Trener Piotr Baron rozpoczął nową pracę i objął stery w drużynie Apatora Toruń. Baron w grodzie Kopernika zaczynał swoją przygodę ze sportowym żużlowym. Jako nastolatek trafił pod skrzydła trenera Jana Ząbika. Teraz ich drogi się skrzyżowały i razem będą pracować w macierzystym klubie.
- Powrót na stare śmieci, w nowej roli, nowe wyzwanie. Zaczyna się ciekawie?
- Tak, pracy nie brakuje. Podjąłem nowe wyzwanie i świadomie postawiłem na Toruń, chociaż mogłem wybierać. Były propozycje pracy także z innych klubów.
- To była trudna decyzja?
- Trudna. Miałem jednak sporo czasu na przemyślenia. Sezon ligowy w Lesznie zakończyliśmy wcześniej, niż w przeszłości, gdy walczyliśmy w finałach. Wiadomo, że z Lesznem mam bardzo dobre wspomnienia. Miło wspominam czas spędzony w Unii. Trafiłem na bardzo dobry czas, na dobrych właścicieli, na świetnych zawodników, którzy stanowili o sile drużyny. Wygrywaliśmy drużynowe mistrzostwa Polski. Ale przyszedł czas na zmiany.
- Najtrudniejsze chwile w Lesznie, bo chyba nie wszystko było złote?
- Najtrudniejszy był czas rozstania. Okres w którym coś się kończyło. Ta moja decyzja o rozstaniu nie należała do łatwych.
Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź www.magazynzuzel.pl Obserwuj nas!
- W Toruniu oczekiwania zapewne są duże. Odczuwa pan presję ze strony władz klubu?
- To jest początek, poznajemy się, specyfikę bo każdy z nas jest inny i każdy ma swoje metody pracy. Układamy pewne tematy. Pracujemy z zaangażowaniem. Efekty przyjdą, ale potrzeba trochę czasu.
- Toruń to jest miejsce szczególne w pana żużlowej karierze?
- Oczywiście. Tutaj dostałem swoją sportową szansę. Zaczynałem w Toruniu i po latach do niego wróciłem. Wszystko w porządku. Poza tym jest rodzina, u której mogę się zatrzymać.
Rozmawia: Robert Duda
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu magazynzuzel.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz