More
    Strona głównaEkstraligaTrener Unii Leszno: „To bardzo duża strata dla klubu”

    Trener Unii Leszno: „To bardzo duża strata dla klubu” [GALERIA]

    -

    W Lesznie był i nadal jest kochany przez kibiców, chociaż z roku na rok jakby gasła sympatia fanów. Ich bohater i idol obniżył loty i notuje słabe wyniki. Tak się dzieje już od dwóch sezonów. Dlatego Piotr Pawlicki – bo o nim mowa – zdecydował się na odważna decyzję i po sezonie pożegna się z macierzystym klubem.

    – Pół życia poświęciłem temu klubowi – mówi Piotr Pawlicki o swoich związkach z Unią Leszno, z którą osiągnął największe sukcesy, zdobywał medale mistrzostw Polski drużynowo i indywidualnie. Był jej najbardziej charyzmatyczną postacią. To on walczył w każdym wyścigu, do ostatniego biegu, gdy Unia zdobywała mistrzostwo Polski. Pamiętacie jego słowa, zarejestrowane przez telewizyjna kamerę, „ciśniemy do końca, jeszcze mamy szansę, jeszcze to wygramy”? I wygrali!

    Ze złamaną nogą

    Pawlicki długo był kapitanem leszczyńskiej drużyny. Poświęcał się. Przykładem może być finał ze Spartą Wrocław w 2017 roku. „Piter” wystąpił, mimo, że był kontuzjowany. Startował z pękniętą kością w nodze.

    Ciąg dalszy tekstu pod materiałem video:

    – Jechałem z pękniętą kością w nodze. W pierwszym meczu, w Lesznie, zaliczyłem dwa nieprzyjemne upadki. Po każdym zwożono mnie z toru. We mnie była jednak jedna myśl – by wystartować w powtórce i wygrać. I to się udało. W rewanżu było podobnie. Po zdobyciu tytułu mistrzowskiego przeskoczyłem przez bandę do kibiców i wspólnie z nimi świętowałem złoto. Ze złamaną nogą! – wspomina Piotr Pawlicki.

    Całował tor, biegał z flagą

    Pamiętna feta z okazji zdobycia drużynowego mistrzostwa Polski, a było ich w Lesznie kilka, za każdym razem kończyła grubo po północy. „Piter” chwytał za mikrofon i bawił się z publicznością. Koledzy z drużyny mu wtórowali, ale to on jak przystało na kapitana, rządził i dzielił na scenie w dobrym słowa znaczeniu.

    Czytaj więcej  Co się z nim dzieje? Był faworytem zawodów, a wygrał tylko jeden wyścig

    Pawlicki całował leszczyński tor, gdy sięgnął po tytuł indywidualnego mistrza Polski. Wielokrotnie startował w reprezentacji kraju, odnosząc sukcesy. Na „Smoku” biegał z dużą biało-czerwona flagą, gdy razem z Bartoszem Zmarzlikiem, Patrykiem Dudkiem, Maciejem Janowskim wygrywali Drużynowy Puchar Świata.

    Można by jeszcze wymieniać sukcesy Pawlickiego i jego zasługi. Było ich sporo, ale od jakiegoś czasu coś się zepsuło, jakby się wypaliło. Już rok temu waleczny Piotr zgubił swoje atuty, stracił skuteczność. Zaskoczył kibiców, gdy opaskę kapitana drużyny przekazał Januszowi Kołodziejowi – jakby stracił wiarę we własne możliwości.

    Zgubiony rytm

    Pogubiony sprzętowo, do tego słabe wyniki i „Piter” zaczął szukać nowych rozwiązań. Zimą dostał propozycję transferową z Częstochowy i zaczął się nad nią zastanawiać. Właściciele Unii zdołali go jednak przekonać, by został. Nieoficjalnie mówi się, że dołożyli mu finansowo i przedłużyli kontrakt. Pawlicki w tym roku znowu jeździ przeciętnie. Miewa tylko przebłyski dobrej jazdy, brakuje mu szybkich motocykli.

    Ciąg dalszy tekstu pod materiałem video:

    Z rytmu wybiła go kontuzja. Złamane łopatki wciąż mu dokuczają. Dzisiaj próżno szukać jego nazwiska w TOP-10 polskiej ekstraligi, a przecież jeszcze kilka lat temu był obok Bartosza Zmarzlika najpoważniejszym kandydatem do walki o tytuł mistrza świata. Niestety, o Pawlickim w Grand Prix już dawno zapomniano.

    – Piotr Pawlicki powinien zmienić klub, otoczenie, może to mu pomóc. Odbuduje się i wróci silniejszy – radził jakiś czas temu wychowankowi Byków, jego starszy kolega z leszczyńskiej drużyny, były żużlowiec Jan Krzystyniak.

    Czytaj więcej  Unia Leszno pięknie żegna Piotra Pawlickiego

    Drugi sezon z rzędu w wykonaniu Piotra jest słaby, co nie pozostaje bez wpływu na wynik leszczyńskiej drużyny. Dlatego Pawlicki już w połowie roku zdecydował, że zimą zmieni klub.

    Szkoda. To świetny zawodnik

    – Ja się dowiedziałem, o ile dobrze pamiętam, drugiego czy trzeciego lipca – mówi o decyzji Pawlickiego o zmianie klubu trener Byków Piotr Baron. – Piotrek zadzwonił i powiedział, że na pewno zmieni klub, natomiast nie powiedział gdzie będzie startował.

    Czytaj więcej  Przeczytaj, kto moim zdaniem spadnie, a kto zostanie mistrzem

    To gdzie będzie jeździł w 2023 roku, dla leszczyńskich kibiców nie ma większe znaczenia. Żużlowiec pochodzący z Zaborowa jest po słowie z władzami Betard Sparty Wrocław, ale czy ostatecznie trafi na „Olimpico”? Podobno zrobiło się zamieszanie, telefony dzwonią. We Wrocławiu mają plan, jak móc byłemu kapitanowi Unii. Chcą go objąć pełną opieką organizacyjno-logistyczno-sprzętową, czyli udostępnią motocykle, zapewnią mechaników i trenera-opiekuna. Piotr ma skupić się tylko na treningach i zawodach.

    – Jestem w Lesznie szósty rok i od początku miałem możliwość pracy z Piotrkiem. Na pewno szkoda chłopaka, bo to jest świetny zawodnik. Pokazywał nie raz, że w momentach, w których był bardzo potrzebny spełniał swoją rolę w stu procentach. Zdarzały się momenty gorsze, ale każdy w swojej karierze takie ma. Odejście Piotrka to bardzo duża strata dla Unii Leszno – uważa Piotr Baron.

    Reklama

    – Oddałem dla tego klubu serce i spędziłem tutaj pół życia, bo z tym stadionem jestem związany od 2008 roku. Mam duże ambicje i wiem, że stać mnie na dobry wynik, więc staram się wyciskać z siebie, co tylko mogę. Jednak w ubiegłym sezonie pogubiłem się sprzętowo. Nie mogę powiedzieć, że tego sprzętu nie mam, ale kiedy człowiek się pogubi, to jego decyzje nie są dobre, są błędne. Muszę zmienić kolejne rzeczy, aby się obudzić. Nie mówię, że Unia mi to zabierała, albo że coś było nie tak. Ale trzeba szukać dalej – przekazał po ostatnim meczu Fogo Unii z Motorem Lublin Piotr Pawlicki, dziękując kibicom i wszystkim mu życzliwym ludziom.

     

    Reklama

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!
    Proszę podać swoje imię tutaj

    - Advertisment -

    Must Read

    „Umarł król, niech żyje król”? ROW Rybnik nie martwi się odejściami...

    Prezes Krzysztof Mrozek z ROW Rybnik wcale nie zmartwił się odejściem Andreasa Lyagera. Duńczyk wstępnie porozumiał się z klubem z ulicy Gliwickiej, ale po...