Strona główna Ekstraliga Trzy petardy i reszta

Trzy petardy i reszta

-

Artiom Łaguta, Martin Vaculik, Jason Doyle otwierają listę najgłośniejszych nazwisk na rynku transferowym w polskiej lidze. W sumie przez dwa tygodnie okienka transferowego dokonano kilkudziesięciu transakcji. Jak to w takiej sytuacji bywa, prezesi musieli głębiej sięgnąć do kiesy. Wydatki poniesione w tym miesiącu maja zaprocentować w nowym sezonie.

Reklama

Prezes Marek Grzyb z Moje Bermudy Stali Gorzów ogłosił, że najwięcej kosztował kontrakt Bartosza Zmarzlika. Szef wicemistrzów Polski mówi nawet o rekordowej kwocie, którą musieli uraczyć mistrza świata, by pozostał w macierzystym klubie. Zmarzlik miał propozycję transferową z Motoru Lublin i zapytania o swoją przyszłość od władz toruńskiego Apatora. Dlatego gorzowianie musieli działać, gdyż Zmarzlik to nie tylko gwarancja wyniku sportowego na wysokim poziomie, ale jednocześnie silna marka marketingowa.

 

Martin Vaculik (z prawej) po dwóch lata wrócił do Stali Gorzów (fot. Magazyn Żużel/Mariusz Cwojda)

Gorzowianie nie tylko nie osłabili się, co groziło im w przypadku utraty Zmarzlika, ale potrafili wysupłać dodatkowe środki, sprowadzając Martina Vaculika, najlepszego zawodnika RM Solar Falubazu Zielona Góra. Stal jednym transferowym strzałem upiekła dwie pieczenie na jednym ogniu. Wzmocniła swoje szeregi, osłabiając lokalnego rywala, z którym co roku toczy derby o punkty, prestiż i chwałę. Vaculik po dwóch latach wraca do grodu nad Wartą.

Bum po wrocławsku

Transfer Słowaka o którym w środowisku mówiło się dużo wcześniej, zanim uchylono okienko transferowe na pewno robi wrażenie, ale mocniejszy strzał tej jesieni wykonali właściciele Betard Sparty Wrocław. Pozyskanie Artioma Łaguty i utrzymanie dotychczasowego stanu posiadania daje duże nadzieje, że żółto-czerwoni w 2021 roku posiadają wszelkie predyspozycje, by spełnić oczekiwania kibiców na Olimpijskim, sponsorów i właścicieli klubu. Łaguta wspólnie z Maciejem Janowskim i Taiem Woffindenem tworzą tercet, jakiego mogą im pozazdrościć pozostali uczestnicy rozgrywek o tytuł PGE Ekstraligi.

Czytaj więcej  Okno transferowe - listopad 2020

Dzisiaj jeszcze nie wiadomo, co czeka Maksyma Drabika. 22-latek po długich przepychankach z POLADĄ, serią odwołań, uzasadnień i kolejnych wniosków w związku z zastosowaniem tzw. wlewki do organizmu (czyn podlegający pod kontrole komisji antydopingowej), został zawieszony w prawach zawodnika. Drabikowi grozi dłuższa dyskwalifikacja, ale dopóki nie ma ostatecznego wyroku, to możemy tylko czekać.

Trzecim z wielkich transferów jest bez wątpienia ruch na jaki zdecydowała się Fogo Unia Leszno.

Byki pod ścianą

Mistrzowie Polski w obliczu decyzji dwóch wychowanków, Bartosza Smektały i Dominika Kubery (obaj odeszli z macierzystego klubu), ściągnęli Jasona Doyle’a. Australijczyk był mistrzem świata w 2017 roku i jest uczestnikiem Speedway Grand Prix, co podnosi sportową wartość leszczyńskich Byków. Owszem, można dyskutować i analizować, czy jest interes w postaci straty młodych wychowanków, którzy dają nadzieję na przyszłość, czy zatrudniać zawodowca, który koncentruje się na wyniku sportowym i zarobkach?

Doyle jest topowym żużlowcem i na pewno szybciej sprosta oczekiwaniom pracodawcy z Leszna (fot. Magazyn Żużel/Mariusz Cwojda)

Unia nie miała wyjścia. W przypadku odejścia dwóch zawodników powstała dziura w mistrzowskim składzie. Mógł dostać szansę Brady Kurtz, ale wątpliwe, czy byłby zawodnikiem na miarę oczekiwać. W Lesznie go znają i przede wszystkim jego sportowe możliwości. Doyle jest topowym żużlowcem i na pewno szybciej sprosta oczekiwaniom pracodawcy i nowym kolegom z zespołu. „Doyley” może jeździć na poziomie Emila Sajfutdinowa, Piotra Pawlickiego, Janusza Kołodzieja. Australijczyk w parze ze swoim rodakiem Jaimonem Lidseyem są w stanie dużo zwojować.

POSŁUCHAJ, CO O TYM SĄDZI JAIMON LIDSEY     

I na tych trzech nazwiskach (A.Łaguta, M. Vaculik, J. Doyle) kończą się atrakcyjne transfery w listopadowym okienku transferowym. Kilka innych można wynotować w kategorii ciekawe i perspektywiczne. Kilka następnych, to z kolei nadzieja i znak zapytania.

U24 miesza na rynku

Zamieszanie na rynku powstało po wprowadzeniu obowiązkowego startu zawodnika do lat 24. Kilka klubów zaczęło ostro licytować. Dlatego m. in. Unia Leszno nie sprostała wymaganiom swoich wychowanków. Nadarzyła się okazja, by zarobić i drugi raz taka sytuacja może się nie powtórzyć.

Na tych trzech nazwiskach (A.Łaguta, M. Vaculik, J. Doyle) kończą się atrakcyjne transfery w listopadowym okienku transferowym (fot. Magazyn Żużel/Mariusz Cwojda)

Transfer Kubery do Motoru na pozycję U24 wygląda bardzo dobrze i na pewno nie byłby tak spektakularny, gdyby nie zmiana regulaminu. Ruchy kadrowe w Częstochowie również dają nadzieję, bo i Smektała i Kacper Woryna nie są zawodnikami anonimowymi, ale też nie wywrócą ligi do góry nogami. Mogą być wzmocnieniem, ale nie muszą. Właśnie tego typu znaki zapytania pojawiają się nie tylko przy ich nazwiskach, ale również przy nazwisku Pawła Przedpełskiego (wrócił do Apatora Toruń), Maxa Fricke’a, Roberta Lamberta, Mateja Zagara, Mateusza Cierniaka.

Reklama

O ile Zagar ma za sobą udany sezon w elicie i może być jeszcze lepszy zawodnikiem, to młody Mateusz Cierniak zostanie rzucony na głęboką wodę. Lambert i Fricke chcą podołać zadaniu, muszą pogodzić starty w lidze z obowiązkami w Speedway Grand Prix MŚ, co wcale nie jest łatwe. Brytyjczyk i Australijczyk oraz Anders Thomsen i Krzysztof Kasprzak mają nad czym myśleć. Bardziej objeżdżeni w elicie i doświadczeni zawodnicy przestrzegają, że SGP jest dwa razy bardziej absorbująca, niż ligowe obowiązki w Polsce, Szwecji i Wielkiej Brytanii.

Czytaj więcej  Unia vs Sparta. Oby do piątku!

Czy tak jest w rzeczywistości, Fricke, Thomsen, Lambert będą mieli okazję, przekonać się na własnej skórze.

Jaka odbudowa?

Przestaliśmy natomiast wierzyć w powodzenie tzw. odbudowy. Zawodnik po nieudanym sezonie ogłasza, że odbuduje swoją formę w nowym otoczeniu. Być może odbuduje, ale nie mówi na czym odbudowa ma polegać. Czy teraz zacznie punktować na poziomie 12-13 oczek w każdym meczu? Czy tylko poprawi sobie nastrój, zmieni otoczenie i jako tzw. zawodnik z odzysku zadowoli pracodawcę jazda na poziomie 5-6 punktów w meczu? I może myśli, że nikt więcej nie powinien oczekiwać, gdy poprzedni sezon miał dużo gorszy.

Kilku takich jeźdźców będzie w 2021 walczyć o poprawę wizerunku. Krzysztof Kasprzak, Krzysztof Buczkowski, Przemysław Pawlicki na pewno mają nad czym pracować. Ale nie tylko oni znajdą się pod ostrzałem, gdy zaczną przywozić „ogony”. Takich „rajderów” jest więcej w PGE Ekstralidze, więc z uwagą będziemy śledzić ich poczynania i słuchać tłumaczenia, kto zawinił i dlaczego znowu słabo pojechał.

Reklama


Musisz przeczytać

Roman Jankowski zdradza, kto jest najbliżej występów w Ekstralidze

Fogo Unia Leszno rozpoczęła przygotowania do nowego sezonu. Treningi w sali gimnastycznej prowadzi trener Michał Turyński. W szeregach leszczyńskich Byków znalazła się liczna grupa...