Zamknij

Słowacki pocisk

08.55, 02.06.2019 Aktualizacja: 23.06, 18.10.2021
Skomentuj
REKLAMA

- Tacie i całej rodzinie zawdzięczam to, że mogę być żużlowcem - nie ukrywa Martin Vaculik. Jesienią został bohaterem transferu, który do czerwoności rozgrzał wielu kibiców. Dziś jest liderem Falubazu Zielona Góra. A jeśli wywalczy medal mistrzostw świata, może dorówna popularnością swojej żonie...

Nierzadko zdarza się, że syn idzie w ślady ojca. A bywa i tak, że syn (uczeń) przerasta ojca (mistrza), jak Krzysztof Kasprzak czy Patryk Dudek. I to samo można powiedzieć o Martinie Vaculiku.

Zdeno Vaculik (rocznik 1955) oszałamiającej kariery na żużlu nie zrobił. Na terenie dzisiejszej Słowacji, a nawet w samej Żarnowicy, byli zawodnicy z większym talentem. Ale nastoletni Zdeno od początku wyróżniał się wyjątkowym, profesjonalnym podejściem do sportu. Nawet w dni wolne wsiadał do pociągu w rodzinnej Dobrej Wodzie i przyjeżdżał do klubu w Żarnowicy. Zadziwiał wszystkich dbałością o sprzęt i kondycję fizyczną - trenował także z piłkarzami, prowadził sportowy tryb życia. Do swoich startów podchodził bardzo krytycznie. Nigdy nie był zadowolony z tego, co osiągnął. Wiedział, że zawsze mógł zrobić coś lepiej.

Z Żarnowicy trafił do Pardubic (na służbę wojskową) i tam w 1975 roku osiągnął największy sukces - wywalczył tytuł wicemistrza Czechosłowacji juniorów. W mistrzostwach seniorów wystąpił sześć razy, najwyżej plasując się na dziesiątym miejscu. Zdeno ścigał się w latach 1972-1989, wystartował w około 300 zawodach.

 

Niedaleko spadło jabłko od jabłoni

- Tata na pewno wpłynął na mój rozwój, chociaż jak ja się urodziłem, to już nie jeździł na żużlu - zauważa Martin Vaculik (rocznik 1990).

- Nie naciskałem na Martina, wszystko wyszło od niego - zapewniał z kolei Zdeno Vaculik w programie "Czarny charakter", przygotowanym przez stację nSport+. - Jeździłem na żużlu, więc bardzo dobrze wiedziałem, z czym to się je i że to nie jest łatwy sport. Chciałem, żeby jeździł, ale chciałem też, żeby jego przygoda z żużlem zaczęła się, kiedy przyjdzie gotowy i powie: "Tato, chcę jeździć".

Stało się to dość szybko. - Jak miałem dziewięć lat, to mu powiedziałem, że chciałbym jeździć na żużlu, on kupił mi motor i zaczął mnie trenować - wspomina Martin. - Tata był tym, który do pewnego czasu zawsze jeździł ze mną na mecze. Jemu i całej mojej rodzinie zawdzięczam to, że mogę być żużlowcem. Gdyby nie moi rodzice mój tata i moja mama to nie byłbym w miejscu, w którym jestem - podkreśla Martin.

Mistrzowskie charaktery często kształtują się w trudnych warunkach. 15-letni Piotr Świst zaczynał na prowizorycznym minitorze, zbudowanym przez ojca pod lasem, gdzie taczkami wozili ziemię, żeby zasypywać dziury... Czasy się zmieniły, Martin miał zdecydowanie łatwiej, ale przez pierwsze lata na treningach ścigał się z własnym cieniem - na torze, który trzeba było polewać samemu, za pomocą węży. A w domu nieustannie oglądał turnieje mistrzostw świata, podpatrywał najlepszych: Tony`egoRickardssona, Grega Hancocka...

Martin Vaculik debiutował w polskiej lidze 30 kwietnia 2006. Wystąpił w meczu KSŻ Krosno z Falubazem Zielona Góra. Goście zwyciężyli 54:36. Vaculik w szeregach krośnieńskich Wilków wystąpił w czterech biegach, ale punktów nie zdobył. Dwukrotnie zjeżdżał z toru z powodu defektu, motocykla. W 2009 roku trafił do ekstraligi. W ciągu dekady aż sześć sezonów kończył ze srednia biegowa powyżej 2 pkt. Dotychczas w polskiej lidze reprezentował barwy siedem klubów.

 

Wpadł na Wilka

Miał 16 lat, gdy trafił do polskiej ligi - do klubu z Krosna. I już w drugim swoim meczu uczestniczył w dramatycznym wypadku, po którym niejeden nie pozbierałby się psychicznie. Pewnie nie wszyscy pamiętają, że to Martin był tym młodziutkim żużlowcem, który wpadł na leżącego na torze starszego kolegę - Rafała Wilka... Można stwierdzić, że znalazł się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu. Albo gdybać, czy bardziej doświadczony zawodnik w takiej sytuacji zachowałby się inaczej. Ale to już nic nie zmieni. Rafał nigdy nie oskarżał Martina, nie miał pretensji. Dziś jest trzykrotnym mistrzem paraolimpijskim w kolarstwie. A Martin, choć na razie najczęściej przywoził zera, ambitnie próbował dalej.

Pozostał w Krośnie, mimo że zespół po barażach spadł do II ligi. I nie była to zła decyzja. Zaczął zdobywać coraz więcej punktów, wygrywać coraz więcej wyścigów, wreszcie przyszedł czas na pierwszy ligowy komplet - w pojedynku przeciwko drużynie z Miszkolca. A potem kolejny, jeszcze bardziej okazały, bo aż 21 punktów (z jokerem) w meczu z ekipą z Łodzi. I szybki awans z pozycji rezerwowego na pozycję prowadzącego parę. Było oczywiste, że taki talent, choć miał dopiero 17 lat, nie może się marnować w II lidze.

Ale przeskok był olbrzymi, bo od razu do ekstraligi - do klubu z Rzeszowa. Martin, rzucony na głęboką wodę, nie utonął. Dwa razy przywiózł nawet dwucyfrówkę. I tak od sezonu 2008 zadomowił się w najlepszej lidze świata. Przez rok jeździł w Gdańsku, przez sześć lat w Tarnowie - w jednym zespole z Hancockiem, swoim mistrzem z czasów dzieciństwa. Marzenia się spełniają! Uśmiechnięty, miły, grzeczny, sympatyczny - nic dziwnego, że był bardzo lubiany przez kibiców. Na przykład w sezonie 2013, podczas półfinału z Falubazem Zielona Góra, wesoła grupa młodzieży na stadionie w Tarnowie wołała: "Nikt nam dzisiaj nie nafika, bo my mamy Vaculika! ". Później była roczna przygoda w Toruniu i dwuletnia w Gorzowie. Warto też zauważyć, że od sezonu 2012 ekipa, która ma w składzie Martina, sięga po medal drużynowych mistrzostw Polski.

Zdarza się, że przygotowanie motocykla do zawodów trwa do późnych godzin nocnych.

 

Nie chciał podwyżki

Jesienią 2018 roku Martin był bohaterem transferu, który do czerwoności rozgrzał wielu kibiców na Ziemi Lubuskiej - pożegnał się z Gorzowem i przywitał z Zieloną Górą. Jakkolwiek przedstawiane i komentowane były kulisy zmiany barw klubowych, warto przypomnieć słowa samego żużlowca: "Zaprzeczam, że chciałem podwyżki, to nieprawda. Jeśli ktoś tak mówi, to mogę z tą osobą usiąść na konferencji prasowej i porozmawiać o tym".

Dziś Martin jest już liderem Falubazu. - Kompletny zawodnik, w superformie, jak najbardziej duży plus - ocenia kolegę z zespołu Piotr Protasiewicz. - Wystarczy spojrzeć na jego wyniki.

[WIDEO]9[/WIDEO]

Martin Vaculik w tym sezonie jest liderem Stelmet Falubazu Zielona Góra i zajmuje miejsce w TOP5 najskuteczniejszych żużlowców PGE Ekstraligi

Z tych wyników wyłuskajmy choćby zwycięstwo w XV wyścigu w meczu u siebie z Grudziądzem, przy stanie 43:41. I może jeszcze 13 punktów plus bonus w wyjazdowym pojedynku z Gorzowem, gdzie Martin potrafił dogonić i wyprzedzić samego Bartosza Zmarzlika czy na ostatnich metrach wydrzeć trzy punkty Szymonowi Woźniakowi.

- Wydaje mi się, że jest przygotowany na to, żeby zawalczyć o medale - odpowiada Piotr Protasiewicz, pytany o szanse Martina w cyklu Grand Prix. Słowak ma na swoim koncie tytuł mistrza Europy, wygrał też trzy turnieje GP. Ale medal mistrzostw świata to byłoby coś!

Kto wie, może wtedy w swoim kraju Martin nawet dorównałby popularnością swojej żonie Kristinie Turjanovej, znanej na Słowacji aktorce i piosenkarce. - Poznaliśmy się w teatrze, po jednym ze spektakli, w którym grała - wspomina Martin. - Zapoznaliśmy się przez znajomych, zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i wpadliśmy sobie w oko. Ona nawet nie wiedziała, co to jest żużel, co to są motory, kim ja jestem. Jesteśmy z zupełnie innych światów. Ale od tego momentu zaczęliśmy się widywać i jesteśmy razem do dzisiaj.

Martin z żoną i dziećmi

 

 

 

 

 

 

 

A w domu Kristiny i Martina rosną dwa brzdące: Marko i Maxim. Przyszli żużlowcy? A może aktorzy?

Adam Kawka

 

 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%