczone, że Fogo Unia w tym sezonie złapie zadyszkę. Co wtedy?
– Posiadamy ośmiu bardzo dobrych zawodników i to wystarczy, żeby wygrać rundę zasadniczą.

– Decydujący będzie play off. Najważniejszy jest finał.
– Nigdy nie wypowiadam się o finale. Decydujący dwumecz rządzi się własnymi prawami. Dzisiaj Panu na ten temat więcej nie powiem. Walczymy o wygranie rundy zasadniczej i następnie o wielki finał. W walce o złoto wszystko może się zdarzyć.

– Jak Wam tak dobrze idzie w lidze, znając trochę żużlowe środowisko, za chwilę mogą odezwać się głosy na przykład o wprowadzeniu KSM.
– Bzdury! Wieki nie będziemy wygrywać i KSM nikomu nie pomoże. KSM już przerabialiśmy. I co? Popatrzmy na rywalizację na torze. Mieliśmy ciężkie wyścigi, emocjonujące, które podobają się kibicom. W meczach z Zieloną Górą, Grudziądzem, Gorzowem była walka i o to chodzi. Nie zapominajmy o widowisku.

– Jak nie KSM, to może powiększenie ekstraligi, bo i takie głosy słychać w środowisku…
– Powiększenie ekstraligi to jest głupi pomysł. Koniec tematu, kropka.

– Dlaczego?
– Nie mamy tylu zawodników na odpowiednim poziomie, żeby dziesięć drużyn mogło zbudować wyrównane, silne zespoły. Jeśli powiększymy ekstraligę, to musimy zamknąć II ligę. Co na to ośrodki żużlowe w Opolu, Poznaniu, Bydgoszczy, Krośnie, Krakowie? Mają zniknąć z mapy? Taka byłaby kolej rzeczy. Jestem przeciwny powiększeniu ekstraligi.

„Postęp toczy się szybciej niż nasze myślenie. Historię trzeba znać, ale z historii się nie żyje” – Józef Dworakowski, prezes Stowarzyszenia Unia Leszno

– Jaką rolę ma odgrywać drugoligowy Rawicz we współpracy z Unią Leszno?
– Rawicz pełni bardzo ważną rolę w cyklu szkolenia młodzieży. Gdyby nie było Kolejarza Rawicz, to nasi juniorzy dalej jeździliby po kraju, szukając okazji do ścigania. Praktykowaliśmy taki model działania, aż w końcu powiedzieliśmy stop. Szymek Szlauderbach czy Kacper Pludra dzisiaj w Lesznie nie mieliby szans na regularne starty w lidze. W Rawiczu nasi juniorzy startują w lidze i to jest najważniejsza rzecz. Mają możliwość rozwoju.

– Stainer Unia Kolejarz Rawicz rok temu w II lidze osiągnął bardzo dobry wynik. W tym sezonie spisuje się dużo gorzej.
– Od razu Panu przerwę i powiem, że wyniki nie są najważniejsze. Przecież moglibyśmy w kilku meczach wystawić Brady’ego (Kurtz – dop.red.), Bartka (Smektała) i Dominika (Kubera) i wyniki byłyby zupełnie inne – dużo lepsze. Ale nie o to nam chodzi. Postanowiliśmy jeszcze bardziej niż rok temu postawić na młodzież. Trener Roman Jankowski w Rawiczu jedzie najmłodszym składem w lidze i oto chodzi. Damian Baliński w tym zespole spełnia ważną rolę i jego metryka nie ma znaczenia. Ale wracając do tematu, Szlauderbach nie może być wystawiany w meczu pod numerem przypisanym do juniora. Szymek jest reprezentantem Polski i zgodnie z regulaminem, jeździ na pozycji seniorskiej. Nie wszyscy o tym wiedzą czy pamiętają, zwłaszcza gdy zabierają się za rozliczenie drużyny z wyników. Ale dla Szymka to jest bardzo dobre rozwiązanie. Zdobywając w zawodach 7-8 punktów musi walczyć o nie ze starymi kotami, a nie przywozi ich na rówieśnikach. Takie rozwiązanie zaprocentuje w przyszłości. Jestem o to spokojny.

Józef Dworakowski jako sponsor i później pełniący funkcję prezesa był przy podpisywaniu kontraktów, wręczał puchary i na prezentacji witał drużynę gości.

– Swego czasu zdradził Pan jedno ze swoich marzeń związanych z Unią. Żeby leszczyńska drużyna wystartowała w lidze w polskim składzie. Cały czas aktualne?
– Cały czas to podtrzymuję i powiem więcej – jest to realne. Zakładam, że w 2021 roku możemy pojechać sezon polskim składem. To naprawdę nie jest odległy czas – tylko dwa lata.

Rozmawiał Mariusz Cwojda

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Musisz przeczytać

ROW vs GKM: trener Kędziora ciągnie za uszy słabeuszy

Jeśli rybniczanie mieli nadzieję, że przyczepna nawierzchnia toru załatwi za nich sprawę i MrGarden GKM Grudziądz przed meczem uklęknie ze strachu, to się zawiedli....