Greg Hancock pozostaje bez klubu w polskiej lidze. Amerykanin chce wrócić i zaczął działać. Z kim podpisze kontrakt? Znaleźli się chętni, gorzej z finansami

Czterokrotny mistrz świata pozostaje wolnym zawodnikiem, chociaż prezesi kilku klubów zastanawiali się nad jego zatrudnieniem. W styczniu do Hancocka zgłosiła się Polonia Bydgoszcz. O plany pytały go Motor Lublin i ROW Rybnik. W lutym zrobiło się głośno o przeprowadzce „Grina” do Betardu Sparty Wrocław. Do akcji podobno włączył się nawet Rafał Haj, czyli prawa ręka Hancocka i jednocześnie szef jego teamu. Haj mieszka na Dolnym Śląsku i był gotów poszukać sponsorów, którzy mogliby opłacić kontrakt żużlowca i pomóc związać go z wrocławskim klubem.

Były mistrz świata pozostał bez pracy w naszym kraju przez kłopoty finansowe dotychczasowego pracodawcy. Jego kontrakt został rozwiązany, gdy okazało się, że Ireneusz Nawrocki ma zobowiązania i w efekcie Stal Rzeszów nie otrzymała licencji na starty w II lidze. Większość zawodników Stali znalazła nowy klub. Hancock nie śpieszył się z wyborem. Pojawiły się głosy, że poczeka do rozpoczęcia rozgrywek i ktoś się po niego zgłosi. Miał na myśli drużynę, która zaliczy falstart i będzie potrzebować pomocy.

Greg Hancock debiutował w polskiej lidze w 1992 roku. Pierwszy kontrakt podpisał z Unią Leszno, której barw bronił przez trzy sezony. Amerykanin w polskiej lidze startował przez 25 sezonów i nie zamierza na tym poprzestać

W Lesznie, Wrocławiu i Zielonej Górze zapewniają, że nie potrzebują Hancocka w drużynie. Może przydałby się w Toruniu lub Lublinie, ale jak to określają działacze, klubowy budżet nie jest z gumy. Kontrakt Hancocka jest wyceniany na około 1,5 mln zł za sezon. Żużlowiec w zamian gwarantuje zdobycz punktową. Na jakim poziomie, trudno określić. Dotychczas „Herbi” nie zawodził, ale ostatnio miał długą przerwę w startach. Wyjechał do Kalifornii i tam przygotowuje się do sezonu. W jego teamie nie ma już dwóch doświadczonych mechaników. Bogdan Spólny i Oskar Wolsztyński podjęli współpracę z Fogo Unią Leszno.

18 maja czeka go występ w turnieju otwierającym tegoroczną rywalizację o Grand Prix IMŚ. Jeśli do tego czasu nie wróci do polskiej ligi, to start na PGE Narodowym w Warszawie będzie jego pierwszym tegorocznym występem w naszym kraju.

Amerykanin cztery razy zdobył złoty medal IMŚ. Pierwszy raz został mistrzem w 1996 roku. W następnym sezonie obronił tytuł. Złoty medal świętował na stadionie w Vojens.

Skoro jestem w Grand Prix, to chcę odgrywać największe role – mówi Greg Hancock. – Nie interesują mnie półśrodki. Chcę być częścią gry o złoto. Kocham to, co robię i dlatego wiek nie ma znaczenia. Jestem bardzo zmotywowany do nowego sezonu. Chcę wygrywać.
49 – letni Hancock w ubiegłym roku w Grand Prix zajął piąte miejsce.

Jestem mentalnie przygotowany, aby znów być najlepszy – mówi Hancock. – Chcę zdobyć kolejny tytuł – zapowiada czterokrotny mistrz świata.
Robert Duda